– W mieszkaniu znaleziono dokumenty, z których wynika, że rodzina zaciągała różnego rodzaju kredyty. Jak duże to były długi, nie można na razie określić – powiedziała „Gazecie Wrocławskiej” Violetta Niziołek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Dzieci w dniu zabójstwa i swej śmierci nie pojawiły się w szkole.
Przypomnijmy: we wtorek 25 października na drodze wojewódzkiej 352 (z Bogatyni do Zgorzelca) rozpędzone auto osobowe zderzyło się z czołowo z ciężarówką. Do tragedii doszło w miejscowości Działoszyn (gmina Bogatynia). Kierowca osobówki, z nieznanych przyczyn, zjechał na przeciwległy pas ruchu, wprost pod samochód ciężarowy.
Na miejscu zginął 44-letni kierowca osobówki i trójka jego dzieci (w wieku 6, 11 i 13 lat). Kierujący ciężarówką nie doznał poważniejszych obrażeń.
Tego samego dnia w mieszkaniu w Zgorzelcu znaleziono także zwłoki żony kierowcy osobówki. Policjanci znaleźli jej ciało, gdy przyszli poinformować ją o tragedii, w której zginął jej mąż i dzieci. Drzwi do mieszkania były zamknięte na klucz. Podjęto decyzję o ich wyważeniu.
Śledczy ustalają przyczyny rodzinnego dramatu. Pod uwagę brane są różne wersje: od nieszczęśliwego wypadku przez samobójstwo, aż po tzw. samobójstwo rozszerzone.
W środę 26 października portal RMF FM podał, że kobieta zmarła w wyniku czterech ciosów w głowę zadanych tępym narzędziem. Na razie nie wiadomo, kto zamordował 44-latkę. Ustalono natomiast, że w chwili wypadku samochód osobowy mógł jechać z prędkością 150 km/h. Kierowca nie hamował, a dzieci nie miały zapiętych pasów bezpieczeństwa.
