Faktem jest, że Pospieszalski w swoim filmie przedstawił obiektywnie i niestronniczo postacie, które, walcząc o wolność lub (jak kto woli - o to, co mamy) nie wywalczyły nic dla siebie, a więc - z perspektywy czasu oceniając - robiły to absolutnie bezinteresownie, a jedynym podziękowaniem za to dla nich jest zapomnienie i wyrzucenie poza nawias życia społecznego. Tacy bezimienni bohaterowie. Czy to są półprawdy, dzielenie społeczeństwa i teorie spiskowe? Czy raczej bolesna i brutalna prawda o nas samych, którą staramy się zakrzyczeć, bo tak nam jest wygodnie, bo trudno nam się przyznać, że za ten stan my wszyscy jesteśmy po trochę odpowiedzialni? I to niezależnie od poglądów przy przynależności? Ten film nie był ani anty-PO, ani pro-PiS. On traktował wszystkich jednakowo. Bo jego wymowa była taka, że to ci bezimienni stoją tam, gdzie stali wtedy, a wszyscy inni zmienili chyba stronę... ?
Znamienne jest, że dyskusja na tym forum kręci się wokół osoby Pospieszalskiego i jego stosunku do rzeczywistości, władz miasta i ich poglądów, instytucji miejskich i ich roli a NIKT nie zająknie sie ani słowem o filmie, co najwyżej bąkając w usprawiedliwieniu: "nie oglądałem"?
Macie rację: Pospieszalski nie powinien był przyjeżdżać do Bolesławca z pokazem, to byłoby bez sensu. Powinien przekazać kopię filmu do BOK, a BOK, w ramach usług promocyjnych, które kupuje od "ii" powinien wrzucić film na miesiąc na portal jako ogólnodostępny. Wtedy i film miałby oddźwięk, i osoba Pospieszalskiego nikogo by nie prowokowała i portal by zarobił. Wszyscy byliby zadowoleni, tylko kto wtedy miałby interes w krytykowaniu i obrzucaniu błotem?