Czy ciąża to wyrok śmierci w Polsce? Rozmowa z ginekologiem-położnikiem dr Maciejem Jędrzejko

Czy ciąża to wyrok śmierci w Polsce? Rozmowa z ginekologiem-położnikiem dr Maciejem Jędrzejko
fot. istotne.pl Maciej Jędrzejko w wywiadzie z Grażyną Hanaf mówi o tym, że ani rządu, ani opozycji nie interesuje los kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Lekarzem prawdopodobnie zainteresowała się organizacja Ordo Iuris – takie podejrzenia Jędrzejko ma po tym, kiedy do jego przełożonych zadzwoniły anonimowe osoby z donosami na niego.
istotne.pl 1 kobieta, ciąża, trybunał konstytucyjny, aborcja, strajk kobiet

Reklama

Dr Maciej Jędrzejko pracuje na co dzień w gabinecie ginekologicznym i jest świadkiem szczęśliwych chwil, kiedy dwoje ludzi dowiaduje się, że zostaną rodzicami. Jest też świadkiem rozpaczy i przerażenia, głównie kobiet, kiedy musi poinformować, że ciąża jest embriopatologiczna. Kobieta w takiej ciąży musi w Polsce przejść przez potrójną traumę: kiedy dowiaduje się, że ma chore dziecko w brzuchu. Drugi moment jest taki, że uświadamia sobie, że musi je teraz cały czas nosić i nic nie może z tym zrobić, dopóki ono albo samo nie obumrze, albo nie będzie zagrożenia jej życia, albo w końcu nie zostanie urodzone lub nie wykonane zostanie cięcie cesarskie. I trzecia trauma, to będzie moment patrzenia na śmierć tego dziecka.

Posłuchaj całej rozmowy z doktorem Maciejem Jędrzejkiem.

Zapis rozmowy z ginekologiem Maciejem Jędrzejkiem

Grażyna Hanaf: – Jak patrzy pan na takie przekonanie wielu kobiet, że w Polsce dzisiaj ciąża może być wyrokiem śmierci, który nie zawsze, szczęśliwie, jest wykonywany?

Maciej Jędrzejko: – Jako ginekolog-położnik raczej doświadczam tych radosnych elementów związanych z ciążą i moją rolą jest oczywiście chronienie kobiet przed tymi powikłaniami, co zwykle jednak się udaje. Muszę powiedzieć, że raczej ciąża kojarzy mi się z radosnymi chwilami. Mam też takie przekonanie, że w większości przypadków jest to jakaś tam wymarzona sytuacja wielu kobiet, spełnione marzenie. Natomiast bywa tak, że ciąża staje się chorobą. Bywa , że ciąża staje się udręką i to nie dlatego, że kobieta jej nie chciała, tylko dlatego, że ciąża nagle zaczyna się wikłać na przykład. Bywa tak, że ciąża staje się udręką z samego faktu tego, że jest, że zaistniała, że ktoś jej po prostu nie chciał. Wtedy to jest szczególnie duży dramat, ponieważ ciąża niechciana jest obarczona bardzo takim szczególnym odium i takim piętnem takiego odrzucenia od samego początku. I to jest po prostu smutne, ale takie sytuacje się zdarzają i są problemem społecznym. Nie możemy obok nich przechodzić zupełnie obok i się z nimi nie przejmować, to po prostu się dzieje, to jest rzeczywistość nasza. Dla jednych ciąża będzie spełnieniem marzeń i wymarzony momentem, czymś upragnionym, za czym się tęskni, czymś czego niektórzy nigdy nie będą mogli doświadczyć, a z drugiej strony będą osoby, dla których będzie to nieszczęście, będzie to kompletna zmiana planów życiowych i ich zniszczenia na przykład też.

– Będziemy dziś mówić o trudnej sytuacji, o ciąży embriopatologicznej (odbiegającej od prawidłowego stanu lub zmienionej pod wpływem choroby) i wiem, że jest pan też takim wspierającym projekt edukacyjny dla kobiet „O tym się nie mówi”. Z powodu tego projektu, czyli filmu, który pokazuje sytuację kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, to jest właśnie powód, dla którego zainteresowało się panem Ordo Iuris. Pisze Pan na swoim profilu 22 stycznia: „właśnie przed 20 minutami dowiedziałem się, że Ordo Iuris próbuje szukać na mnie haków”. Jak w ogóle wyglądała ta sytuacja? Co Ordo Iuris od pana chce?

– Sytuacja wyglądała w ten sposób, że dostałem w ciągu dwóch dni dwa telefony od moich bezpośrednich przełożonych, którzy poinformowali mnie, że jacyś ludzie wysłali donosy na mnie. Donosy telefoniczne, więc takie, które są nieudowadnialne. Po pierwszym telefonie uznałem, że rzeczywiście trudna sytuacja. Ale wiedziałem też, że mój szef jest mocno po mojej stronie, więc jakby usłyszałem, że ich gdzieś tam w ogóle odrzuciło, ale mnie poinformował, że taka sytuacja zaistniała. Kiedy dzień później zadzwonił do mnie drugi szef, to zrozumiałem, że ktoś po prostu próbuje mnie zastraszać. Jestem osobą mało strachliwą…

– Te donosy, jeśli możemy się dopytać, czego dotyczyły? Jakiejś konkretnej rzeczy?

– Donosy konkretnie dotyczyły tego, że usuwam w ciążę nielegalnie,  więc to były takie strzały absolutnie pod kątem próby zwolnienia mnie z pracy.

– I to takie karne konsekwencje. Z jakiego powodu uważa Pan, że to Ordo Iuris robi?

– Taką sugestię dostałem od tych osób, z którymi rozmawiałem. Nie mam, i tutaj taka jest prawda, ja nie mam żadnych dowodów na to i nie jestem w stanie tego udowodnić, bo to jest słowo przeciwko słowu. Te donosy były telefoniczne. Nie był na żadnym piśmie, w związku z tym sytuacja jest niemal nieudowadnialna. Natomiast dostałem takie jednoznaczne sygnały, potem zacząłem to konsultować z różnymi prawnikami, również moimi kolegami ginekologami, nie sugerując im, z której strony taki atak mógł nastąpić. Te środowiska były takie dość jednoznaczne, że to z tej strony musiał być, no bo z której innej? Natomiast prawda jest taka, że ja nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że to Ordo Iuris jest przyczyną tej sytuacji. Zresztą prezes Ordo Iuris wypowiedział się na na Twitterze w takim straszącym mnie sposób, że chyba próbuję zniesławić Ordo Iuris. Ja to trochę odbieram jako straszenie mnie sprawą sądową. Wie pani, to jest sytuacja bardzo szczególna. Ja w takiej sytuacji jeszcze nigdy nie byłem. Często było tak, że ktoś się ze mną nie zgadzał, że ktoś wyrażał swoje zdanie na temat tego, co ja myślę, często krytyczne. Ja to przejmowałem. Oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania, natomiast jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby ktoś zjechał do poziomu zastraszania czy próby zastraszenia mnie. To są sytuacje, w których ja, wie pani, miałem wybór taki: albo milczeć, nic nikomu nie mówić i czekać, co się wydarzy, czy de facto dać się zastraszyć, albo powiedzieć, że taka sytuacja zaistniała, że takie mam podejrzenia i że takie mam też sygnały z otoczenia, i tym samym też narazić się na różne konsekwencje, w tym konsekwencje prawne. Prawda jest taka, że ja jestem do konsekwencji swoich działań przyzwyczajony. Ja za wszystkie swoje słowa, za wszystkie swoje działania publiczne podejmuję pełną odpowiedzialność. W związku z tym jakby do odpowiedzialności za swoje słowa jestem przyzwyczajony. Mówię jasno i jednoznacznie, że nie mam dowodów jednoznacznych na to, że to jest Ordo Iuris. Nie mogę ich oskarżać w związku z tym. Mogę tylko powiedzieć, że takie sugestie zostały mi przekazane zarówno przez osoby, które mnie o tym poinformowały, i przez środowisko, z którym podzieliłem się sytuacją, pytając, co oni o tym myślą.

– Obejrzymy fragment tego filmu, który powstaje, który pan wspiera. Możemy się zastanowić, czy taki filmy spodobałby się Ordo Iuris. Zobaczymy ten fragment.

– Pana spotykają takie sytuacje w gabinecie? Pan się spotkał z taką rozpaczą w gabinecie? Bo ciężko ogląda się ten zwiastun.

– Niestety bardzo dobrze znam takie sytuacje. Znam je również sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jeszcze z czasów, kiedy mogliśmy legalnie tego typu ciąże usuwać, ciężko chore. Te kobiety w niewiarygodny sposób były cierpiące. Nie bez powodu w wielu też wywiadach opowiadałem o tym, że my naprawdę, wszyscy ginekolodzy, którzy prowadzą ciąże i zdarzają się embriopatologiczne, to są ludzie, którzy muszą się zmierzyć z tym cierpieniem kobiet. Kiedy kobieta przychodzi uśmiechnięta z mężem na wizytę, a my musimy jej powiedzieć: „proszę pani, bardzo jest mi przykro, ale niestety z ciążą jest coś nie tak, jest jakiś problem, tu w USG widzę pewne nieprawidłowości”. To są takie zdania, których nikt, żadna kobieta nie chce usłyszeć. To są zdania, które są wręcz… Kobiety drżą, żeby tych zdań nie usłyszeć. Ja nie miałem ani jednego przypadku w życiu, a pracuję prawie 20 lat, żeby jakakolwiek kobieta odczuła ulgę z tego powodu, że ja jej mówię o tym, że ciąża jest ciężko chora i najprawdopodobniej będzie wymagała terminacji, czy też nawet nie tyle wymagała, co podlega prawu do takiej terminacji. Nie ukrywam też, że bardzo nieliczne kobiety decydowały się na utrzymanie takiej ciąży, ponieważ jeżeli tam były ciężkie wady genetyczne, to po prostu większość pań decydowała się na usunięcie tych ciąż. Dwa, trzy miesiące później zachodziły w następne ciąże, już szczęśliwe, i wtedy ta sytuacja zupełnie się odwracała i już była radość. Zawsze był jakiś lęk i niepokój oczywiście, gdzieś na początku, ale kiedy już badania prenatalne wykazały, że wszystko jest w porządku, no to radość z bycia w ciąży i potem z bycia mamą już pozostawała niezakłócona. Natomiast w przypadku, kiedy my nie możemy usunąć takiej ciężko chorej ciąży i doprowadzamy do sytuacji, że to zagrożenie dla matki osiąga jakiś tam poziom maksimum i dopiero wtedy my możemy podejmować takie decyzje, bądź też ciąża dochodzi do samego końca i wielokrotnie trzeba wykonać cięcie cesarskie, żeby w ogóle ten płód wydobyć. A cięcie cesarskie to ciężka, poważna operacja. My ją dobrze wykonujemy, jest mało powikłań po niej, ale jest to poważna operacja na ciele kobiety. Okaleczająca, na trwale pozostawiająca blizny, zrosty i przede wszystkim powodująca, że kobieta przez kolejnych 18 miesięcy nie może zajść w ciążę. Zatem w sytuacji, kiedy my nie możemy usunąć płodu, który ma 6 cm, który waży 20, może maksymalnie 30 gramów, który jest w stanie przejść przez kanał rodny szerokości 1,5 cm, czyli malutki, nie uszkadzając zupełnie w żaden sposób dróg rodnych kobiety, my tego nie możemy zrobić, musimy czekać na moment, kiedy płód waży już kilogramy, musimy rozciąć jej ciało, kiedy musimy ją okaleczyć, po to, żeby tak naprawdę przyprowadzić na świat ciężko chorego, umierającego człowieka, który za chwilę umrze, to doprowadzamy do sytuacji podwójnej traumy. A właściwie potrójnej. Bo pierwszy moment traumy to jest ten moment, kiedy kobieta dowiaduje się, że ma chore dziecko w brzuchu. Drugi moment jest taki, że ona uświadamia sobie, że musi je teraz cały czas nosić w sobie i nic nie może z tym zrobić, dopóki ono albo samo nie obumrze, albo nie będzie zagrożenia jej życia, albo w końcu nie zostanie urodzone lub nie wykonane zostanie cięcie cesarskie. I trzecia trauma, to będzie moment patrzenia na śmierć tego dziecka. Część kobiet, bardzo głęboko wierzących, odnajduje spokój i ukojenie w swojej wierze. Te kobiety jakby przeżywają to wtedy inaczej. Ale nie każdy doznaje „łaski uświęcającej” i wiary w Boga takiego czy innego. Wielu ludzi po prostu jest niewierzących, a nawet bym powiedział, że moje obserwacje są takie, że już coraz więcej jest tych niewierzących niż wierzących. W każdym razie nawet jeżeli są wierzący niepraktykujący, to oni nie odnajdują tej siły w wierze, ponieważ ta wiara jest gdzieś daleko, daleko od nich. Oni jednoznacznie mówią, że oni tego chcą. Oni tak nie chcą, w związku z czym prawo w sposób absolutnie przemocowy uniemożliwia postępowanie zgodne ze sobą, zgodne z nauką, zgodne z wiedzą medyczną. To jest po prostu głęboko nie w porządku. Tak po prostu nie może być. Ja rozumiem i głębokim szacunkiem darzę osoby, które odnajdują spokój w swojej wierze i które decydują się na przebrnięcie przez cały ten bardzo ciężki, trudny proces, ale my nie możemy kobiet zmuszać do heroizmu. Nikogo. Ani kobiet, ani mężczyzn. W ogóle nikogo nie wolno zmuszać do heroizmu. Jeżeli ktoś czuje się na tyle silny, żeby to przebrnąć, przetrwać, będzie miał wsparcie w swojej wspólnocie religijnej, w swojej rodzinie, w swoim partnerze, to wszystko w porządku. Ale jeżeli ktoś wie, że tego nie chce przechodzić, to musi mieć prawo do odwrotu. Musi mieć prawo do podjęcia innej decyzji. Tak naprawdę tylko o to nam chodzi. Ani ten film, ani cała ta nasza akcja, nie ma na celu promowania aborcji jako takiej, ponieważ większość z nas z pomysłem aborcji zdrowej ciąży się po prostu nie zgadza. Inaczej mówiąc, nie jesteśmy jej w żaden sposób orędownikami. Bardziej rozumiemy, że nic na świecie nie jest w stanie kobiety, która podjęła decyzję o usunięciu ciąży zdrowej, nic nie jest stanie jej od tego odwieść. Nic, co będzie ją zmuszało do innej decyzji. Kobieta, która chce usunąć ciążę, zawsze tą ciążę usunie. My co najwyżej możemy tego nie widzieć. Zamknąć oczy, zamknąć uszy,  przestać mówić. Ale to się i tak, i tak będzie działało. I tu mówimy o tysiącach, zresztą pani pewnie zna statystyki, natomiast jeśli mówimy o ciążach embriopatologicznych, to mówimy cały czas o tysiącu ciąży rocznie. Tysiąc ciąży rocznie przy mniej więcej 320-350 tysiącach zdrowych urodzeń, to nie jest to nawet procent. To jest tak mała skala, ale jednocześnie działanie jest: efekt.

– No właśnie, efekt przerażenia.

– Dokładnie tak. To jest efekt mrożący nie tylko dla lekarzy, ale przede wszystkim dla kobiet, które w wieku trzydziesty kilku lat już po prostu nie decydują się w ogóle na ciążę. W związku z tym sytuacja jest naprawdę dramatyczna. Kobiety, które już są po 30 roku życia i chcą zachodzić w ciążę, to już słyszę tylko, że one właściwie to już chyba się nie zdecydują.

– A pan się boi jako ginekolog? Pan się boi teraz po wyroku podejmować jakieś bardziej zdecydowane decyzje? Co pan, jako lekarz, jak stoi pan przed taką decyzję, że kobieta przychodzi i pan jej mówi, że to jest ciąża embriopatologiczna, to co pan robi teraz?

– Ja generalnie nie jestem strachliwym człowiekiem, więc jakby nie odczuwam w tym wypadku lęku, tylko ja po prostu daję jej numery telefonów do zagranicznych klinik. Odsyłam na strony internetowe, na których można zamówić sobie tabletki poronne i uzyskać pełne informacje, jak takiej aborcji samodzielnie na przykład w domu dokonać.

– Jako polski lekarz nie czuje pan takiego moralniaka, że obywatelka Polski nie może skorzystać z fachowej porady u pana? I pomocy u pana, i leczenia u pana? Tylko pan ją wysyła…

– Ależ oczywiście, jestem wściekły o to. To nawet jest moralniak. Jestem po prostu wściekły, ponieważ ja się z tym absolutnie nie godzę. Ja nie mogę łamać prawa i to jest coś, jakby totalną blokadą. Ja nie mogą po prostu sobie podjąć decyzji ponad prawem i ja prawa łamać nie mogę. Ja mogę tylko walczyć o zmianę prawa i mogę działać zgodnie ze swoim przeświadczeniem, że te kobiety mają prawo do informacji. Natomiast jako lekarz prawa złamać nie mogę. Każdy musi to zrozumieć, że ciąży w Polsce żaden lekarz w tej chwili nawet embriopatologicznej po prostu nie usunie, jeżeli ona nie będzie stanowić rzeczywiście zagrożenia życia kiedy. Kiedy natomiast zadajemy sobie pytanie, w którym momencie jest ten stan zagrożenia życia, to tu się dopiero okazuje, że jest pole do różnego rodzaju dylematów, nadużyć, spornych różnych kwestii. Ta granica wcale nie jest w żaden sposób jasna, wyraźna. Zresztą mamy już dwa przykłady tego, że kobiety po prostu umierają. Pisząc list ginekologów polskich, pod którym podpisało się tysiące ginekologów, myśmy to przewidzieli. Myśmy to pisali dokładnie, a jeszcze więcej przewidzieliśmy sytuacji. Ten list jest dostępny w internecie. Proszę go sobie poszukać: list polskich ginekologów.

– On spotkał się z jakimkolwiek odzewem, czy został wysłany na Berdyczów?

– Zupełnie został zignorowany. Został zignorowany zarówno przez obóz władzy, jak i został tak naprawdę zignorowany i niepromowany w żaden sposób przez opozycję. Co mnie bardzo zdziwiło, ponieważ miałem takie wrażenie, że jednak powinno tej stronie opozycyjnej zależeć na tym, żeby tę kwestię promować. Dopiero teraz niedawno zaczynam widzieć, że ta strona opozycyjna w jakikolwiek sposób zaczyna powoli stawać po stronie kobiet. Ale mam takie wrażenie, że że cały czas to jest jakaś taka kalkulacja pomiędzy tym, co się opłaca w słupkach, a co się nie opłaca. To mi się bardzo nie podoba. Jestem wściekły o to, ponieważ uważam, że są momenty, w których można sobie tam dywagować, ale są momenty, kiedy jednoznacznie trzeba stanąć po stronie kobiet. Po prostu, koniec, kropka. To jest sprawa ponad polityczna, ponieważ aborcja ciąży chorej jest sprawą poza polityczną.

– Jest to tylko medyczna sprawa, decyzja każdej kobiety. Ja bym poprosiła o to, żebyśmy zobaczyli, jak wygląda rzeczywistość. Żeby politycy się od niej nie odklejali. Aborcja bez granic po roku działalności, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego (przewodnicząca pani Przyłębska), mówi o 32 tys. kobiet, które skorzystały z pomocy dostępu. To nie są małe liczby, na pewno też tak pan uzna. Proszę zobaczyć, jaka jest skala. 13-48 lat, to takie osoby potrzebują aborcji, z niej korzystają. 4 osoby dziennie wysyłamy gdzieś do zagranicznej kliniki. No i jest jeszcze ta informacja, że około 40% osób, które wyjechały, ujawniły wady płodu. Tylko że tutaj dokładna liczba nie jest znana, bo Aborcja bez granic nie pyta o to. Jak pan ocenia skalę tego zjawiska? To jest to, czym się nie zajmują ani rząd, ani opozycja.

– Zawsze tak będzie, że jeżeli będziemy spychać jakiś problem społeczny na margines, jeżeli jakiś problem społeczny będziemy spychać do pola tej społecznej nieświadomości, to stracimy wgląd w jakikolwiek naukowe dane na ten temat. To jest jedno największych zagrożeń delegalizacji pewnych działań, pewnych problemów społecznych. Jeżeli po prostu zamiata się pod dywan jakiś problem, to nie tylko ma to swoje konsekwencje w samym przebiegu tego problemu dalej z kraju, ale ma też konsekwencje takie, że my nie mamy żadnego wglądu to, jak to wygląda naprawdę. Ja mam informacje takie, że te dane, które tutaj są przedstawione, są zdecydowanie zaniżone. Wiem od pacjentek, które wyjeżdżały za granicę dokonać aborcji, że z niektórych miast, między innymi na przykład z Krakowa, odjeżdża czasem co 3, co 4 godziny autobus pełen kobiet na zabiegi aborcji do Czech czy do Niemiec. Proszę państwa, mówimy o sytuacji, o skali, że to z jednego miasta odjeżdża co kilka godzin autobus kobiet, które dokonują aborcji, ponieważ wiedzą, że nikt im Polsce nie pomoże. Oczywiście, możemy dalej żyć w zakłamaniu. Jeżeli ktoś chce żyć w kraju, który żyje w zakłamaniu i żyje w poczuciu, że nie ma tego problemu, no to właśnie dokładnie to się dzieje w tej chwili w Polsce. Ja nie chcę żyć w kraju, w którym rządzi zakłamanie. Ja nie chcę żyć w kraju, w którym nie można legalnie dokonać procedury medycznej, która jest uznana na całym świecie, która jest zgodna z wiedzą i sztuką medyczną. Która jest zgodna z psychologią, która jest zgodna z wiedzą socjologiczną. Po prostu to jest jakiś skrajny absurd, że my – ja się w ogóle nie chcę po tej stronie ustawiać – że osoby, które rządzą, które są prawodawcami, że one kompletnie, ale to kompletnie ignorują zdanie naukowców. Zdanie naukowców z różnych dziedzin, bo mogliby ignorować zdanie ginekologów, ale ignorują też socjologów, psychologów, psychologów społecznych. To po prostu jest jakiś absurd. Gabinety terapeutyczne są pełne kobiet, które przeżywają jakąś traumę z tym związaną. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy z jednej ważnej rzeczy. Ja przed tym bardzo chciałbym przestrzec. Mianowicie jest taki moment, w którym istnieje takie pojęcie, jak poczucie szczęścia życiu w danym kraju. Są takie kraje, gdzie ten współczynnik poczucia szczęścia jest wysoki i są takie kraje, gdzie jest bardzo niski. Jeżeli my będziemy żyli w kraju, w którym kobiety się boją, czyli połowa naszej populacji, bo to kobiety, się boi, to ja nie wyobrażam sobie budowania szczęśliwych rodzin w takim kraju. Ja nie wyobrażam sobie budowania szczęśliwych relacji męsko-damskich w takim kraju. Nie wyobrażam sobie ludzi, którzy są szczęśliwi i zadowoleni z seksu w takim kraju, gdzie nie ma edukacji seksualnej, gdzie nie ma dostępu do antykoncepcji. Jestem coraz bardziej taki zasmucony, trochę przerażony…

– No i pewnie nie będzie też dzietności takiej, jakiej sobie życzy chociażby Ordo Iuris, prawda? Czyli w interesie Ordo Iuris byłaby legalna aborcja do chociażby 8 tygodnia życia. Myślę że by wtedy byli zadowoleni. Tak byśmy im poradzili?

– Przede wszystkim matematyka jest jednoznaczna. Jeżeli Ordo Iuris jest w stanie nam udowodnić, że w ciągu roku, tego roku, który minął, rzeczywiście urodziło się więcej dzieci z zespołem Downa, niż w poprzednim roku, to oznacza, że rzeczywiście to prawo chroni dzieci z zespołem Downa. Ale jeżeli okaże się, że tych dzieci urodziło się tyle samo lub mniej, to znaczy, że to prawo jest martwe. To jest jeden z takich najprostszych przykładów, bo przecież to prawo miało chronić dzieci z zespołem Downa głównie, tak? No to jeżeli się ich rzeczywiście rodzi więcej, i to statystycznie znamiennie więcej, to ja jestem w stanie uwierzyć, że jakikolwiek efekt chroniący te dzieci nastąpił. Natomiast jestem dziwnie spokojny o to, że te statystyki wcale nie będą lepsze, ponieważ dane mam takie, że wszystkie te pacjentki, u których stwierdza się m.in. zespół Downa w 80% przypadków te pacjentki decydują się na usunięcie ciąży. I to są nie tylko moje informacje, ale ja też podzwoniłem po różnego rodzaju poradniach genetycznych, bo też przecież współpracujemy z genetykami. Zawsze pytam genetyków, jakie tak statystyczne mają dane na temat tego, jakie decyzje podejmują kobiety, kiedy dowiadują się od genetyka, czyli od specjalisty o rokowaniu i dalszym postępowaniu w tej sprawie. Czyli o rokowaniu na przeżycie i na przebieg tych chorób, które te dzieci ze sobą niosą. No i oni wszyscy są jednoznaczni, że ponad 80% kobiet decydowało się na aborcję. W tej chwili nic się nie zmieniło.

– Panie Macieju, no nie możemy optymistycznie zakończyć się tego wywiadu, ale możemy powiedzieć, żeby wpłacać pieniądze na projekt edukacyjny „O tym się nie mówi” i będziemy podawać linka. I żeby po prostu wspierać kobiety, które podejmują swoją własną osobistą decyzję o tym, czy być mamą, czy nie być mamą, razem ze swoim partnerem.

– Ja generalnie w każdej sytuacji staram się szukać czegoś pozytywnego i oczywiście w tej nie ma pozytywnych sytuacji, ale jest coś innego. Mianowicie to też pobudza do spróbowania zaproponowania jakiejś alternatywy. Skoro nie godzimy się na takie prawo, no to jakiego prawa byśmy chcieli? Wiadomo, że żadna skrajność tutaj nie przyniesie jakiegoś dobrego efektu. Dlatego zaproponowaliśmy taki rodzaj projektu ustawy, którą ja przedstawiłem posłom opozycji, ponieważ posłowie PiS-u w ogóle nie są tym zainteresowani, ale jest to projekt ustawy stworzenia takiego systemu wsparcia dla kobiet w kryzysie aborcyjnym. To jest taki pomysł na to, żeby uratować te dziesiątki tysięcy ciąży zdrowych. Ja nie mam żadnego pomysłu na to, takiego szalonego pomysłu, żeby w jakikolwiek sposób zabraniać aborcji ciąży embriopatologicznej, to prawo do usunięcia tych ciąży należy przewrócić i co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Tutaj nie ma pola do dyskusji w tym zakresie. Jeżeli kobieta chce utrzymać taką ciążę, to musimy zrobić wszystko, żeby ją utrzymać. Jeżeli kobieta nie chce utrzymać takiej ciąży, to musimy zrobić wszystko, żeby ona bezpiecznie mogła tę ciążę poronić. Natomiast jest pomysł na to, jak uratować te 50 tys. dzieci zdrowych. Tylko ten pomysł musi być nieprzemocowy. Czyli to nie jest przez przemoc, przez narzucenie kobiecie jakiejś sytuacji, że ona musi coś zrobić. Tylko przez danie jej wsparcia. Czyli stworzenie takich wojewódzkich centrów, całodobowego ośrodka, takiej placówki, do której kobieta, która dowiedziała się, że jest w ciąży i wpadła w panikę, to zamiast natychmiast podejmować paniczne decyzje, może sobie tam pojechać. Tam uzyskać poradę lekarską, uzyskać poradę psychologa, uzyskać poradę osoby z opieki społecznej…

– Duchownego na przykład, jeżeli jest wierząca…

– Czy na przykład duchownego, jeżeli będzie miała taką potrzebę, oczywiście. Chodzi o to, żeby ona mogła uzyskać taką informację, co dalej. Bo te kobiety najczęściej podejmują tę decyzję o usunięciu zdrowej ciąży w dużym przerażeniu. Oczywiście, jest grupa kobiet, która ma to bardzo dobrze przemyślane, ale w moim przekonaniu jest zdecydowana mniejszość. Zdecydowana większość natomiast podejmuje tę decyzję w pewnej panice, w pewnej rozpaczy, w pewnym takim zagubieniu, że nie wiadomo co teraz dalej. No więc, jeżeli państwu zależy na tym, żeby te dzieci się jednak rodziły, to państwo musi otoczyć tę kobietę pewnym wsparciem. Dać jej pewną szansę, wesprzeć ją też socjalnie w takich sytuacjach, bo często są to osoby, które mają duże problemy finansowe. Jeżeli państwu naprawdę zależy na życiu, to tam jest pole, ta przestrzeń do ratowania tego życia. Tam gdzie jest ciąża ciężko chora, to nie jest przestrzeń dla państwa, to jest przestrzeń dla lekarzy i matek. I to jest koniec.

– I stamtąd powinno się państwo wycofać. Z takim przekazem bardzo dziękujemy. To rzeczywiście jest istotne, żeby takie projekty, takie pomysły w ogóle powstawały. Liczymy, że one będą miały swoje miejsce w Polsce. Jeszcze raz bardzo dziękuję za poświęcony nam czas. Dziękuję za ten projekt i życzę powodzenia we wszystkim, co pan wykonuje.

– Bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie państwa, pozdrawiam panie i pozdrawiam wszystkich, którym los kobiet w Polsce jest nieobojętny. Pozdrawiam serdecznie!

Reklama