Rok temu ujawniliśmy, że prezydent Bolesławca Piotr Roman zapłacił 4920 zł z miejskiego budżetu za pięcioodcinkowy wywiad ze sobą. Wtedy nie poinformowano ludzi, że ich pytania posłużą do przygotowania materiału promocyjnego. Za produkcję odpowiadała firma Marcina Marczewskiego, a pytania odczytywano z kartki – bez dodatkowych dopytań, bez konfrontacji.
Okazuje się, że z tej samej formuły promocji, czyli nie za swoje osobiste pieniądze, skorzystali również inni ludzie związani z prezydentem Piotrem Romanem.
PKS zapłacił za Jaźwca
Łukasz Jaźwiec, dyrektor bolesławieckiego PKS-u, wystąpił w dwóch programach opowiadających o działalności samorządowej spółki. Koszt produkcji pokryto z budżetu PKS – w sumie 2507,97 zł. Choć Jaźwiec startował w wyborach, nie występował oczywiście jako kandydat, lecz jako szef powiatowej spółki.
Filipowicz promował BOK
Kornel Filipowicz, dyrektor Bolesławieckiego Ośrodka Kultury, również pojawił się w dwóch odcinkach, w których mówił o funkcjonowaniu BOK. Kierowana przez niego instytucja zapłaciła za programy 1968 zł. Filipowicz nie brał udziału w wyborach, a wystąpił wyłącznie jako dyrektor instytucji kultury.
Basiak i MZGK
Trzeci przypadek dotyczy Krzysztofa Basiaka, szefa Miejskiego Zakładu Gospodarki Komunalnej. MZGK zapłacił 1210 zł za jeden wywiad i informację – także w formule promocyjnej, w której Basiak opowiadał o działalności spółki, którą kieruje. On również, tak jak Jaźwiec, startował w wyborach.
Wszystkie programy poprowadził Kazimierz Marczewski – ten sam, który przeprowadzał wcześniejsze cztery wywiady z prezydentem Romanem (piąty poprowadził z Romanem kto inny). Pieniądze za realizację trafiły do firmy jego syna, Marcina Marczewskiego z Krakowa.
Ludzie nie wiedzieli, że to będzie promocja
Redakcja Marczewskiego zbierała od mieszkańców pytania, ale nie informowała ich, że wywiady będą opłacone przez samych rozmówców – i to z pieniędzy firm, którymi kierują. Odpowiedzi nie można było komentować, a Jaźwiec, Filipowicz i Basiak mogli na długo przed programem przeczytać pytania.
Taka forma „rozmowy” pozbawiona była cech dziennikarskiej dociekliwości – prowadzący odczytywał pytania z kartki, nie dopytywał, nie reagował. Materiały te podszywały się pod niezależne wywiady, w rzeczywistości będąc płatną promocją, akurat przed wyborami.
Mizerna oglądalność
Pomimo wydatków, materiały nie cieszyły się zainteresowaniem. Po ponad roku od publikacji:
- program z Krzysztofem Basiakiem wyświetlono 414 razy,
- z Łukaszem Jaźwcem – 399 i 187 razy,
- z Kornelem Filipowiczem – 291 i 193 razy.
W sumie te działania kosztowały ponad 5600 zł, a ich rzeczywisty zasięg – i sens – pozostają wątpliwe.
Jeśli chcesz poznać rzetelny ranking bolesławieckich portali, wejdź na stronę z danymi o oglądalności za 2024 rok.