Mężczyzna pogryziony przez pszczoły zgłosił się na izbę przyjęć do bolesławieckiego szpitala. Od czerwca do sierpnia ugryzień było kilka.
– Do tego roku (2025 – red.) te pszczoły mi nie przeszkadzały – wyjaśnia mężczyzna. – Bo mnie nie zaczepiały i nie miałem z nimi problemu, ale w tym roku zaczął się horror. Od czerwca, kiedy miałem pierwsze użądlenie i wylądowałem na SOR-ze. Poszedłem do Straży Miejskiej ze zgłoszeniem, żeby interweniowali, coś zrobili z tym faktem. Przyjechali i powiedzieli mi, że to nie ich problem, tylko weterynarii. Poszedłem do weterynarii, a tam mówią, że wprawdzie rejestrują pasieki, ale niczego nie sprawdzają – opowiada mężczyzna.
Po niesatysfakcjonującej wizycie w siedzibie Powiatowego Inspektora Weterynarii mężczyzna udał się do Straży Miejskiej, a strażnicy zaproponowali mu, by założył sąsiadowi sprawę w sądzie. Mężczyzna nie poddawał się i próbował skarżyć się na policji, w Agencji Rolnej, aż w końcu trafił do Koła Pszczelarskiego w Bolesławcu. Bezskutecznie. Z każdego miejsca był odsyłany z kwitkiem. Co nasiliło frustracje i bezsilność mężczyzny.
– Byłem na rozmowie u prezesa Koła Pszczelarskiego – opowiada mężczyzna. – To on polecił mi pisać do skutku. Wszędzie gdzie napisałem dostałem wymijającą odpowiedz. Pasiekę rejestruje weterynaria, niczego nie sprawdzając, po prostu rejestruje pasiek i one może działać. Zacząłem sam szukać informacji w internecie. Z nich mi wychodzi, że pasieka powinna być minimum 10 m od drogi, 10 m od domów. A to jest wąska działka i tu w ogóle żadna pasieka nie powinna być. Przez trzy lata był spokój, dopiero teraz zaczęły mnie żądlić. Przyjechała do mnie latem rodzina z dzieckiem, dziecko było uczulone. Jak ich uprzedziłem o pszczołach, tylko w aucie posiedzieli, bali się wyjść i pojechali – skarży się mężczyzna.
Sąsiad, właściciel uli, nie wiedział o niedogodności jaka spotkała jego sąsiada. Panowie nie kontaktują się ze sobą z powodu zadawnionego konfliktu. Po informacji o skargach sąsiada zareagował i założył dodatkową zabezpieczającą siatkę.
To jednak nie uspokoiło mężczyzny, który nie jest pewny, czy taka siatka go ochroni przed przyszłymi atakami pszczół.
– Ja nie walczę z pszczołami, ani z właścicielem, chcę mieć tylko spokój i nie chcę mieć więcej użądleń – dodaje mężczyzna.
Sytuacja prawna
W procesach sądowych dotyczących użądleń roszczenia opierają się głównie na artykułach 415 i 431 Kodeksu cywilnego.
Art. 415 KC definiuje odpowiedzialność za szkodę wynikającą z winy sprawcy: kto z winy wyrządził szkodę, ten ją naprawia. Wina pszczelarza może polegać teoretycznie na nieodpowiedniej lokalizacji pasieki, przeprowadzeniu miodobrania bez uprzedzenia pobliskich osób lub umyślnym, albo nieumyślnym podrażnieniu pszczół, co prowadziłoby do ataków na ludzi lub zwierzęta. Jednak pokrzywdzony musiałby udowodnić w sądzie wszystkie przesłanki odpowiedzialności, w tym winę pszczelarza.
Można też skorzystać z przepisów prawa na podstawie art. 431 Kodeksu cywilnego
§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody, niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.
§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.
W gminie miejskiej Bolesławiec sytuację zwierząt gospodarskich reguluje Uchwała nr XXIII/267/2020 Rady Miasta Bolesławiec z dnia 28 października 2020 roku.
Z batalii, w której poległ mieszkaniec Bolesławca wynikałoby, że brakuje nam jasnych standardów dotyczących rejestracji pasiek, odległości od zabudowań i wpływu na zdrowie mieszkańców.
Aktualizacja 12-10-2025
Właściciel uli podwyższył płot na wysokość 3 metrów, a więc pszczoły na 100% nie powinny przelatywać w stronę sąsiada.
