To nie upał…

To nie upał…
fot. Krzysztof Gwizdała Jarosław K. wymyślił sobie, że oszuka „ciemny naród” (a bo to pierwszy raz?), zrobi z siebie łagodne, zranione jagnię (kto nie zlitowałby się nad łagodnym, zranionym jagniątkiem?), dzięki temu zostanie prezydentem – a potem „przyjdzie do siebie”, powróci do własnej skóry i zacznie realizować swój wielki cel – pisze Robert Rosiński.
istotne.pl wybory, jarosław kaczyński, felieton, robert rosiński

Właściwie powinienem w tej chwili triumfować i wołać na wszystkie strony: A nie mówiłem?! Każdy, kto czytał ze zrozumieniem moje felietony (zwłaszcza ten przed- i powyborczy), pamięta, że – po pierwsze: od początku nie wierzyłem w niezwykłą przemianę wodza PiS-u, niedoszłego prezydenta (czy teraz wielu Polaków nie ma powodów do okrzyku: „Dzięki Bogu, że niedoszłego”?!). Po drugie – przewidziałem dokładnie, że ten, który jeszcze miesiąc temu ogłaszał z wielkim hukiem koniec „wojny polsko-polskiej” (którą sam zresztą kiedyś rozpętał!), że ten sam człowiek, zaraz po przegranych wyborach, tę wojnę rozpocznie od nowa. Kto nie wierzy, że to przewidziałem, niech przeczyta fragment mojego ostatniego felietonu „Po 4 lipca refleksji kilka”.

Tak, powinienem w tej chwili triumfować, ale – niestety – daleko mi do tego. Jestem raczej zszokowany tym, co „wychodzi” w tej chwili z Jarosława Kaczyńskiego. Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak… Jestem zszokowany, bo widzę teraz dokładnie jego cały polityczny zamysł, z którym wyruszył do wyborów prezydenckich.

O co chodziło? Sprawa jest bardzo prosta. Oto Jarosław K. wymyślił sobie, że oszuka „ciemny naród” (a bo to pierwszy raz?), zrobi z siebie łagodne, zranione jagnię (kto nie zlitowałby się nad łagodnym, zranionym jagniątkiem?), dzięki temu zostanie prezydentem – a potem „przyjdzie do siebie”, powróci do własnej skóry i zacznie realizować swój wielki cel.

A tym celem miało być systematyczne atakowanie obecnego rządu (a jako Prezydent RP miałby sporo instrumentów, żeby to skutecznie czynić, i całą armię „jastrzębi” w rodzaju Macierewicza, Kurskiego czy Brudzińskiego do pomocy), systematyczne podgryzanie i burzenie autorytetu rządzących, a w konsekwencji zniszczenie Donalda Tuska i jego ekipy. Nieważne byłyby środki, prowadzące do celu. Nawet kosztem zdestabilizowania stosunków z Rosją i innymi państwami (właśnie usłyszeliśmy tekst o „ruskiej trumnie”, takich tekstów może być niestety więcej).

Taki był polityczny plan, to zdaje się obiecał Jarosław swojemu bratu w pierwszych dniach po tragicznej katastrofie i ten plan realizuje teraz, mimo, a może tym bardziej z powodu przegranych wyborów.

Przeżywamy w tej chwili okropne upały. Wszyscy dostają „lekkiego bzika” z tego powodu. Zwłaszcza ci, którzy muszą pozostawać w rozgrzanym mieście, którzy po prostu muszą w taki ukrop pracować.

Chciałbym wierzyć, że ten upał jest przyczyną obecnego zachowania Jarosława Kaczyńskiego. Ale niestety tutaj (znowu!) nie mam żadnych złudzeń. To nie upał, to żaden „bzik pogodowy”. To czysta, kliniczna nienawiść…

Robert Rosiński