Horror kucyków

Horror kucyków
fot. Monika Pluszczewicz Służby miejskie nie interesują się problemem, mimo że dostały co najmniej kilkanaście takich zgłoszeń… – pisze Monika Pluszczewicz.
istotne.pl zwierzęta, dni ceramiki, kuc

Tegoroczne Bolesławieckie Święto Ceramiki zgromadziło nadzwyczaj dużo i turystów, i samych bolesławian. Na tutejszym Rynku kupić można naprawdę piękne wyroby, poczynając, tradycyjnie, od ceramiki, po ubrania, biżuterię, przysmaki lokalnej kuchni i wszelakiego rodzaju rękodzieło. Są również parady ludzi z gliny, występy znakomitych artystów, zabawy pod sceną, nie zabrakło wesołego miasteczka i rozlicznych atrakcji dla dzieci. I to właśnie tutaj zaczyna się horror.

Wychodzę z domu przed godziną 10.00, żar już leje się z nieba. Na głównym placu targowym mijam osoby z psami szarpiące swoich podopiecznych, bo przecież plączą się ludziom pod nogami…

Na nasłonecznionym placu za kompleksem basenów Orka, w jedynym trawiastym centrum całego galimatiasu, na około 20 metrach kwadratowych 5 osiodłanych kucyków stoi bez ruchu. Czasem trafi się klient w postaci wyciągającego rączki 20- lub 30-kilogramowego maleństwa, z którym kucyk, prowadzony przez „opiekuna”, robi rundkę wokół placu.

3 godziny później kucyki znikają z trawiastego wybiegu i trafiają w samo serce imprezy: nie ma cienia, koniki stoją na chodniku, jest około 32 stopni. Zwierzęta mają czapraki (rodzaj narzuty pod siodło), na nich jeszcze skórzaną derkę podszytą futrem i czarne, skórzane siodła.

W domu dzwonię do Inspektora Praw Zwierząt, do bolesławieckiej Straży Miejskiej i wreszcie na policję. W inspektoracie nagrywam się na sekretarkę, pani dyżurująca w Straży informuje, że mieli już kilka podobnych zgłoszeń, ale kompetencje służb nie pozwalają im interweniować w tej sprawie. Policja stwierdza, że ma bardzo dużo zgłoszeń i może przyjechać nawet za dwie godziny – sprawdzić, czy konie mają wodę.

Wracamy na festyn i czekamy cierpliwie, ale nie pojawia się nikt. Widać miasto dostało pieniądze i nic więcej się nie liczy. Służby miejskie nie interesują się problemem, mimo że dostały co najmniej kilkanaście takich zgłoszeń… Dlaczego? Ile dla Urzędu Miasta warte jest to ciche milczenie?...

Postanawiam porozmawiać z córką właścicieli kucyków, wskazaną wcześniej przez pracownika. Pytam, dlaczego zwierzęta stoją na pełnym słońcu, w całym oporządzeniu (które grzeje jak kożuch!); dotykam jednego z nich i cofam rękę, bo skórzana derka parzy. Dziewczyna utrzymuje, że: (cytuję dokładnie) „ale one nie są ubrane, to żadne ubranie nie jest, mają wodę. Była pani kiedyś na zawodach jeździeckich? (Akurat jeździłam konno i byłam, więc wiem, że kłamie). Tam konie są cały dzień na słońcu i pot im z d… cieknie, i nikt nie robi afery”.

Na kolejne zarzuty o brak schronienia w cieniu odpowiada: „a jak ja mam pole, to co pani myśli, też stoją (konie) na słońcu, bo co, jak grzeje, to mają nie wychodzić? A psa pani w ładny dzień nie wyprowadza?”

Jest 14.30, 31 stopni, „opiekunowie” kuców porozbierani „jak do rosołu”; zwierzęta chodzą w słońcu w największy skwar, kopane po bokach przez nieumiejące wsiadać dzieci. Mamusie robią zdjęcia i wszyscy są bardzo radośni… Klientów nie brakuje.

Po chwili podchodzi do mnie ochroniarz, bo pani od kuców zgłosiła mu, że robię jej zdjęcia. Rozmawiamy chwilę, widzę, że naprawdę podobają mu się te kuce. Podchodzi z wiadomością od pani X jeszcze raz. Kiedy pytam o podstawę prawną, odpuszcza. Wraca do zwierząt, głaszcze je.

Jest 21.00. Kucyki, wśród pijackich gwizdów, głośnej muzyki i rzeki ludzi nadal pracują. Zwierzęta są bardzo zmęczone, niemal każdy przechodzień pyta, czemu są takie smutne.

Dziś (niedziela) kucyki będą znów jeździły. Już od 10.00 rano.

Nie jesteśmy z tej samej gliny. Wielu wydaje się, jak u Orwella, że są równiejsi od innych. Nie dajmy się zwieść tej pustocie i ignorancji. Na bolesławieckim Święcie Ceramiki jest tyle atrakcji, że nie potrzebujemy zwierząt do zaspokajania naszych zachcianek.