Nie ma wolności bez… Pospieszalskiego

Nie ma wolności bez… Pospieszalskiego
fot. Krzysztof Gwizdała Prezydent i kościelni dostojnicy, choć prosperują w strukturach Rzeczpospolitej Polskiej, aplauzem witali człowieka sugerującego, że Polską rządzą zdrajcy.
istotne.pl jan, pospieszalski, smoleńsk

– A gdzie beret? – zapytał żartobliwie Piotr Roman księdza dziekana Andrzeja Jarosiewicza przed spotkaniem z Janem Pospieszalskim, zaproszonym do Bolesławca z prelekcją i filmem „Solidarni 2010”. Odpowiedź na to pytanie nie padła. Ale we fragmencie filmu, jeden z nagranych mężczyzn odezwał się do obrończyni krzyża na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie: – A berety to macie, ale żeście je poukrywali.

Jan Pospieszalski został zaproszony do Bolesławca przez Forum Samorządowe Ziemi Bolesławieckiej, którego prezesem jest Piotr Roman. Na spotkanie przyszło ponad 350 osób, sala kina Forum była prawie pełna. Dziennikarz swoje wystąpienie zaczął od opisu wyrzucenia go z telewizji publicznej wraz z innymi dziennikarzami. – Schymalla [szefowa TVP przyp. red.] wyrzuciła dziennikarzy, których charakteryzowała pewna dociekliwość w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Prezydent Piotr Roman, jego zastępca Wiesław Ogrodnik, burmistrz Robert Relich, sekretarz Jerzy Zieliński i przewodniczący rady miejskiej Józef Pokładek – wszyscy doskonale prosperujący w strukturach samorządowej Rzeczpospolitej Polskiej w pierwszym rzędzie przed Janem Pospieszalskim, sugerującym, że polskie państwo jest nieudolnePrezydent Piotr Roman, jego zastępca Wiesław Ogrodnik, burmistrz Robert Relich, sekretarz Jerzy Zieliński i przewodniczący rady miejskiej Józef Pokładek – wszyscy doskonale prosperujący w strukturach samorządowej Rzeczpospolitej Polskiej w pierwszym rzędzie przed Janem Pospieszalskim, sugerującym, że polskie państwo jest nieudolnefot. Krzysztof Gwizdała

Potem Pospieszalski dużo mówił o nierzetelności i manipulacji uprawianej przez media w Polsce. Kiedy opisywał, jak odrzucono jego film dokumentalny o wydarzeniach pod krzyżem w Warszawie, porównał telewizję publiczną do mafii i przywołał słowa reżyserki filmu Ewy Stankiewicz, która podobno uznała, że spotkała się z dyscyplinująca prewencją. – Tak jak mafia podrzuca pod drzwi zabitego psa, pokazując, że wie, gdzie ofiara mieszka i może z nią zrobić wszystko, tak potraktowała nas, wyrzucając z pracy, szefowa telewizji – wyjaśniał Pospieszalski. – To wyraźny sygnał dla młodych dziennikarzy, jeśli będą chcieli być niepoprawni politycznie – dodał.

Jako głównych manipulantów wymieniał m.in. TVP, TVN, radio TOK FM, potem Gazetę Wyborczą, Newsweek i Politykę. O telewizji „Trwam” nie wspominał. Ksiądz dr Andrzej Jarosiewicz, zapytany o wrażenia po spotkaniu przychylił się do wizji manipulacji społeczeństwa przez media. – Na pierwszy rzut oka widać było, że to, co docierało do nas [po tragedii – przyp. red.] z mediów publicznych, rządowych nie był autentycznym obrazem tego, co się działo w Warszawie – powiedział Jarosiewicz. – Każdy z nas miał wrażenie, że obrazy w oficjalnych mediach są tak skonstruowane, by autentyczna prawda do szarego człowieka nie dotarła. Po tym spotkaniu utwierdziłem się w tym przekonaniu.

Jan Pospieszalski przekonywał bolesławian, że media nie pokazują prawdy, że są sterowane. Co zabawne, mówił to przed władzami Bolesławca, które wciąż utrzymują udziały w bolesławieckiej telewizji i płacą za różne programy odpowiednio prezentujące rzeczywistość.Jan Pospieszalski przekonywał bolesławian, że media nie pokazują prawdy, że są sterowane. Co zabawne, mówił to przed władzami Bolesławca, które wciąż utrzymują udziały w bolesławieckiej telewizji i płacą za różne programy odpowiednio prezentujące rzeczywistość.fot. Krzysztof Gwizdała

Krzysztof Gwizdała z portalu i gazety „Istotne Informacje” zapytał Jana Pospieszalskiego, czy wie, że ludzie, którzy go zaprosili, tak samo wpływają na media [miasto ma 40% udziałów w lokalnej telewizji – przyp. red.] i nie lubią, kiedy ktoś pisze coś nie po ich myśli? – Nie mam wpływu na to, kto mnie zaprasza. Mówię zawsze to, co sądzę i potrafię to obronić. Ale jeśli tak jest, jak pan mówi, mam nadzieję, że moja prelekcja i film będą dla nich dobrą katechezą.

Śmierć 96 osób dzieli coraz głębiej Polskę na dwa światopoglądowe obozy. Film „Solidarni 2010” nie łączy ludzi. Nie ma tego na celu prelekcja Jana Pospieszalskiego. Był to raczej komentarz do fragmentów filmu, w którym autor przekonywał już przekonanych, że rozbicie się Tupolewa jest tajemniczą i dziwną katastrofą.

Tylko jeden człowiek złapał dziennikarza na zbyt szybkim ferowaniu wyroków. Pospieszalski oświadczył, że jego kolejny dokument „Lista pasażerów” był tylko raz wyemitowany w TVP i to w godzinach nocnych. Mężczyzna z sali sprawdził tę informację w Internecie. – Ten film był emitowany jeszcze dwa razy w godzinach dziennych przez TVP. Możliwe, że pański cały wykład też nie był tak rzetelny, jak pańska informacja o złym potraktowaniu przez telewizję „Listy pasażerów” – powiedział młody mężczyzna.

Pospieszalski za informację o emisji filmu podziękował. Powiedział, że często podróżuje i nie sprawdzał zbyt dokładnie, kiedy jeszcze wyświetlano film. Nie podjął dyskusji o nieomylności reszty swych twierdzeń. Na zakończenie powiedział, że odnalazł fragment wolnej Polski, dziś w Bolesławcu, w kinie Forum.

(informacja: Grażyna Hanaf)