Od 29 stycznia 2026 roku życie w Ostaszowie (gmina Przemków, powiat polkowicki) stanęło pod znakiem zapytania. To właśnie wtedy Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków wszczął postępowanie w sprawie wpisu układu ruralistycznego (historycznie ukształtowany przestrzenny organizm wsi, obejmujący zabudowę (zagrody, domy), układ dróg, rozłogi pól oraz elementy przyrodnicze) tej miejscowości do rejestru zabytków. Choć urzędnicy podkreślają, że chodzi o ratowanie dziedzictwa, dla mieszkańców to początek walki o dach nad głową.
Urzędniczy zakaz i twarde realia
Zgodnie z przepisami od dnia wszczęcia postępowania do czasu jego prawomocnego zakończenia przy obiektach, których dotyczy sprawa, obowiązuje całkowity zakaz prac konserwatorskich, budowlanych i restauratorskich. Oznacza to, że właściciele nieruchomości nie mogą podejmować działań, które mogłyby naruszyć substancję lub zmienić wygląd zabudowy. Co istotne, zakaz ten dotyczy również robót objętych już wydanym pozwoleniem na budowę lub zgłoszeniem.
Mieszkańcy: „To nie skansen, to żywa wieś”
Lokalna społeczność zareagowała błyskawicznie, wystosowując petycję, pod którą podpisało się kilkadziesiąt osób. Mieszkańcy podkreślają, że Ostaszów nie jest martwym układem, lecz miejscem, gdzie toczy się codzienne życie.
W swoim stanowisku prasowym piszą wprost:
Zamiast realnie wspierać mieszkańców w zachowaniu historycznego charakteru miejscowości, planowany wpis może doprowadzić wiele rodzin do ubóstwa, zadłużenia i bezradności wobec narastających obowiązków formalnych.
Mieszkańcy obawiają się, że ochrona obejmująca cały obszar wsi – bez względu na faktyczną wartość historyczną poszczególnych budynków – przerzuci na nich ciężary finansowe nie do udźwignięcia. Wskazują na konieczność uzyskiwania licznych zgód oraz drastyczny wzrost kosztów remontów, co w ich ocenie doprowadzi do „stopniowej degradacji mienia”.
Radni po stronie obywateli
Głos sprzeciwu popłynął również z Urzędu Miejskiego w Przemkowie. Radni wystosowali do konserwatora oficjalne stanowisko. Zwracają w nim uwagę na brak dialogu społecznego oraz ryzyko „paraliżu inwestycyjnego”.
„W praktyce oznacza to objęcie rygorystyczną ochroną także budynków współczesnych, modernizowanych i pozbawionych cech zabytkowych. Tak szeroka ingerencja w sferę prawa własności budzi poważne wątpliwości co do jej proporcjonalności” – alarmują samorządowcy.
Co dalej z Ostaszowem?
Mieszkańcy czują się lekceważeni. Twierdzą, że spotkanie zorganizowane 1 kwietnia nie przyniosło „rzeczywistego dialogu”, a ich uwagi zostały potraktowane „w sposób pozorny”. Teraz apelują do mediów, parlamentarzystów i organizacji społecznych o wsparcie.
Spór w Ostaszowie to klasyczny przykład konfliktu między ochroną dziedzictwa a prawem obywateli do życia według własnych zasad. Czy konserwator wycofa się z planowanego wpisu, o co wnioskują radni i mieszkańcy?
Finał sprawy ma mieć miejsce w czerwcu. Do tematu wrócimy.