Tekst może i istotny, ale...

Tekst może i istotny, ale...
fot. Krzysztof Gwizdała Pojawił się tekst na „Istotnych…”: „Bo basen był za mały”. Może i istotny, ale nierzetelny. Postanowiłem odpisać.
istotne.pl wybory, dariusz kwaśniewski

Autorka formułuje kilka tez i wiele ocen. „Nowi kandydaci” są nieprofesjonalni, stary kandydat to „sprawujący od ośmiu lat władzę gospodarz”. Autorka dziwi się, że „nowi” koncentrują się głównie „na krytyce inwestycji w mieście”. Ja się też dziwię: temu że ona się dziwi. Jeśli ktoś pisze – jak twierdzi – analizę, powinien się do niej przygotować. Jeśli pisze o miejskich inwestycjach, powinien przejrzeć choćby „SzOP RPO WD” (nagromadzenie niezrozumiałych skrótów celowe) i już by wiedział, że krytyka jest zasadna. Większość inwestycji nie jest udana, choć przyznaję, że ten permanentny lifting miasta może się wielu podobać. Niestety. „Gospodarz” idzie na łatwiznę, licząc – nie bez szans, znów niestety – że ciemny lud to kupi. Dekoracje, obligacje, długi – recepta na sukces Romana? Zdaniem felietonistki – tak.

Autorka charakteryzuje nowych kandydatów, ale znów nierzetelnie, bo na przykład ja się w tej charakterystyce nie odnajduję. Pisze, że „nowi” „albo potępiają w czambuł wszystko”, co robi obecny prezydent, „albo stosują krytykę à la pochwalną ”. Znów uproszczenie. Twierdzę konsekwentnie – od chwili, gdy ogłosiłem, że startuję w wyborach prezydenckich – że prezydent robił rzeczy dobre (dziwne by było, gdyby przez osiem lat tylko szkodził), ale zdecydowanie zbyt rzadko, rzeczy, które mogłyby być dobre, ale je zepsuł, i rzeczy złe. Sytuacja nie jest patowa (terminologia szachowa to odwołanie do mnie zapewne). Sytuacja jest trudna. Dla mnie jako kandydata. Bo obecny prezydent – jako „gospodarz” od ośmiu lat – właściwie niczego nie musi w kampanii robić. Wystarczy, że był i jest „gospodarzem” – również lokalnej telewizji. To mu pomaga i nic go nie kosztuje. Śmietniki, Azart-Sat, krawężniki, Azart-Sat, przecinanie szarf… Standard, ale to wystarczy, aby ci i owi okrzyknęli go ikoną lokalnej polityki. Bo przecież politolog. I w samorządzie od 20 lat. A do tego autorytet – przynajmniej zdaniem autorki. Autorytet, który spokojnie czeka na ostateczną rozgrywkę. Debata? Jaka debata? Przecież nowi kandydaci nie zasługują na to, aby „gospodarz” się z nimi spotkał! Z „gospodarzem”?! Mam nadzieję, że bolesławianie dostrzegą, że unikając bezpośredniej rozmowy o sprawach miasta obecny prezydent lekceważy nie tylko mnie – nowego kandydata – ale ich samych: mieszkańców.

Subtelna ironia w opisywaniu przez autorkę krytycznych głosów dotyczących fontanny, brukowych kostek i basenu może denerwować przeciwników obecnego prezydenta. Podobnie dziwna – przyznaję – skłonność do gloryfikowania jego rzekomych osiągnięć. Felietonistka za sukces uznaje nawet… brak porażki! Bo sukcesem jest ponoć wycofanie się z bzdurnego pomysłu finansowania z pieniędzy podatników samorządowej restauracji. Sukcesem jest, że do MCC zgłaszają się chętni do uczestnictwa w zajęciach artystyczno-kulturalnych! Znaczy mieli się nie zgłaszać? Że w nowym kinie jest projektor 3D. A co powinien być jakiś przestarzały? Czy sukcesem będzie fakt, że do basenu (baseniku) ktoś kiedyś napuści trochę wody? Czy fakt, że napotkany na ulicy mieszkaniec powie, że dług jest OK spowoduje, że dług będzie OK? Przepraszam, czyżby to znaczyło że do nowo wyremontowanego przedszkola „gospodarz” wpuści dzieci? Niesamowite. Dlaczego o tych sukcesach milczy telewizja „gospodarza”? To niedopuszczalne zaniechanie. Całe szczęście, że mamy w necie profesjonalne analizy polityczne, które przeczytać sobie mogą nieprofesjonalni nowi kandydaci. Ja przeczytałem. I przyznaję – autorka ukazała mi zupełnie nowe oblicze „gospodarza”. Autorytet bez skazy.

Specyficzny jest ten tekst. Autorka wyzłośliwia się, że sztaby nowych kandydatów są nieprofesjonalne: nie robią badań, nie mają sond, nie znają metod. Skąd to wie? Nie wiem. Hasła wyborcze określa mianem sztampowych. Dlaczego tak sądzi? Nie wiem – widocznie chce podyskutować o gustach. Robi nam krótki kurs umiejętności komunikacji (mnie też – choć mam „papiery” i z teorii komunikacji, i z andragogiki). Jeśli chce nas obrzydzić wyborcom, gra nie fair. Jeśli zmotywować do walki w ostatnich kilku tygodniach – robi nam przysługę. Gdzie leży prawda? Czy – jak zwykle – pośrodku?

Dziwny jest ten tekst. Czy można zatem się dziwić, że w komentarzach do tekstu pojawiają się głosy, że „Gwizdała się sprzedał”? Nie można. Choć moim zdaniem – się nie sprzedał. Idą wybory, więc chce zarobić, jak każdy z branży „medialnej”. Ale, prawdę mówiąc, zupełnie mnie to nie obchodzi. Uważam, że nie to jest istotne, czy „gospodarz” kupił „Istotne”. Dużo ważniejsza jest inna kwestia.

Jak wygrać z „gospodarzem”?

Odpowiem krótko – pisać i mówić prawdę. I mieć odwagę ją głosić. Bo – jak kiedyś napisał ktoś mądry – „siostrą prawdy musi być odwaga”. Szańce do obrony ratusza budowane są z wielką determinacją. Usypują je nie tylko członkowie komitetu wyborczego obecnego prezydenta. „Gospodarz” szykuje szeroki front poparcia. Pewność wygranej (?) czy raczej obawa przed wynikiem wyborów powodują, że „gospodarz” obiecuje na lewo i prawo fanty i zaszczyty. Poznaliśmy już nowych (na następną kadencję) wiceprezydentów. Mobilizacja pełna. Nawet jeden z nowych kandydatów mówi lepiej o „gospodarzu” niż o sobie samym. Ale trudno się dziwić. „Gospodarz” i nowy kandydat są w tej chwili w koalicji, która… rządzi ratuszem. Trudno będzie wygrać z „gospodarzem”, bo rządzi już osiem lat. Bo przez osiem lat miasto nie mogło się nie zmienić. Bo mieszkańcy nie wiedzą, że można było lepiej, a widzą zmiany. Bo obecnego układu bronią ludzie, którzy rządzą Bolesławcem od wielu lat. Zmieniają się tylko nazwy ich komitetów wyborczych. PiS poszedł w niełaskę. Dawni partyjni stali się bezpartyjnymi fachowcami. Prezydenci, biznesmeni mający szczęście w transakcjach kupna - sprzedaży, prezesi spółek komunalnych, prezesi namaszczonych przez „gospodarza” klubów sportowych i stowarzyszeń; urzędnicy (niesłusznie) straszeni wizją ataku hordy Hunów, którzy będą ścinać głowy i zwalniać. Nie będzie łatwo wygrać, bo „gospodarz” ma telewizję i tysiące „promocyjnych długopisów” oraz znaczną grupę ludzi, dla których „gospodarz” jest – ich zdaniem – być albo nie być.

Czy można wygrać z „gospodarzem”? Tak. Wystarczy „tylko” i jednocześnie „aż” dotrzeć z prawdą do większości mieszkańców. Przedstawić rozsądną alternatywę. Wykonać zadanie, które sobie postawiliśmy. Startuję, aby wygrać. I żadna istotna analiza – szczególnie, że nieszczególnie rzetelna – mnie do tego nie zniechęci.

PS. A na początek prośba do czytających – odpowiedzcie sobie na pytanie: Dlaczego „gospodarz” nie chce debaty? Przecież jest autorytetem bez skazy.

Dariusz Kwaśniewski