Można by pomyśleć, że to efekt inflacji albo jednorazowej anomalii. Tymczasem dane branżowe pokazują, że jesteśmy w trakcie strukturalnej, wieloletniej transformacji rynku, w której zmieniła się nie ilość produktów w przeciętnej polskiej drogerii, ale także ich rodzaj, sposób sprzedaży oraz dostępność pomocy eksperckiej w trakcie zakupów.

Co się zmieniło na polskim rynku kosmetycznym?

Polska drogeria przez większość swojej ponowoczesnej historii była miejscem stosunkowo niewielkim i monotematycznym: kilka regałów z kremami, szamponami i dezodorantami, kasa, ewentualnie wąska półka z tanimi perfumami. Osobno była apteka, gdzieś za rogiem, z białym krzyżem i kolejką po receptę. W odosobnieniu była także perfumeria, najczęściej w centrach handlowych, z atmosferą lekko ekskluzywną, lekko onieśmielającą.

Ten trójpodział zaczął się rozpadać w połowie lat 2010., gdy na polskim rynku zaczął dominować format nazywany dziś health & beauty, model handlowy, w którym apteka, drogeria i perfumeria działają pod jednym dachem, z jedną obsługą, jednym koszykiem zakupowym i jednym systemem lojalnościowym. Format ten nie jest polskim wynalazkiem, wywodzi się z tradycji anglosaksońskiego drugstore'u, który od dekad łączył w jednej przestrzeni leki bez recepty, kosmetyki i perfumy. Ale to właśnie w Polsce ostatniej dekady znalazł wyjątkowo podatny grunt.

Super-Pharm to sieć będąca połączeniem apteki, drogerii i perfumerii, działa w Polsce już od 2001 roku. W styczniu 2024 r. w CH Sadyba w Warszawie otwarty został pierwszy sklep drogeryjny w nowym koncepcie bez apteki, pod nową marką Skin&Beauty by Super-Pharm. W 2026 roku liczba sklepów marki ma wzrosnąć do 210–215 sklepów, wliczając zarówno sklepy własne, jak i sklepy agencyjne.

To ilustruje szerszy trend: Super-Pharm jako format health & beauty z konsultacjami Skin&Beauty i badaniem skóry jest dziś jednym z miejsc, w których najlepiej widać, czym stała się polska drogeria. Nie jest wyłącznie punktem sprzedaży kosmetyków, lecz miejscem eksperckiej konsultacji, diagnozy potrzeb skóry i doboru produktów pod konkretny problem.

Chcemy wiedzieć coraz więcej o pielęgnacji

Formatowa rewolucja byłaby niemożliwa bez równoległej rewolucji produktowej. To ona zmieniła to, co stoi na drogeryjnej półce i to ona jest być może najgłębszą z trzech, bo dotknęła samego jądra relacji między konsumentem a kosmetykiem.

Jeszcze w 2015 roku polska drogeryjka masowa była zdominowana przez produkty masowe – duże, rozpoznawalne marki z telewizyjnych reklam, w dużych opakowaniach, z bardzo ogólnymi deklaracjami właściwości (nawilżenie, blask, piękno). Aktywny składnik był na opakowaniu wypisany drobnym drukiem, bez stężenia, bez kontekstu, bez wskazania, dla kogo i na kiedy. Klient kupował markę, nie formułę.

Dekadę później polska drogeryjka wygląda inaczej. Dominującą kategorią wzrostu jest dziś dermokosmetyk – preparat łączący cechy klasycznego kosmetyku z formułą zbliżoną do preparatu farmaceutycznego: z wyższym stężeniem składników aktywnych, bez zbędnych alergenów, z testami klinicznymi lub dermatologicznymi i z jasno opisanym wskazaniem (cera trądzikowa, przebarwienia, atopia, starzenie się skóry). Według danych PMR, segment pielęgnacji skóry, napędzany właśnie przez dermokosmetyki, rośnie w tempie CAGR 5% rocznie w latach 2024–2029 i jest najdynamiczniejszą kategorią całego rynku.

To co zaszło między 2015 a 2026 rokiem, to nie tylko poszerzenie oferty. To realna edukacja rynku. Polka i Polak 2026 roku rozumieją, co to jest retinol i w jakim stężeniu zacząć stosowanie. Wiedzą, że niacynamid hamuje transfer melaniny, a ceramidy uszczelniają barierę hydrolipidową. Czytają składy. Sprawdzają CosDNA. Oglądają filmy edukacyjne dermatologów na TikToku.

Drugi motor rewolucji produktowej to normalizacja sexual wellness, wejście zabawek erotycznych i akcesoriów do mainstreamowej półki drogeryjnej. Trenery mięśni dna miednicy, dilatatory, wibratory z certyfikatem CE klasy medycznej, lubrykaty farmaceutyczne to produkty jeszcze pięć lat temu dostępne wyłącznie w specjalistycznych sklepach internetowych lub w gabinetach fizjoterapeutycznych, dziś stoją na regularnej półce sieci health & beauty. Według raportu Mordor Intelligence z lutego 2026 r. globalny rynek sexual wellness osiągnął 43,27 mld USD, a 53,55% tej sprzedaży odbywa się już online. Polska jest w tej transformacji opóźniona względem zachodnich rynków, ale z każdym krokiem, dystans się skraca.

Trzeci nurt to boom męskiego beauty. Mężczyzna jako świadomy konsument kosmetyczny jeszcze dekadę temu był w Polsce zjawiskiem niszowym. Dziś dane PMR wskazują jednoznacznie, że mężczyźni dominują w segmentach perfum, produktów do higieny i produktów do golenia i coraz częściej sięgają po kremy do twarzy, serum i dermokosmetyki. Polska jest jednym z rynków europejskich o najszybszym wzroście męskiego segmentu beauty i polskie drogerie z przyjemnością odpowiadają na to dedykowanymi strefami, dedykowanym asortymentem i dedykowanymi promocjami.

Dokąd zmierza polska drogeria

Trzy opisane wyżej rewolucje, które razem stworzyły polską drogerię 2026 roku, są wciąż aktywnym czynnikiem, który będzie wpływał na zmiany w rynku beauty na przestrzeni następnych kilku lat.

Format health & beauty będzie się dalej konsolidował: małe, jednorodne drogerie bez elementu aptecznego lub eksperckiego będą traciły rację bytu na rzecz placówek łączących co najmniej dwie z trzech funkcji. Produkt będzie się dalej profesjonalizował, granica między dermokosmetykiem a lekiem bez recepty będzie się zacierać, a polskie sieci będą musiały coraz wyraźniej definiować, czym jest konsultacja ekspercka, a czym diagnoza medyczna. Konsument będzie się dalej edukował i będzie oczekiwał, żeby drogeria nadążała za jego wiedzą, a nie tylko ją eksploatowała.

Polska, która w 2024 roku urosła najszybciej w Unii Europejskiej i która według prognoz będzie rosnąć w tempie dodatkowych 5% przez kolejne pięć lat, jest dziś nie tyle rynkiem wschodzącym w tradycyjnym sensie, co rynkiem przebudzonym. Rynkiem, który przeskoczył kilka faz dojrzewania naraz i teraz dogania zachodnie standardy w tempie, które ich autorów powinno skłaniać do odwrotnej obserwacji: bo nie jest wcale oczywiste, że to polska drogeria czerpie lekcje z Paryża czy Berlina. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że niedługo będzie odwrotnie.