Takiej postawy? A co ma to wspólnego z postawą? Znaczy się,że ona to celowo robi? Każdemu się życie układa inaczej.Może Anakolado napiszesz co sama uważasz, bądź czy się rozglądasz.
Takiej postawy? A co ma to wspólnego z postawą? Znaczy się,że ona to celowo robi? Każdemu się życie układa inaczej.Może Anakolado napiszesz co sama uważasz, bądź czy się rozglądasz.
A czy bezmyślność jest celowa czy nie? Większość to my sobie sami układamy a nie "się układa! Jak się łapie co podleci byle złapać to potem nie można się dziwić. Najczęściej podlatuje byle co.
~ - a czy uczucia da się kontrolować? chyba nie prawda.Proszę czytać ze zrozumieniem, bo "się układa" wcale nie znaczy ,że nie samo. Ludzie sami sobie układają, ale wiele problemów wychodzi w trakcie, a nie zanim. Tudzież można przestać kochać, można zdradzić ( i niech się świętoszkowaci nie wypowiadają, że to strszne, bo większość procentowa zrobiła to przynajmniej raz), i może zdarzyć się i pojawić wiele innych spraw. Byle co? to może lepiej pas cnoty jakis, wstrzemięźliwość?
Troszke odpływacie w tych komentarzach. Życie jest życiem, różne są koleje losów. Postawiona została teza, że drugiego człowieka można poznać tak w 100%, że angażować powinniśmy się dopiero po dogłębnej analizie zachowań drugiej osoby, analizie trwającej bardzo długo. Przecież to całkowicie nierealne i nieżyciowe. Bo uczucia nieraz uderzają w nas bardzo gwałtownie, odbierają rozum i umiejętność krytycznego patrzenia na rzeczywistość. Często później okazuje się, że była to chwilowa fascynacja. Po krótkim i intensywnym upajaniu się drugą osobą może okazać się, że to jednak nie z nią chcemy spędzić resztę życia. I co wtedy? Trwać z tą przysłowiową "ręką w nocniku" czy ją z niego wyciągnąć? Ja rozumiem, że dojrzałe osoby "po przejściach" podchodzą do związków z zimną kalkulacją, jednak młode osoby potrafią być bardziej żywiołowe i spontaniczne.
Ja to odbieram, jakby w pewnym momencie można było włączyć guzik - "angażuję się", a to przecież właśnie nierealne. Dawno temu, to "po przejściach" nazywalo się chyba - "z rozsądku". A dziś także dojrzałe osoby mogą sobie pofolgować, cóż stoi na przeszkodzie?
A co z "owocami" tego "upajania się"?
Są i mają się dobrze.
Opisuję hipotetyczną sytuację: Dwudziestokilkuletni ludzie znają się od czasów szkoły średniej i w pewnej "angażują się". To "zaangażowanie" przejawia się również seksualnie. Po kilku razach "zaangażowania" okazuje się, że dziewczyna zachodzi w ciążę. Uważają, że się kochają i zamierzają być razem. Decydują się pod wpływem jej matki na zawarcie małżeństwa. Jeszcze przed ślubem przychodzi na świat "owoc zaangażowania" w postaci dziewczynki. Kilka miesiecy po ślubie następuje rozwód, ponieważ dziewczyna (która stała się żoną i matką) stwierdza, że nie kocha męża. Co o tym myślicie?
Zwraca uwagę frgment - "jeszcze przed ślubem" - a to źle?Co o tym myślę - były mąż placi alimenty lub zajmuje się dzieckiem, ludzie żyją osobno, co nie znaczy,że nie mogą być szczęśliwi w następnych związkach.
Dokładnie tak! Widać nowa sytuacja sprawiła, że wspomniana Pani zweryfikowała swoje uczucia. Bo znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji. Może zadecydowało o tym wspólne mieszkanie? Powodów może być wiele. Moim zdaniem dwójka szczęśliwych, ale żyjących osobno rodziców jest większym gwarantem szczęścia dziecka, niż małżonkowie którzy nie mogą na siebie patrzeć.
Akolada, czekogoś tu nie rozumiem :-) Piszesz, że niby tak strasznie się zaangażowali, zakochali, kochali, zamierzają być ze sobą razem, przychodzi na świat "owoc zaangażowania". Dotąd rozumiem :D Ale nie rozumiem co ma do tego matka? :D "Decydują się pod wpływem jej matki na zawarcie małżeństwa " :D Czyli ktoś usilnie nalegał wbrew ich woli? Przecież to oni powinni decydować o swoim dalszym życiu :-).
Nie Masi - po prostu Akolada opisuje konkretny przypadek, swój lub kogoś z ubocza, tudzież tkwi w jakimś demonicznym wizerunku teściowej.
Najbardziej szczęśliwe (inaczej) jest dziecko :( Liczne badania to potwierdzają. Co to jest drugi związek? Tryumf nadziei nad doświadczeniem. A poważnie to człowiek tym się różni od zwierząt że może (nie musi) kontrolować rozumem swoje odruchy. Zakochanie jest stanem ograniczonej poczytalności. Każdy powinien sobie zdawać z tego sprawę i tak poważną decyzję jak związek powinien poprzedzić starannym rozeznaniem. Jak kto nie chce to pretekst typu nie kocha zawsze znajdzie. I niech nie plecie że tak się życie potoczyło. Przykładowa dzieweczka Akolady nie powinna mieć pretensji do kolejnego partnera kiedy ona postarzeje się i straci urodę a on "zakocha się" w nastolatce i puści ją w trąbę.
Adamie, zwykle jest tak, że jak mamusia ma wpływ na córcię, córcia nie ma własnego zdania to [*] :D
Już nie wspomnę o mieszkaniu pod jednym dachem :D.
Rozeznaniem oczywiście:D2009-07-24, 11:38p.s - każdy powinien, ale wtedy wszystko byłoby czystą techniką, jak robot. Nie można też popadać w skrajnośc, odrobina rozeznania i uczuć w tym samym stopniu, choć zlotego środka nie ma.