Dlaczego młodzi ludzie tak często się rozwodzą

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Można zauważyć, że w dzisiejszych czasach następuje gwałtowna degradacja roli małżeństwa a poniekąd również rodziny. Jakie są tego przyczyny?

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    A nie jest po prostu tak, że dużo mniejszy jest publiczny ostracyzm wobec osób które się rozwiodły? A jednocześnie ludzie stają się coraz bardziej aktywni i niezależni. Kobiety pracują zawodowo, potrafią sobie poradzić finansowo bez wsparcia mężczyzny. Moim zdaniem po prostu mniejsze znaczenie mają czynniki, które niegdyś trzymały ludzi mimo ich woli w małżeństwie. Kiedyś rozwodnicy byli wytykani palcami, zjawisko było mocno negowane przez społeczeństwo. Kobiety często nie pracowały, więc często przy mężu trzymała je jedynie kwestia pieniędzy. Jestem zdania, iż małżeństwo samo w sobie nie jest żadną wartością. Wartością jest miłość czy szczęście współmałżonków. Kiedy tego brakuje małżeństwo jako takie traci sens. I trwanie w nim, męczenie się przez X lat na pewno nie jest dobre.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    A jeśli są dzieci, to czy rozwód nie powoduje traumatycznych spustoszeń w ich psychice? Jeśli uznamy, że powoduje te spustoszenia to czy kobiety patrzące wyłącznie na swoje "szczęście" można nazwać dobrymi matkami?2009-07-23, 13:26PS. Jak określić kobietę, która twierdzi że przestała kochać męża po półrocznym małżeństwie (dodam tu, że mąż nie pije, nie bije, itd. )?

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Ale chcesz ją do miłości zmusić? Skoro nie kocha to znaczy, że ślubu nie brała z prawdziwej miłości. Może było to tylko zauroczenie, może decyzja była oparta na innych przesłankach. Na pewno rok czy półtora codziennego, normalnego, szarego życia na pewno potrafi pokazać w ukochanej osobie wiele elementów, o których wcześniej nie miało się pojęcia. I wychodzi tzw. niezgodność charakterów. Bo jeśli chorobliwa pedantka wyjdzie za bałaganiarza i lekkoducha to będą sobie niezmiennie działać na nerwy. Jeśli Mąż okaże się domatorem, a żona będzie chciała wciąż nowych atrakcji, podróży. Albo młodym małżonkom na nerwy działać będzie rodzina/przyjaciele drugiej strony. Myślę, że dużo zdrowiej jest rozstać się po roku niż po 5 latach. Wydaje mi się, że dużo lepsza jest odpowiedzialna decyzja o rozstaniu się, niż żeby dziecko przez całą młodość obserwowało ludzi którzy się ze sobą męczą, na na dodatek zabierają sami sobie szczęście. I potem dzieci uczą się, że tak właśnie wygląda małżeństwo. Małżeństwo nie jest wartością autoteliczną. Taką wartością może być miłość małżonków, ale nie jakaś instytucja.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    A skąd wiesz, co jest naprawdę przyczyną rozpadu tego związku? To że facet nie pije, nie bije to dobrze. Ale istnieje innych wiele przesłanek decydujących o rozwodach. I dlaczego określać kobietę? Z reguły wina jest po obu stronach... Może to on obiecywał cuda na kiju, a tylko kija dał... Może rozczarowała się pożyciem małżeńskim... Może psychicznie znęcał się mąż nad nią... Może miał złych doradców, z butami wchodzących w ich życie - i to jej się nie spodobało... Może to jakiś mamisynek, nie umiejący żyć w partnerskim związku... Jest wiele może, spytaj się tej kobiety - dlaczego, może Ci odpowie, a nie od razu zrzucasz winę na jedną stronę... Dla dzieci lepszym rozwiązaniem jest życie rodziców osobno, niż widok i kłótni i walk. Jeśli dzieci zostają przy jednym z rodziców, to drugi choć jest na odległość - powinien traktować je tak, by one nie odczuły, że to ich wina. Dzieci nie są nigdy winne i nie wolno je włączać w swoje walki...

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Przepraszam, a gdzie ja zrzuciłem winę na kogokolwiek? Zadałem pytanie w odpowiedzi na komentarz Jgc, że w małżeństwie szuka się miłości lub szczęścia. Nie neguję tych dwóch wartości, jednak jeśli jest dziecko to może wcześniej należy sprawdzać partnera czy nadaje się do bycia małżonką/iem i rodzicem? Oczywiście warunkiem jest uznanie, że to dziecko jest najwyższą wartością. A może nie jest?

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Akolada? A my o Tobie z Tobą rozmawiamy... ?2009-07-23, 17:17Dziecko jest zawsze najwyższą wartością -- mówię to jako mama dwójki maluchów.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Ale stawiasz tezę, że bycie razem niekochających się rodziców jest ważniejsze dla szczęścia i dobra dzieci, niż posiadanie dwójki troskliwych i szczęśliwych rodziców nie będących razem...

  • Szczerze powiedziawszy - sztucznie utrzymywane pozory "szczęśliwej rodziny" to jakaś zgroza. Poza tym, coś - jeśli bycie z kimś za karę jest wartością nadrzędną, to ja chyba zacznę moher nosić.Co do dziecka - najwyższą wartością? a to dlaczego? Rozumiem z tego,że urodzenie dziecka powoduje - że wartość matki, jako osoby, spada? a może już jest w ogóle bezwartościowa?A tak poza tym - skąd takie przywiązanie do instytucji, papierów itp.itd, one tyle szczęścia dają?

  • Nie chodzi tu o mnie:) Nie stawiam też żadnych tez lecz wyłącznie pytania. Moje ostatnie pytanie dotyczyło odpowiedzialności za swoje czyny, których skutkiem są narodziny dziecka. Czy ono ma prawo do pełnej rodziny - mam tu na myśli rodzinę nie będącą rodziną patologiczną. Co do kłótni w małżeństwie, to pytam czy one są częścią życia małżeńskiego, przynajmniej w jego początkowym okresie (tzw. docieranie)?

  • Czy dziecko ma prawo do pełnej rodziny - nie wiem, może jakaś ustawa o tym mówi? A może dziecko ma w sądzie składać pozew, by się rodzice na siłę kochali? Nie da się tego ujmować, bo też i nie ma jednej recepty na udane związki i małżeństwa. Wszak każdy człowiek jest inny, jedni się rozstają po 20 latach, inni po 10. Ale czy nie mogą?Świat bez kłótni, to byłaby kompletna nuda.

  • Wydaje mi się, że ludzie nie kłócą się z nudów:) A może te związki rozpadają się dlatego, że obie strony zbyt łatwo i szybko rezygnują? Może nie umieją kochać, może nie wiedzą co to jest miłość?

  • Akolado - poruszasz się w moim odczuciu w tak dużych ogólnikach, że nazwę to po prostu pitoleniem. Idź do księgarni - tam znajdziesz mnóstwo książek,równie ogólnych, co twoje stwierdzenia. A co najlepsze - równie małoznacznych.Odpowiedź na pytanie, czym jest miłość nie uzdrowi twojej duszy. Umiejętność kochania to też rzecz indywidualna przecież.Napisz proszę, coś konkretnego.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Główny powód jest jeden - ludzie lekkomyślnie pieprzą się z kim popadnie i z byle kim mają dzieci, które potem cierpią za bezmyslność rodziców! Najpierw poznać partnera, dowiedzieć się jaki jest, co lubi i co jest wart a dopiero potem decydować się na związek. I jak już się zdecydujesz to trwaj w nim, a nie jak motylek leciec na kolejny ładniejszy kwiatek plotąc coś o zakochaniu.

  • "Lekkomyślne pieprzenie się z kim popadnie i z byle kim" zostało przez Nierozwiedzionego określone jako bezmyślność. Jednocześnie ludzie nie umieją albo nie chcą trwać w związku i ciągle szukają "ładniejszego kwiatka". Moja sąsiadka ma dwójkę dzieci- każde z innego związku. W tej chwili rozpada się jej drugi związek i obserwuję jak rozpaczliwie rozgląda się za następnym kandydatem. Co jest przyczyną takiej postawy życiowej? Może Jgc w swoim pierwszym komentarzu postawił/a trafną diagnozę?