O mogilnikach i wyborach

O mogilnikach i wyborach
fot. Krzysztof Gwizdała Posłuchaliście, poszliście na wybory, zagłosowaliście na kogoś innego. I ja nie mam o to pretensji. To jest właśnie demokracja. Życzę wam tylko, żebyście za te 3-4 lata byli nadal tak samo zadowoleni ze swojego wyboru, jak dziś. Najważniejsze dla mnie jest to, że nasze dzieci i wnuki będą miały nieskażoną ziemię i czystą wodę – pisze Robert Rosiński.
istotne.pl wybory, robert rosiński, mogilnik

Ponieważ wiem, że moje felietony są czytane także w okręgu, w którym startowałem w wyborach do powiatu i w którym dopiero co poniosłem wyborczą porażkę (o ile można nazwać porażką zdobycie 239 głosów) – tą właśnie elektroniczną drogą chciałbym w tej chwili bardzo bardzo serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy (po raz kolejny) oddali na mnie swój głos. Moim przyjaciołom, wspaniałym rodzicom i byłym uczniom z Iwin, z Lubkowa, z Tomaszowa, Szczytnicy i z paru innych miejsc. Tym wszystkim, którzy nie tylko na mnie zagłosowali, ale i starali się przekonać do mnie innych. Dziękuję również tym, którzy zagłosowali na mnie po raz pierwszy. W trakcie mojej kampanii poznałem kilku świetnych, ciekawych ludzi (m.in. z Łazisk) – serdecznie ich teraz pozdrawiam! W końcu – z ciężkim sercem, ale jednak – dziękuję i tym, którzy na mnie nie zagłosowali (głównie z Iwin i z Lubkowa). Sam przecież zachęcałem was do tego, żeby iść głosować. Posłuchaliście, poszliście na wybory, zagłosowaliście na kogoś innego. I ja nie mam o to pretensji. To jest właśnie demokracja. Życzę wam tylko, żebyście za te 3-4 lata byli nadal tak samo zadowoleni ze swojego wyboru, jak dziś.

Co do mnie – nie wiem jeszcze, co będę robił w najbliższej przyszłości. Na pewno nie będę siedział bezczynnie. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to niemożliwe.

Ostatnie dni nie były dla mnie zbyt przyjemne, to chyba zrozumiałe, ale jedna sprawa nieodmiennie podtrzymywała mnie na duchu. Właśnie kończą wywozić zawartość tzw. mogilników w Iwinach (istotne.pl/a5459.php). Okazało się, że rozmaitych trujących substancji jest tam więcej, niż ktokolwiek przypuszczał (blisko 100 ton!) i że na pewno nie były one odpowiednio zabezpieczone. Wydobywaniu tego świństwa z ziemi towarzyszy bardzo brzydki zapach, co powinno być zrozumiałe dla każdego, kto wie, co tam przez lata leżało. I właśnie w związku z tym dotarła do mnie, rozpowszechniana przez paru „życzliwych”, opinia, że cały ten smród jest… z mojej winy. Tak, tak – zachciało się, byłemu już, radnemu ruszać świństwo, które „siedziało” sobie spokojnie w ziemi od 35 lat.

Otóż, drodzy mieszkańcy, zapewniam was, jeszcze kilka dni – trucizny wywiozą, przykry zapach przestanie wam dokuczać i tylko niektórym z tych, którzy powtarzali te wierutne bzdury, zrobi się trochę wstyd… A może i nie.

A najważniejsze dla mnie jest to, że nasze dzieci i wnuki będą miały nieskażoną ziemię i czystą wodę. Czego i sobie, i wam z całego serca życzę!

Robert Rosiński