Kierunek: lewo

Kierunek: lewo
fot. Krzysztof Gwizdała O Bułgarii w deszczu i matactwach biur podróży zatajających pogodowe anomalie w słonecznych krajach.
istotne.pl turysta, bułgaria

W Bułgarii był to rok deszczów w lipcu. Pogoda, która podobno nie jest ani zła, ani dobra, a po prostu jest, była beznadziejna. Przysłowia ludowe mówiły jasno już w lutym, że lipiec będzie pod psem. Najstarsi górale powtarzali coś, co brzmiało: „Luty po wodzie, w lipcu po pogodzie”. A w lutym ulewa była za ulewą. Precyzyjne przyrządy pomiarowe NATO potwierdzały ludową mądrość, ale Międzynarodowa Agencja do Zatajania Anomalii Pogodowych działająca przy Międzynarodowej Organizacji Turystyki ukryła skrzętnie tę informację przed turystami z podłej chęci zysku.

Był to też rok współpracy z firmą Air Polonia, której samoloty latały do Bułgarii i były jak ta pogoda — kapryśnie i nieprzewidywalne. Zdarzało się, że z nikomu nieznanych przyczyn, nie wylatywały z portów macierzystych przez ćwierć doby i nie dawało się tego zataić. Nikt nie potrafił wytłumaczyć ani zachowania tej firmy, ani pogody. Deszcz nieprzerwanie padał przez pięć dni podczas siedmiodniowego urlopu, a na koniec samolot spóźniał się o sześć godzin.

Podejmowano oczywiście próby wpłynięcia na zmianę tej dyskomfortowej sytuacji poprzez naciski i składanie skarg na opóźniającą się firmę lotniczą. W stosunku do pogody pracownicy turystyki zachowali pokorę i nie ingerowali. Raz, gdy absolutnie nikt nie mógł pojąć, dlaczego samolot Air Polonii nie dotarł na lotnisko w Warnie, a turyści czekali na odlot od ośmiu godzin, postanowiono odnaleźć przedstawiciela rzeczonych linii w Bułgarii.

Odbyto poważną rozmowę z panią z informacji na lotnisku w Warnie, poirytowaną zbytnią dociekliwością pilotów. Niczego od niej nie wydobyto, ani numeru telefonu, ani nawet informacji, kto jest odpowiedzialny za powiadamianie o opóźnionych samolotach.

Jedna sprytna pilotka poprosiła swoją koleżankę w biurze w Polsce o odnalezienie numeru zagranicznego przedstawiciela Air Polonii. I z miną triumfatora spoglądała na niemiłą panią w informacji. I czuła się jak mistrz przebiegłości. I uzyskała ten numer po godzinie poszukiwań i był to nawet bułgarski numer. I pilotka nie odeszła od okienka informacji, by pokazać kobiecie, jak się załatwia takie sprawy i jak wygląda kompetencja. I demonstracyjnie, w asyście koleżanek, wykręciła numer bułgarskiego przedstawiciela linii lotniczych. I połączenie zostało zrealizowane. Tylko, że słuchawkę podniosła ta sama niemiła pani z informacji na lotnisku, przed którą grano to wielkie przedstawienie. Patrząc na siebie wymieniły przez telefon powitania. Pilotka straciła na buńczuczności, a pani z informacji wcale nie miała miny pokonanego!

Tylko cotygodniowe transfery na lotnisko, bez względu na to czy samolot zjawiał się, czy nie, były przewidywalnym i racjonalnym zjawiskiem w tej burzy uczuć, niezadowolenia i frustracji.

Kiedy samolot przylatywał piloci i pilotki z uśmiechem na ustach witali wychodzących z hali przylotów turystów. W dłoniach dzierżyli tabliczki z logo biur i informowali nowoprzybyłych, że autobusy rozwożące turystów do hoteli, stoją na parkingu, znajdującym się po lewej stronie od wyjścia. Turyści wychodzili z bagażem, witali się, wysłuchiwali informacji i udawali się we wskazanym kierunku.

To był Rok Anomalii i właśnie jedna z nich nadchodziła z walizką i uśmiechem na ustach.
— Dzień dobry, witamy w Bułgarii! — powitała ją pilotka w randze komandosa turystyki¹ — Autobus stoi na parkingu. Na parking należy skręcić w lewo przy wyjściu.
— A lewa tutaj po tej samej stronie, co w Polsce? — zadała pytanie Zagadka Inteligencji Ludzkiej.

Niebo zasnuło się chmurami, zaczynał mżyć deszcz. Turyści rozpoczynali kolejny tydzień urlopu w słonecznej Bułgarii.

¹ Stopień komandosa turystyki otrzymuje się po odbyciu co najmniej trzech akcji wiezienia turystów do innego hotelu niż wykupiony przez nich w biurze podróży. Nazwa fachowa tej fatalnej pomyłki brzmi: overbooking. W praktyce turysta wykupuje wakacje w hotel Nimfa w jednej miejscowości, a na miejscu jest wieziony do hotelu Babilon zupełnie gdzie indziej. Tam jest zmuszony do zakwaterowania się. Najczęściej przyczyną skandalu jest nieistnienie hotelu Nimfa albo zajęcie go przez innych turystów, którzy przylecieli szybciej, inną linią lotniczą. Słuszny gniew turysty nie zna granic, a jedyną osobą, której można osobiście wyrazić swoje niezadowolenie, jest pilot. W tym miejscu oddaję hołd tym pilotom, którzy polegli w akcji.

Grażyna Hanaf