Jestem moim bohaterem. Spotkanie z Markiem Krajewskim

Jestem moim bohaterem. Spotkanie z Markiem Krajewskim
fot. Grażyna Hanaf Marek Krajewski, jeden z najpopularniejszych polskich autorów kryminałów, spotkał się z czytelniczkami w Galerii Format.
istotne.pl literatura, mbp, galeria format, marek, krajewski

Na spotkanie z Markiem Krajewskim przyszły niemal wyłącznie kobiety. W sali wytworzyła się bardzo miła atmosfera. Panie ze swobodą wymieniały z autorem poglądy na temat kryminałów i ich twórców.

Krajewski jest dżentelmenem i erudytą w każdym calu. Jedna z czytelniczek zapytała go, czy z powodu swojego akademickiego wykształcenia nie chciał podnieść rangi kryminału, który jest traktowany jako literatura popularna. Autor przyznał, że choć sentencjami łacińskimi uciszał swoje małe dzieci przy stole, nie miał ambicji na siłę tworzyć ze swych książek literatury wysokiej. Ale przyznał, że pewna pani profesor zgromiła go za zajmowanie się tak popularnym gatunkiem.

fot. Grażyna Hanaf

Twórca postaci Eberharda Mocka mówi o sobie: pesymista defensywny. Woli nie oczekiwać zbyt wiele, by się nie rozczarować, a zawsze może się zdarzyć miła niespodzianka. Tak właśnie było z jego pierwszą powieścią („Śmierć w Breslau”), której fabułę wymyślił w kilka godzin, katalogując łacińskie elaboraty w bibliotece Ossolineum. Nie wierzył nawet w to, że ta książka zostanie wydana, a co dopiero, że zostanie przetłumaczona na 18 języków.

Tworzenie przez niego opowieści kryminalnych, mrocznych i krwawych, to z jednej strony wynik fascynacji historią dawnego Wrocławia, a z drugiej – ciągotek z dzieciństwa do pisania horrorów.

Krajewski uważa się za rzemieślnika. Świat, który tworzy, pełny jest szczegółów i przemyślanych faktów. Jeśli żona głównego bohatera pachnie perfumami, to muszą one skądś pochodzić. Autor wyszukał dom handlowy z epoki, w którym wrocławianki kupowały perfumy. Ta skrupulatność zaprowadziła go nawet na salę szpitalną, gdzie uczestniczył w sekcji zwłok.

– Potrzebowałem tego do precyzyjnych opisów ofiar przestępstw – wyjaśnia Krajewski. – Mówiono mi, że trup wydziela mdły zapach, ale czym jest ten mdły zapach, nikt nie potrafił mi wyjaśnić. To samo dotyczyło szczegółów obrażeń. Jak wygląda rozerwana śledzona czy przebity żołądek? Zobaczyłem to na własne oczy i mogłem opisać rzetelnie.

Marek Krajewski, opisując swojego bohatera Eberharda Mocka, przyznał się, że z upodobań Mock przypomina jego samego. Jak twórca lubi dobrze zjeść i rzuca łacińskimi sentencjami z taką łatwością, z jaką inni przeklinają. Krajewski odkrył, że fizycznie Mock to znany polski aktor Janusz Gajos. Krępy, średniego wzrostu z mocno zarysowana szczęką.

fot. Grażyna Hanaf

Spotkanie z Markiem Krajewskim zakończyła opowiedziana przez niego anegdota. Podczas spotkań z czytelnikami w Niemczech zagadnął go mężczyzna, który powiedział: – Pamięta pan scenę ze swojej pierwszej powieść „Śmierć w Breslau”, w której opisuje pan piękną, polską żonę dyrektora biblioteki miejskiej wchodzącą do gabinetu męża z dziesięcioletnim synem? Ten syn to ja!

Okazało się, że epizodyczna i wprowadzona tylko do ubarwienia jednej ze scen wymyślona przez pisarza postać istniała naprawdę. Co więcej, przybyła na spotkanie z Krajewskim. Kiedy spotkali się powtórnie we Wrocławiu, Marek Krajewski patrzył na miasto oczami Niemca. Budynek Uniwersytetu był dla niego Gimnazjum Św. Macieja, a biblioteka „Na Piasku” domem rodzinnym, bo jej dyrektorzy mieli tam swoje apartamenty. W ten sposób świat powieści nałożył się na świat rzeczywisty, podkreślając i talent, i magię pisarstwa Krajewskiego.

(informacja Grażyna Hanaf)