DEPRESJA - jak z nią sobie poradzic, czy już to koniec egzystencji, czy to już koniec życia? Dobre rady, aby walczyć, iść do lekarza, to nie rozwiazuję problemu, to wręcz ten problem pogłebia. Jak Wy walczycie z narastajacą beznadziejnoscia życia?
Depresja
-
Dobrze oceniany
-
Dobrze oceniany
To nie koniec zycia, to poprostu chwilowe problemy, ktore trzeba rozwiazac, zycie jest zbyt piekne by depresja je zniszczyla, trzeba walczyc, pojsc do lekarza, porozawiac z kims, bron boze byc samemu w takie dni.
-
Dobrze oceniany
A co tu niby lekarz poradzi, nafaszeruje lekami, a problemy jak sa tak bedą. Walczyć z problemami, zbyt duzo już sie ich nawarstwiło, aby mozna je było poprzez faszerowanie lekami usunąc.
-
Dobrze oceniany
Nie ma problemów ktorych nie mozna rozwiazac. Systematycznie trzeba je rozwiazywac, konczenie zycia to nie jest rozwiazanie, to pojscie na latwizne, dla mnie to tchorzostwo.
-
Dobrze oceniany
Obecnie jestem w fazie leczenia depresji. Przyznam szczerze depresja potrafi dac w kośc. Jest to moja druga depresja, poprzednią miałem po dośc obfitym zakrapianiu alkoholem ale z niej wyszłem. Nastepnie dośc burzliwy rok 2012, psychika nie wytrzymała i w efekcie druga depresja, bardziej dolegliwa od pierwszej. Nie mając innego wyjścia udałem się do psychiatry, biorę leki i jest minimalna poprawa, ale czeka mnie jeszcze długa kuracja. Mam nadzieję że się to dorze skończy.
-
Dobrze oceniany
Tchórzostwo? Są rózne sytuacje, gdzie koniec egzystęcji rozwiazuje wszystkie sprawy, ale ja nie pisze, ze moje życie konczy się, Szukam rozwiazania problemów i niektóre są pomyslnie zakanczane, ale inne pojawiają sie znów i to jest ta beznadzieja. Nie uwazam, ze śmierć jest tchórzostwem, a wręcz odwagą, Oczywiscie bezsensowna smierć jest tragedią dla rodziny, otoczenia, ale jak sie nie ma rodziny, to nie zal odchodzic.
-
Dobrze oceniany
Głowa do góry teraz jest źle, ale przyjdzie czas kiedy w końcu będzie dobrze :) zekaj na to a po drodze rozwiązuj problemy bo każdy je ma życie to nie bajka też nie raz łapie mnie deprecha, ale cały czas do przodu powoli do przodu mimo tych życiowych schodów, głowa do góry pozdrawiam.
-
-
Dobrze oceniany
piszesz " łapie mnie deprecha ". Ja przypuszczam że to co Ciebie łapie to nie depresja tylko przygnębienie. Depresja to zupelnie co innego, złe samopoczucie, lęki, brak snu, brak apetytu, a tak wogóle to niechce się życ, i jak nie podejmiesz leczenia może się zle skończyc.
-
Dobrze oceniany
A zastanawiales sie nad tym skad u ciebie depresja. Skad to poczucie, ze nikogo nie masz. To sie nie bierze tak samo z siebie. Czesto juz w dziecinstwie dorosli pracuja na taki stan umyslu ktory cie dopadl. Piszesz, ze masz depresje, problemy ktorych nie da sie ot tak rozwiazac. Znam temat i wiem, ze sa takie problemy, jednak od niedawna wiem jak sobie z nimi radzic byleby mnie nie "zjadly" od srodka, ale to trudne. Piszesz to wszystko najwazniejszej informacji brak - jak do tego doszlo, co sie stalo? Co czujesz i dlaczego?
-
Dobrze oceniany
W moim przypadku jest to sprawa bardzo złozona, trudno tu na forum pisac o przyczynach, na pewno jest to moja bezprzecznie wina, że doszło do takiego stanu, ale np. wizyta u psychiatry nic nie da, nie mam zamiaru sie ogłupiac lekami i kiwac sie bezmyslnie, bo problem nadal i tak nie zniknie. W kazdym razie dziekuje za zainteresowanie tematem, napewno dotyczy to duzej grupy osób, które borykaja sie z problemami swojego życia.
-
Dobrze ocenianyPolecam modlitwę! nie jest to żaden żart! Najlepsza modlitwą jest Różaniec najlepiej min. jedną część dziennie. Pamiętaj też o Sakramentach Świętych - spowiedź i Eucharystia. Zbliżają się Święta więc warto sobie o tych sprawach przypomnieć!. Leki też trzeba brać...
-
Dobrze oceniany
Na pewno nie jest to Twoja wina. Ja za swój stan obarczam ludzi którzy mnie do tego stanu doprowadzil i życzę im żeby tak cierpieli jak ja teraz cierpię. Do psychiatry musisz się jednak koniecznie udac, bo depresja sama nie przejdzie.
-
Dobrze oceniany
~Bruce napisał(a): Na pewno nie jest to Twoja wina. Ja za swój stan obarczam ludzi którzy mnie do tego stanu doprowadził i życzę im żeby tak cierpieli jak ja teraz cierpię. Do psychiatry musisz się jednak koniecznie udać, bo depresja sama nie przejdzie.
Powiem tak, jeśli nie przestaniesz obarczać ludzi winą za to co Ci zrobili nigdy się z tym nie uporasz. W sumie skrzywdzony człowiek tak na prawdę nie jest w stanie się uporać z tym wszystkim tak w stu procentach. Nie mogę tu mówić co Ty musisz ale jednak powinieneś wziąć życie w swoje ręce, wziąć za nie odpowiedzialność. Nie możesz cały czas się chować pod tą skorupą i tłumaczyć sobie, że taki jestem, że źle ze mną bo ktoś mnie skrzywdził. Jesteśmy dorośli to my decydujemy o swoim życiu. Z tamtym się trzeba po prostu pogodzić bo inaczej nigdy nie odzyskamy choć odrobiny spokoju. To bardzo ciężkie ale konieczne.
-
Dobrze oceniany
Nie mogę się z Tobą zgodzic w 100 %. Gdybym zakładał że się z tym nie uporam nie podjął bym leczenia. Poprawa jest, tak przynajmniej stwierdził psychiatra, lecz proces leczenie jest długotrwały. Są dni kiedy czuje się lepiej, i są dni kiedy czuję się gorzej. To są skutki uboczne leków które biorę. Raz mi się udało z tego wyjśc, więc i teraz jestem dorej myśli.
-
Dobrze oceniany
~beznadzieja codziennego zycia napisał(a): W moim przypadku jest to sprawa bardzo złozona, trudno tu na forum pisac o przyczynach, na pewno jest to moja bezprzecznie wina, że doszło do takiego stanu, ale np. wizyta u psychiatry nic nie da, nie mam zamiaru sie ogłupiac lekami i kiwac sie bezmyslnie, bo problem nadal i tak nie zniknie. W kazdym razie dziekuje za zainteresowanie tematem, napewno dotyczy to duzej grupy osób, które borykaja sie z problemami swojego życia.[/blockquote]
Może i rzeczywiście w jakiś sposób jest to Twoja wina w końcu jesteśmy dorośli i odpowiadamy sami za siebie, ale na pewno to nie jest tak do końca, skądś to jak już wyżej pisałam się wzięło to nie jest samo z siebie i przez Ciebie. Wizyta u lekarza nie oznacza przyjmowania leków wcale nie musisz, ale warto pójść zobaczyć chociażby z czystej ciekawości spotkać się z kimś kto potrafi spojrzeć na Twój problem z tzw. drugiej strony. Taka wizyta daje możliwość spojrzenia na wszystko z boku, skłania do refleksji nad sobą, zmusza do myślenia i analizowania. Tak powinno się patrzeć na ta wizytę. Nie możemy negować czegoś o czym nie mamy zielonego pojęcia bo nigdy się z tym nie zetknęliśmy. Masz racje problemy nie znikają i nie znikną. Niektórzy z nas mają takie problemy, z którymi będziemy musieli żyć do końca ale będziemy musieli sobie z nimi radzić. Są takie problemy, których naprawdę nie da się do końca rozwiązać ale da się z nimi żyć. Zapytałeś jak sobie radzimy z beznadzieją życia codziennego. Jak ja sobie radzę? Sama nie wiem może gdzieś tam w środku jest we mnie ta nadzieja, która jest silniejsza od strachu. A może dzięki myślą o swojej śmierci, gdyż jest to jedyna pewna rzecz w naszym życiu, która nie ucieknie, można ją odłożyć na później i nic się nie stanie ona zawsze będzie. Dlatego właśnie myśl o śmierci pozwala człowiekowi przetrwać najcięższe chwile.
2012-12-03, 13:36
~Bruce napisał(a): Nie mogę się z Tobą zgodzic w 100 %. Gdybym zakładał że się z tym nie uporam nie podjął bym leczenia. Poprawa jest, tak przynajmniej stwierdził psychiatra, lecz proces leczenie jest długotrwały. Są dni kiedy czuje się lepiej, i są dni kiedy czuję się gorzej. To są skutki uboczne leków które biorę. Raz mi się udało z tego wyjśc, więc i teraz jestem dorej myśli.Dobra, to że podjąłeś leczenie super bardzo dobrze ja też to zrobiłam, jednak leków nie biorę ale to jest już moja własna decyzja ja za nią odpowiadam. Jednak żeby poczuć się lepiej uwierz mi warto było by zapomnieć o tym co było. Zacząć żyć tu i teraz a nie tym co było kiedyś. Mnie również ktoś bardzo skrzywdził, nie mogę powiedzieć, że im wybaczyłam bo nie, ale się z tym pogodziłam i bardzo staram się żyć tu i teraz. Nie wiem co Ciebie w życiu spotkało Ty nie wiesz co mnie ale naprawdę pogodzenie się z tym co było jest dużym krokiem do przodu i powinno być wyjściem do dalszego leczenia.