Anna Ryżewska w liście do mieszkańców zwróciła uwagę na fakt, że miasto Bolesławiec przerzuca odpowiedzialność na wolontariuszy i organizacje społeczne, finansując jedynie wywóz psów do odległych placówek przy minimalnych nakładach na leczenie kotów.
– Rozmawiałam z członkami Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom – pisze w liście Anna Ryżewska. – Ich codzienność to brak lokalu na przetrzymywanie bezdomnych kotów, brak sprawnej klatki-łapki oraz bardzo niewielkie pieniądze – 60 tysięcy zł rocznie na ponad 800 kotów – na leczenie, sterylizację i kastrację oraz karmienie kotów, nie „dokarmianie” panie Prezydencie, mówimy o kotach, które mają dostać całodzienne pełnowartościowe pożywienie! Czy Pan też jest jeno dokarmiany? – pyta miłośniczka zwierząt.
Ryżewska bez ogródek wytyka urzędnikom lekceważący stosunek do problemu oraz brak transparentności w działaniach kontrolnych dotyczących warunków bytowych czworonogów.
Anna Ryżewska apeluje do mieszkańców o aktywną postawę obywatelską, zachęcając do kontrolowania wydatków budżetowych i interweniowania w sytuacjach zaniedbań. Inspiracją dla tego wezwania są niedawne, głośne medialnie interwencje piosenkarki Dody, które udowodniły siłę społecznego nacisku na organy administracji.
List Anny Ryżewskiej to emocjonalne wezwanie do walki o godne traktowanie zwierząt i egzekwowanie ustawowych obowiązków od lokalnych decydentów.
Szanowni Mieszkańcy Bolesławca,
aktualne wydarzenia w schroniskach w Bytomiu i Sobolewie, ogromne zaangażowanie w tamtejsze problemy pani Doroty Rabczewskiej i pana Łukasza Litewki spowodowały u mnie refleksje na temat lokalnego dbania o bezdomne zwierzęta, którymi chciałabym się
z Państwem podzielić. Proszę serdecznie o przyjęcie tych słów bez oceniania czy niechęci. Mam nadzieję, że moje słowa trafią do ludzi kochających i szanujących zwierzęta, a ci, którzy zwierząt nie lubią, powstrzymają się od nieprzychylnych komentarzy – i o to bardzo proszę.Co my, Bolesławianie, robimy, jeśli chodzi o opiekę nad bezdomnymi zwierzętami, a czego nie, a może nawet – czego wolimy nie widzieć czy wiedzieć?
Prym w pomaganiu powinien wieść, rzecz jasna, samorząd, który do dbania o bezdomne zwierzęta jest zobowiązany ustawą. Subtelna, ale ważna różnica – nasz Urząd Miasta CHCE pomagać bezdomnym psom i wolnożyjącym kotom, czy tylko ustawowo JEST ZMUSZONY?
Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom, pierwsza lokalna organizacja prozwierzęca, od 2009 r. przypominała panu prezydentowi Bolesławca o obowiązkach gminy względem bezdomnych zwierząt. Urząd Miasta nie chciał pomagać, ale –początkowo więc niechętnie – zaczął z nami współpracować. Na pierwszym wspólnym spotkaniu z prezydentem, przedstawicielem jeleniogórskiego TOZ, przewodniczącą Rady Miasta Bolesławiec, jednym z radnych oraz ówczesnymi komendantem i wicekomendantką Straży Miejskiej, mieliśmy wrażenie, że jesteśmy przez niektóre z tych osób lekceważeni, a nawet chwilami wyśmiewani…
„Bo przecież zwierzęta nie są dla gminy priorytetem, bo przecież nie ma pieniędzy, bo przecież…”
Po drodze mieliśmy jeszcze chybioną Uchwałę Rady Miasta Bolesławiec mówiącą m.in. o ograniczeniu ilości zwierząt w budynkach wielorodzinnych – w całości została uchylona przez wojewodę, m.in. dlatego, że była niezgodna z Konstytucją RP.
Pan prezydent do dziś nie wybudował schroniska. Dlaczego? Podawał wówczas dwa powody: brak pieniędzy i właściwego terenu. Do dziś są to dla mnie jedynie „wymówki”. Samorząd woli wydawać kilkaset tysięcy złotych rocznie na wysyłanie i utrzymanie bezdomnych psów w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Przylasku (czy warunki transportu psów spełniają teraz normy rozporządzenia? – kiedyś nie). Oczywiście przy schronisku w Bolesławcu samorząd także musiałby łożyć. Moglibyśmy jednak wtedy na bieżąco sprawdzać, czy warunki spełniają wymogi przewidziane rozporządzeniem ministra i Ustawy o ochronie zwierząt.
Kto miałby to robić?
Formalne kontrole zostawmy Powiatowemu Inspektoratowi Weterynarii. Ale każdy z nas, stwierdziwszy, że zwierzęta nie mają tego, co im należne, może zawiadomić policję, prokuraturę czy/i inspektorat.
Jeśli te ostatnie, a bywa i tak, nie reagują, mamy instytucje „o oczko wyżej”, media, posłów i senatorów. A także, jak widać, tzw. celebrytów, którzy udowadniają, że my, Polacy, możemy być sprawczy i działać w imię dobra. Nawet jeśli, jak zobaczyliśmy w Sobolewie, nie do końca legalnie. A policja, wójtowie, burmistrzowie, prezydenci, inspektoraty weterynaryjne zawsze działają zgodnie z literą prawa? Naprawdę???
- Kto z naszego samorządu (a ściślej z MZGM) ostatni raz kontrolował warunki, w jakich przebywają zwierzęta w Przylasku?
- Ile jest tam „naszych” psów?
- Ile pieniędzy nasz samorząd wydaje rocznie na bezdomne psy (czyli leczenie, pobyt w schronisku)?
Rozmawiałam z członkami Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom. Ich codzienność to brak lokalu na przetrzymywanie bezdomnych kotów, brak sprawnej klatki-łapki, bardzo niewielkie pieniądze na leczenie, sterylizację i kastrację oraz karmienie kotów (nie „dokarmianie” Panie Prezydencie, mówimy o kotach, które mają dostać całodzienne pełnowartościowe pożywienie – czy Pan też jest jeno dokarmiany…?) – 60 tysięcy rocznie na ponad 800 kotów.
Stowarzyszenie od lat korzysta także z niewielkiego terenu, na którym stoją dwie stare altany. Tam koty znajdują tymczasowy azyl. Nie zawaham się więc napisać, że Gmina Miejska Bolesławiec ogromnie oszczędza i zyskuje na obecności wolontariuszy, tych ze stowarzyszenia i niezrzeszonych. Pamiętajmy o grupie Bolesławieckie Koty, którym gmina nie daje kompletnie nic, a dzięki którym bardzo wiele zwierząt zyskało nowy dom, a wcześniej schronienie czy leczenie.
Pytajmy urzędników i sprawdzajmy coroczne sprawozdanie prezydenta z wykonania budżetu (dostępne np. na stronie BIP Urzędu Miasta). A jeśli coś się nam nie zgadza, ktoś z urzędników nie udziela informacji – złóżmy skargę, prośmy o interwencję, działajmy w pojedynkę lub w grupie. Wszystkie informacje mamy „na wyciągnięcie ręki” dzięki odwiedzinom w urzędzie czy złożeniu wniosku o informację publiczną (zgodnie z Ustawą o dostępie do informacji publicznej).
Każdy z nas MA PRAWO pojechać do Przylasku i przyjrzeć się tamtejszym schroniskowym warunkom, także w innych przybytkach- tych prowadzonych przez fundacje. Jeśli ktoś nie chce nas wpuścić do schroniska, azylu czy przytuliska, zapytajmy: dlaczego tak jest? Co ta osoba ukrywa?
Każdy z nas MA PRAWO do pytań i odpowiedzi – prezydenta, wójta, pani z UM i MZGM, kierownika schroniska, prezesa stowarzyszenia czy fundacji, do niezwłocznych działań inspektoratu, policji i urzędników.
Dobry przykład dostaliśmy przed tygodniem w Bytomiu i w sobotę w Sobolewie. I zauważcie Państwo – nie od urzędników, którzy mając świadomość ogromu problemów, byli bierni, lecz od ludzi dobrej woli.
Reagujmy na opieszałość, sabotaż i złą wolę urzędników.Reagujmy na krzywdę zwierząt!
Aby nie było tak, jak na transparencie jednego z aktywistów pod siedzibą wójta w Sobolewie: „W papierach czysto. W sumieniu nie.”
Na koniec słowa pani Doroty Rabczewskiej: „Każdy z was ma taką samą siłę przebicia, tylko musi drążyć skałę […]. Nie zatrzymujcie się. To dopiero jest początek.”
Pozdrawiam Państwa serdecznie i życzę dużo pomyślności oraz zdrowia.Anna Ryżewska – była prezes Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom w Bolesławcu