Nie uwierzycie, jestem za PiS-em

Nie uwierzycie, jestem za PiS-em
fot. Krzysztof Gwizdała Nie uważam, że stanie się coś złego demokracji, tylko dlatego, że część posłów uchwalała budżet w innej sali. Nie boję się też możliwości odcięcia mediów od parlamentu i braku relacji na żywo. Odbiło mi? Może...
istotne.pl grażyna hanaf, pis

A może mam już dość tej wojny polsko-polskiej i chciałabym doświadczyć przegranej. Tak. Wygrana PiS-u w wyborach politycznie jest moją przegraną. Negacją moich lewicujących poglądów, mojego dzielnego głosowania na Platformę od lat, mojego wspierania nowoczesnego społeczeństwa, bez przypisywania zużytych ról kobietom i mężczyznom, które ich duszą, a nie rozwijają.

Ani ja, ani ci,  których wspierałam, nie potrafiliśmy wytłumaczyć większości Polaków, że nasze korzyści są też ich korzyściami. Zostaliśmy odebrani jako jedyni beneficjenci globalizacji, wejścia do Unii, kapitalizmu i zmian obyczajowo-ekonomiczno-społecznych, jakie za tym idą. I przegraliśmy. Jednak nie wyciągamy wniosków, tylko idziemy w zaparte i walczymy, tym razem w imię demokracji.

A ja, patrząc na to, co się w parlamencie i przed nim dzieje, widzę, że nie chodzi o żadną demokrację. Chodzi tylko i wyłącznie o władzę. I mam dość.

Jeszcze przy zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej było dla mnie warto włączyć się w protest. Ale o wolność mediów już nie zawalczę. Dlaczego? Bo sobie media poradzą, bo zawsze były w stanie skutecznie nacisnąć na każdego polityka, czy to liberała, czy konserwatystę. Politycy z mediami nie wygrają. Potańczą sobie tylko razem jakąś dziką polkę jak w pląsawicy Huntingtona: będzie to kombinacja nieskoordynowanych ruchów kończyn, zmian nastroju i spadku zdolności poznawczych.

Już nie tańczę. Nie jestem na wiecach, nie lajkuję, nie oglądam kolejnych nagranych komórką schodów, na których lądują komórki posłanek. Chcę skorzystać z przegranej, popatrzeć na wygranych. Dać im szansę. Bez sympatii dla ich poglądów, akceptując, ale nie kochając. Nie popieram ich wizji Polski, ale nie chcę przeszkadzać w jej wprowadzeniu. Nie zawrócą kijem Wisły, ale może ukoją tę ogromną cześć społeczności, która tak chce: sprawiedliwości dla siebie i prawa dla siebie. Może tylko tędy droga do scalenia nas w jeden naród?