Tiktoterka m3gi11 dzień temu opublikowała nagranie zatytułowane „rage” (ang. „wściekłość”). Dotyczy ono stadionu miejskiego w Bolesławcu. Twórczyni:

Wiecie co? Ja już mam dość. Stoję pod stadionem w Bolesławcu. Wszędzie jest napisane, że jest otwarty, i ja nie mogę wejść potrenować. Przyjechałam z wózkiem sportowym. (...) Ja chodzę dookoła stadionu, wydzwaniam do każdego. Nikt nie odbiera, w ogóle nie wiem, o co chodzi. Nie da się tu wejść, nie da się po prostu tu wejść. Nie da się tu wejść potrenować. To na ch*j stoi? Na ch*j? Na ch*j stoją takie stadiony?

I dodała:

Po co są takie stadiony, skoro nie można na nich trenować? To po co je budujecie? Po co je finansują? (...) Gdzie my mamy trenować? Gdzie mają trenować sportowcy?

Pod koniec kwietnia nasza Czytelniczka napisała do nas tak:

Chciałam poruszyć zamykanie stadionu i brak pracownika. Czemu jako mieszkańcy nie możemy wejść o różnych godzinach? Pracownik jest wyznaczonych godzinach, nie da rady wtedy kupić wejścia na stadion. Nie każdy chce kupować miesięczny karnet. Na karnecie można wejść tylko raz, a ja chcę wejść rano i wieczorem.

I dodała:

Jeszcze bardzo ważna sugestia – jak ktoś straci przytomność, to może leżeć tam pół dnia, bo nikt nawet nie zauważy, bo brak pracownika. A jak ktoś się źle poczuje, to jak mają wejść służby? Uważam że jest niebezpiecznie.

O sprawę 27 kwietnia zapytaliśmy MOSiR.

Aktualizacja

Już po publikacji powyższego materiału otrzymaliśmy odpowiedź z MOSiR. Możecie przeczytać ją w artykule:

Koniec problemów z wejściem na stadion? MOSiR odpowiada na krytykę