Grzegorz Wieczorek, burmistrz Lubania, tłumaczy, że o sprawie skazanego p***fila dowiedział się w miniony piątek. A o jej szczegółach – dopiero w sobotę z doniesień medialnych.
Zdaniem włodarza to „błąd systemu”. Wyrok w sprawie Tadeusza K., który pracował w lubańskim MOSiR-ze, uprawomocnił się 2 października 2025 r. Burmistrz podkreśla, że informacja o wspomnianym orzeczeniu dotarła do lubańskiego magistratu dopiero… dwa i pół miesiąca później, czyli 18 grudnia ub.r.
Włodarz wyjaśnia, że pod urząd podlega ponad 1000 pracowników, a co za tym idzie – nie wszyscy są znani magistrackim urzędnikom z imienia i nazwiska. Oraz że nie wiedziano, że chodzi o pracownika wspomnianego ośrodka, dlatego też informacja, która przyszła z bolesławieckiego sądu, została – zgodnie z przepisami – przekazana innemu urzędowi (ze względu na miejsce zamieszkania).
Burmistrz zaznacza, że nie był bezpośrednim pracodawcą K. Dyrektor lubańskiego MOSiR-u został już zresztą zwolniony.
Co poszło nie tak?
Zdaniem burmistrza sąd powinien był o sprawie poinformować pracodawcę, czyli lubański MOSiR. I to już po wyroku pierwszej instancji, który zapadł w grudniu 2024 r. Jak podkreśla włodarz, gdyby dyrektor ośrodka otrzymał wtedy taką informację, na pewno od razu nakazałby odsunąć mężczyznę od kontaktów z nieletnimi.
Grzegorz Wieczorek zaznacza, że dzieci w Lubaniu są bezpieczne. I że do przestępstw, za które K. został skazany, nie dochodziło ani w mieście, ani na miejskich obiektach.
Obecna p.o. dyrektora MOSiR-u z kolei mocno akcentuje fakt, że ośrodek do tej pory nie dostał informacji, za co został zatrzymany ich pracownik. Władze Lubania i ośrodka zamierzają spotkać się z prezes sądu i przedstawicielami policji, tak aby już nigdy do tego typu sytuacji nie dochodziło.
Szerzej o sprawie w materiale Skazany p***fil pracował w miejskim ośrodku przy dzieciach. Jest oświadczenie włodarza.