Ladyen szukac nie musi. Niech mnie Kiepska nie kusi. Hehehe. Milego bardzo wieczora. Bo to juz taka pora.
Rozmowy wierszowane / wznowienie /
-
-
Do szkoły dzisiaj zabrzmiały dzwonki. W myślach też trzeba zrobić porządki.
-
Płacze Jasiu, stęka Ola, Uśmiechnięta, tylko gęba dyrektora. Znów do szkoły chodzić trzeba, Znowu w głowach trza pogrzebać. Lecz co znaleźć, gdy nic nie ma? Pustka, dziura, mam dylemat :/.
-
Gęba dyra była by rada I uśmiechnięta bez końca. Gdyby miał tyłek wciąż wystawiony. Do nadmorskiego słońca.
-
"Opowiem wam, co mi się dawniej przywidziało: Może we śnie - bo kiedy sen uwięzi ciało, Duch wolny może obiec rozległą krainę I długie pasmo życia w jedną zwić godzinę. Zdało mi się, żem widział młodych ludzi dwoje. Chłopca i dziewkę; stali na wzgórku oboje, A wzgórek był zielony, pochyłej urody, Niby jaki przylądek; tylko zamiast wody, Wkoło żywy krajobraz i powiewna fala Kłosów i sianożęci, i gdzieniegdzie z dala Porozrzucane chaty; nad nimi dym bury Ulotne snuł kolumny. Sam wierzchołek góry Zdobiły zasadzone drzew i kwiatów wieńce; Nie przypadek je sadził, lecz umyślne ręce. Chłopiec i dziewka patrzą - ta na okolice Piękne jak ona sama, a ten na dziewicę. W nim rozwija się młodość, w niej piękność rozkwita, W obojgu młodość, ale młodość rozmaita. - Jak wśród niebios jaśnieje wdzięczna twarz księżyca, Tak wpośród lat niewieścich jaśniała dziewica. Chłopiec był laty młodszy, lecz starsze nad lata Serce jego; wzrok jego w całym kręgu świata Jedyne tylko widział swej kochanki lice, I widział ją przed sobą, w niej utkwił źrenice I nie mógł ich oderwać; nie było w nim ducha, Ona była mu duchem; głosu jej drżąc słucha, Ona była mu głosem; on swych oczu nie ma, Ona była mu okiem: bo ścigał oczyma Jej spojrzenia, i wszystkie oglądał przedmioty W świetle od niej odbitym; on nie ma istoty, Nie ma życia: w nią przelał całe życie swoje, W niej, jako w oceanie, wszystkie myśli zdroje Pogrążył; za jej słówkiem, za ręki dotknieniem Krew w nim ścina się lodem albo wre płomieniem. Twarz jego na przemiany goreje i bladnie, Serce boli i bólów przyczyny nie zgadnie. Lecz ona słodkich jego cierpień nie podziela, Wzdycha, lecz nie do niego, - ma w nim przyjaciel?, Ma brata, i nic więcej! - On przestawał na tem. Że ją zwał przyjaciółką, że go zwała bratem; Teraz nie chce przestawać. Skądże ta różnica? Czas rozwiązał zagadkę - kochała dziewica, I kochała innego; i właśnie w tej chwili, Gdy oboje na górze stali i patrzyli, Ona wzrokiem kochanka dalekiego nęci, Żeby leciał tak bystro, jak lecą jej chęci."
-
Kiedy byłam całkiem mała, To do szkoły zasuwałam. Droga była strasznie długa, A po drodze jedna nuda. Wiec broiło się czasami, Z kamieniami i procami. W szkole tez rozrywki zero, Znowu nudy jak cholera. Więc na nudę trza lekarstwa, Już pineska w krzesło wrasta. Ale cóż to, nic nie działa? Gruby zadek jest u pana :(.
-
Hej Marischko sprawa prosta Gdy u pana pupa tłusta Gumka a w niej igła wbita Na grubasa znakomita. Ale co się działo potem Latał prawie samolotem Włosy sobie chciał wyrywać. I policję zaczął wzywać. Dalej szkoda opowiadać Pogotowie wzięło dziada A że dobry nie był wcale Nie płynęły za nim żale.
-
Lecz się rzecz okrutna stała, Wnet powrócił, łysa pała. Sprawdzianami nam zagroził, Z sobą wskaźnik wszędzie nosił. I nie siadał więcej wcale, Chyba, że w konfesjonale. Bo zamknięte miał siedzenie, Po tym, jak go kuło w przyrodzenie. A co gorsze po tej opcji, Zaczął śpiewać niczym Pavarotti. Aż się dyrektora suczka zlękła, I cholera gdzieś uciekła. Cała szkoła miła farta, Bo na lekcjach jej szukała.
-
Spadają na psy te niby wierszyki z błedami.
-
Be wierszyki, be polemiki Na psy lecą, błędami świecą Posłuchaj zatem lepiej muzyki. Niech oni dalej rymówki klecą. Nie są to przecie strofy beblane. Jeno Rozmowy Wierszowane.
-
Trza jak pisze Marischka to kuło wierszowe pa.
-
Rozmowa kontrolowana Najmądrzejsza z tego grana. (Powinno być "grona", ale rym by zdechł. ).
-
Judyta w dwa słowie Mód na serce Rzuciła rozmowie.
-
Nie jestem wredna, Gdy kompania przednia.
-
Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej. Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam. I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam. I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej. Na pewno mieć nie mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła... Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej. Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś. Ze nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś. I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty. Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz...2010-09-06, 15:45*Tango*"Ciarką po plecach Suną czerwone szpilki Po parkiecie jedwabiu Krokiem w rytm serca. Jak tańczyć by nie spuścić z ust powietrza? By oddechu nie odebrać? W horyzoncie myśli lekkich Linie bioder w tangu giną, opuszki palców czterech dłoni rozczesują najeżoną niecierpliwość. Aż do świtu, póki z niebios nie skradną Księżyca, Trwają ustne dryfy w lampce miłosnego wina, Serce drży a dusza tańczy w szpilkach Na jedwabnym parkiecie z prześcieradeł..."