Futro w czasach kryzysu

Dyskusja dla wiadomości: Futro w czasach kryzysu.


  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Jeśli chodzi o futro :) przypomina się jeden dowcip (słonecznikowy): -połknij; -yy; -połknij; -yy; -połknij, kupię Ci futro; -gulg, z norek?

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Satyrze, no chyba nie myślisz, że mogłabym coś takiego zrobić?

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Szanowna autorko opowiadania. Mam trzy uwagi odnośnie Twojego warsztatu twórczego. I. Pisząc tego rodzaju teksty należy zadbać o minimum ich wiarygodności. Czasami do tego konieczna jest minimalna znajomość matematyki. I tak, nawiązując do tekstu; jeżeli jedna sztuka kozaczka po 70-cio procentowej przecenie kosztowała 2000 zł, to ile kosztowała para przed przeceną? Czy pisząc tekst zastanowiłaś się nad tym? Za darmo Tobie to policzyłem - para musiałaby kosztować 13. 333, 33 zł. Widziałaś kozaczki w takiej cenie w galeriach handlowych? II. Pisząc cały czas należy pamiętać, co napisało się wcześniej. Inaczej możemy być podejrzewani o demencję starczą - nikt nie będzie chciał czytać majaczeń starego człowieka. A tymczasem z początku felietonu wynika, że kozaczki i płaszcz znajdowały się w jednym butiku. Z dalszej zaś części dowiadujemy się, że kuszono nimi w oddzielnych sklepach. III. Wystrzegaj się jak ognia zbyt "kwiecistego języka", zatrącającego o grafomaństwo. Masz do tego inklinacje. Przykład opis pracy myślowej kobiety n. T. "co to będzie, jak sobie kupię płaszcz". Jeszcze rady nadprogramowe; pisz krótszymi zdaniami ciągle pamiętając, że tekst winien mieć wyraźne przesłanie. Staraj się solidnie, aby czytelnik nie zadawał sobie pytania: o co chodziło autorowi? Braterskie pozdrowienia.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Tak, tak Drogi Czepialski, futro z norek tyle kosztowało! Jest zachwycające. Brawo dla włascicielki -piekna i zjawiskowa Jakie to było wejscie w tym futrze! Eh.

  • Szanowny Rzepie Czepialski. Ja z kolei mam dla Ciebie radę, tylko jedną. Nie musisz prezentować publicznie braku umiejętności czytania ze zrozumieniem.

  • Czepialski - pomyliłeś sie o jakieś 6000, tak nawiasem rzecz ujmując,choć tak czy owak - dodajac rachunki za prąd, wodę i raty kredytów, musiała to być rzeczywiście dotknięta kryzysem kobieta kupująca przeceniony na 2000 obiekt zbytku!Pocieszające jest, że kryzys powoduje takie tragedie wśród "biedoty":P O wizerunku kobiety już nie wspomnę.....

  • Futro w czasach kryzysu to małe semantyczne nadużycie, Adamie i tu się z Tobą zgadzam. W jednym z lutowych wydań "Wprost" jest artykuł "Miłość w czasach kryzysu" - Dlaczego koalicja pokochała opozycję. Ten teatr w polityce przypomina trochę groteskową scenę na zakupach :-).

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    A może to Adamie ostani lub... pierwszy raz? Wszyscy już mieli futra... ona nie Nie ma auta, drogich wczasów, nie ma tony kosmetyków, nie naużywa telefonu kom. Za to piecze pyszny sernik, od 23 lat jest wzorową matką Dzieci poszły na swoje-czas pomyśleć o sobie. Jaką matkę chcą mieć dzieci? Szczęśliwą.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Przyjaciólka napisała: "Jaką matkę chcą mieć dzieci? Szczęśliwą. ". Odpowiedzialną i myślącą przede wszystkim, a pózniej szczęśliwą :).

  • Tygrysku - odpowiedzialną, myślącą, szczęśliwą oraz grającą w szachy o!Lolka - a ja myślalem,że semantyczne nadużycia to domena Macierewicza ;-)To fakt, dla mnie tytuł brzmiący (wyraz)+w czasie kryzysu jest wyświechtany. Aczkolwiek twoje porównanie bardzo mi się spodobało, faktycznie istny teatr i groteska. Ale, oby nie było jak w "Weselu", iż miała hamka futro, teraz pyta się- co jutro?

  • A zaczęło się chyba od "Miłość w czasach zarazy" :-) Co do "Wesela" - oby się nie ostał ino sznur :-).

  • po drodze była jeszcze "Żona Modna"Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił"."Bóg zapłać". "Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz,Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz?Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?""Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa,Pierwsze czasy cukrowe". "Toś pewnie w goryczy?""Jeszczeć!" "Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,Co to swoich małżonek uniżeni słudzy,Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani,A jejmość tylko w domu rządczyna i pani.Pewnie może i twoja?" "Ma talenta śliczne:Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,Piękna, grzeczna, rozumna". "Tym lepiej". "Tym gorzej.Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie wsporzej;Piękność, talent wielkie są zaszczyty niewieście,Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście"."Alboż to miasto psuje?" "A któż wątpić może?Bogdaj to żonka ze wsi!" "A z miasta?" "Broń Boże!Źlem tuszył, skorom moją pierwszy raz obaczył,Ale żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył,Wdawszy się już, a nie chcąc dla damy ohydy,Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy.Dziwne były jej gesta i misterne wdzięki,A nim przyszło do ślubu i dania mi ręki,Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał,Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,Widziałem, żem niedobrze udawał aktora,Modna Filis gardziła sercem domatora.I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru,A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru,Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.Przyszło do intercyzy. Punkt pierwszy: że w mieścieJejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować.Punkt drugi: chociaż zdrowa czas na wsi przesiedzi,Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi.Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż własny.Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny,To jest apartamenta paradne dla gości,Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości.Punkt piąty: a broń Boże! - Zląkłem się. A czego?>>Trafia się - rzekli krewni - że z zdania wspólnegoAlbo się węzeł przerwie, albo się rozłączy!<<>>Jaki węzeł?<< >>Małżeński<<. Rzekłem: >>Ten śmierć kończy<<Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni prostoty.2009-03-09, 17:44I tak płacąc wolnością niewczesne zaloty,Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzającychJestem wpisany w bractwo braci żałujących.Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach:>>Czym pojedziem?<< >>Karetą<<. >>A nie na resorach?<<Daliż ja po resory. Szczęściem kasztelanic,Co karetę angielską sprowadził z zagranic,Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać.Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać.Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta.Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta.Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,Te od wódek pachnących, tamte od tabaczkiNiosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty;W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku.Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi,Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi.Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna,Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.Przerwała jejmość myśli: >>Masz waćpan kucharza<<>>Mam, moje serce<<. >>A pfe, koncept z kalendarza,Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!<<Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć.Więc milczę. Jejmość znowu o kucharza pyta.>>Mam, mościa dobrodziejko<<. >>Masz waćpan stangreta?<<>>Wszak nas wiezie<< >>To furman. Trzeba od paradyMieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiadyMożesz waćpan ustąpić<<. >>Dobry<<. >>Skąd?<< >>Poddany<<.>>To musi być zapewne nieoszacowany,Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki,Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki.Ustąp go waćpan; przyjmą pana Matyjasza,Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza.A pasztetnik?<< >>Umiałci i pasztety robić<<.>>Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobićDo uczciwego życia, weźże ludzi zgodnych,Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlanyMasz waćpan i figurki piękne z porcelany?<<>>Nie mam<<. >>Jak to być może? Ale już rozumiemI lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,Domyślam się. Na wety zastawiają półki,Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki,Tatarskie ziele w cukrze, imbier chiński w miodzie,Zaś ku większej pociesze razem i wygodzieW ładunkach bibułowych kmin kandyzowany,A na wierzchu toruński piernik pozłacany.Szkoda mówić, to pięknie, wybornie i grzecznie,Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie.Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości<<.Zmilczałem, wolno było żartować jejmości.Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety:>>A pfe, mospanie; parkan, czemu nie sztakiety?<<Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka;Odepchnęła starego szafarza Franciszka,Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi.>>To nasz ksiądz pleban!<< >>Kłaniam<<. Zmarszczył się dobrodziej.>Gdzie sala?<< >>Tu jadamy<<. >>Kto widział tak jadać!>>Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać<<.Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła,A klucznica natychmiast ze strachu uciekła.Jam został. Idziem dalej. >>Tu pokój sypialny<<.>>A pokój do bawienia?<< >>Tam gdzie i jadalny<<.>>To być nigdy nie może! A gabinet?<< >>Dalej.2009-03-09, 17:45Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali<<.>>Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów.Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów,Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych,Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych.A ogród?<< >>Są kwatery z bukszpanu, ligustru<<.>>Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru.To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki,Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny.Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki,A tu słowik miłośnie szczebioce do ucha,Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha,A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy,Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy...<<Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać,Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać,Uciekłem. Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy,Trzy sztafety w tygodniu poszło do Warszawy;W dwa tygodnie już domu i poznać nie można.Jejmość w planty obfita, a w dziełach przemożna,Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare,Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę.Już alkowa złocona w sypialnym pokoju,Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,A nowym dziełem kunsztu i architekturyZ półek szafy mahoni, w nich książek bez liku,A wszystko po francusku; globus na stoliku,Buduar szklni się złotem, pełno porcelany,Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany.Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace,A ja w kącie, nieborak, jak płaczę, tak płaczę.To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście,Wykwintne kawalery i modne imoście,Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka,Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,Pan adiutant wypija moje stare wino,Á jejmość, w kącie szepcąc z panią starościną,Kiedy się ja uwijam jako jaki sługa,Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.Po wieczerzy fejerwerk. Goście patrzą z sali;Wpadł szmermel między gumna, stodoła się pali.Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.Powracam zmordowany od pogorzeliska,Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska.Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa,Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywaZ swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie.>>I osiem nie wystarczy<< - przekładam pokornie.>>To się wróćmy do miasta<<. Zezwoliłem, jedziem;Już tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem.Już... ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie,Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie"

  • A tego to nie znałam :-) Adaś, a ta modna żona to nie Rózia czasem? :-).

  • rysopis się zgadza:D już zatem Krasicki przewidział jej pojawienie się na tym łez padole:P

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Ależ niektórzy tutaj są odpowiedzialni i racjonalni - do bólu. Tygryski, Adamy - nigdy nie robicie sobie żadnych przyjemności? A ja zawsze mówiłam mojej przyjaciółce, kiedy chciała sobie coś kupić i się wahała- zrób sobie przyjemność. Na umartwianie się i zamartwianie zawsze wystarczy czasu i okazji. Dobrze, że bohaterka felietonu sobie kupiła to futro. Przyklaskuję szczerze. Zasłużyła na pewno na odrobinę luksusu - pal diabli, czy w czasach kryzysu, czy w epoce mlekiem i miodem płynącej (zaraz mi jacyś puryści pewnie powiedzą, że to się odnosi do miejsca, a nie czasu). I śmiech mnie zbiera, jak czytam o dzieciach, co to wolą mieć matkę odpowiedzialną i myślącą, a potem ewentualnie szczęśliwą. Gratuluję dzieci i/lub pojęcia o sztuce ich wychowania, Tygrysku. Ale czyż to nie jest wychowanie Róży? Coś -gdzieś -tak -jakoś mi się zdaje :-) Jeszcze do pięknej satyry cytowanej przez Adama: cóż, chytry dwa razy traci: Oto ważny element opisu męża żony modnej: "Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne, Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne. " Prosiłabym tego nie pomijać przy ocenie... Mężczyźni, rzucają gromy na kobietę, która chce się ładnie ubrać i zaprezentować. Że taka nieoszczędna, rozrzutna, płytka. A przecież jeśli się nie zaprezentuje, to natychmiast rzucają ją- niezadbaną, niemodną, brzydszą niż inne... A futro na pewno jest przepiękne. Pozdrawiam jego właścicielkę.