~Gun napisał(a): Nikt nie jest spisany na straty! Chyba, że sam tego chce.
Jak zerwać z samotnością
-
-
~Anonim napisał(a): Najgorsza jest samotność w związku... Niby masz kogoś a jednak go nie masz... Zazdroszczę Wam młodzi ludzie że wszystko jeszcze przed Wami... macie jeszcze szansę na zmianę... niektórzy już są spisani na straty...
A ja się z tobą nie zgadzam - zawsze podkreślam zawsze można wiele zmienić.
-
Zmiana jest możliwa na każdym etapie zycia. Potrzeba do tego jednak odwagi i wiary w to, że sie uda i bedzie lepiej, inaczej.
-
Ale gdy w związku sie psuje, kłótnie są coraz częstsze to o co jest walczyć i po co? Skoro niema sensu walczyć, bo i tak zawsze kłótnia nastąpi znowu po zgodzie. Czasem męczyć sie niema sensu, bo tylko człowiek dobija sie bardziej. Czasem niestety trzeba sie rozstać nić męczyć sie we dwoje.
-
Dokladnie tak- i to jest wielka życiowa zmiana. Ale lepiej tak niż tkwiś w czymś co jest toksyczne i już od dawna nie ma racji bytu.
-
Kłotnie sa dlatego, że rozmawiamy dwoma językami, każdy chce przekrzyczec swoje zdanie, kobiety wyrażaja swój żal, co panowie odbieraja, jako atak na nich, że jak zwykle wszystko robia źle, zaczynaja wiec kobietom zarzucac to i owo, albo milczą, co kobiety biora jako arogancje i olewanie... walczyc o to, by w tym drugim zobaczyc kogos sprzed lat, kogos, kogo pokochalismy, paradoksalnie to nie On, Ona sie zmienili, tylko nasze wyobrazenia o zwiazku, fantazje przegrały z rzeczywistoscia, nauczyc sie pokochac, ta rzeczywistosc, ktora jest... zamiast oczekiwac od meza, że bedzie wypełnial nam cały czas wolny, robiąc za wodzireja, poszukac czegos tylko dla siebie, jakiejs pasji, o której mozna mu potem opowiadac z wypiekami na twarzy, albo kibicowac mu w jego pasjach ;) )
Samotnosc w zwiazku... to sie gromadzi latami, bo my, jak ksiezniczki siedzimy i czekamy, az nasz ksiaze sie domysli, czego nam trzeba, az nas zachwyci, siedzimy, jak królowe i mamy o wszystko pretensje, bo on po pracy zajmuje sie soba... zamiast tez zajac sie soba, wtedy bylybysmy usmiechniete a nie gradowe chmury, wiec i nasi faceci nie patrzyliby na nas ze strachem ''co znowu źle zrobiłem /? ''.
Zamiast spotykac sie na ringu, po to by udowadniac sobie kto jest gorszy, wyjmij kartkę, napisz, co ci sie w nim podoba, za co go cenisz, nie patrz, jak na swojego nudnego meza, popatrz z boku, jak na faceta. Albo zapytaj kilku znajomych za co lubia twojego meza... i może na tym sie skup na poczatek.
Wszystko da sie naprawic, ale samo nic nie przyjdzie... wymaga pracy, ale daje satysfakcje ;) )).
Polecam ;) ).
-
No dobra, ale jeśli w związku to jedna strona tylko sie stara, a facet ma to gdzieś, skoro robisz wszystko by było dobrze, a to On ma wieczne pretensje do ciebie, że coś mu sie nie podoba, wszystko go drazni, to co Ty masz do jasnej ciasnej zrobic, jak ciągle mu źle? Tylko odejsc, niech zostanie sam, skoro mu źle, może nauczy sie rozumu jak zostanie sam i doceni dopiero to co miał. Bo niektórzy poprostu w związku nie potrafia docenic czyjejś miłości, poświecenia.
-
Aby cos docenic trzeba to najpierw stracic. Wtedy otwierają sie oczy, że jednak nie było tak źle tylko zabrakło nici porozumienia, umiejętności dochodzenia do kompromisów.
Czasm niestety też okazuje sie, że to co było kilka lat wcześniej- miłość, fascynacja, zauroczenie- po jakimś czasie przestaje być tak wyraźne i gdy zaczyna się prawdziwe życie uczucia odchodzą na dalszy plan bo dwoje osób nie potrafi się dogadać i co raz bardziej staja sie sobie obojętni. -
Święta prawda-żeby cos naprawic w związku muszą chcieć obydwie osoby tego, ale gdy jedna tylko sie stara a druga to wszystko niszczy to niema sensu jak mówisz tkwić w toksycznym związku. Zawsze na początku zaślepia nas fascynacja, zauroczenie, a potem to sie wypala.
-
Jeżeli jednak fascynacja i zauroczenie kończy sie to też z tego względu, że te dwie osoby najzwyczajniej w świecie nie są sobie pisane.
To następuje po kilku czy nawet kilkunastu latach ale tak się niestety też dzieje.
Nic nie jest dane na zawsze. -
Faceci nie umieja rozmawiac o tym, co ich boli, bo to niemeskie ;) zamiast tego zasypuja nas oskarzeniami... bo ty zawsze, bo ty nigdy, kobiety robia to samo. Zrob rewolucje, siadz i na spokojnie zapytaj czego mu brakuje, co mu przeszkadza, ale zrob tak tylko wtedy gdy masz sile uslyszec mnostwo gorzkich slow pod swoum adresem. Nie, zebym uwazala, ze jestes winna, ale tez mam faceta i to, co on sobie upierdzieli nieraz w glowie iceniajac sytuacje a to co jest realna jej ocena to duza roznica. Generalnie watek ich zali jest taki... za duzo gadamy, we wszystko sie wtracamy i proponujemy rozwiazania, ktorych oni nie potrzebuja, placzemy o byle co wzbudzajac w nich poczucie winy... Przeszkadza ci to, ze on sie nie stara, ok ale co ty masz piec lat? Sama nie wyjdziesz do kina? Na basen? Na kawe? Nie trzeba od razu rozwodu, znajdz sobie cos swojego, nie patrz na jego humory, zyj kobieto, mezczyzni i tak sa malo potrzebni w zyciu ;-)
Szczera rozmowe polecam ale bez oskarzania go o wszystkie nieszczescia z kokluszem i gradobiciem wlacznie :-). -
Nic dodac nic ująć.
-
Zgadzam się, trochę więcej samodzielności.
-
Anonim, Sama, Asienka zastanawia mnie ile macie stażu małżeńskiego. Jeżeli tyle samo co ja to wasze rady wezmę sobie do serca.
-
Faceci nie umieja rozmawiac o tym, co ich boli, bo to niemeskie ;) zamiast tego zasypuja nas oskarżeniami... bo ty zawsze, bo ty nigdy,
Anonim nie wszyscy mają takie podejście do życia.