Lokalni działacze Ruchu Narodowego i Nowej Nadziei (część koalicji Konfederacja Wolność i Niepodległość) opublikowali w mediach społecznościowych nagranie, w którym ostro krytykują system kaucyjny. W materiale występują przedstawiciele Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego, przekonując, że nowe przepisy utrudniają codzienne życie Polaków.

Na nagraniu słychać argumenty o wyższych kosztach, kolejkach, problemach ze zwrotem opakowań i konieczności trzymania butelek w domu. Padają też mocne polityczne hasła o wspólnej odpowiedzialności PiS i PO za wprowadzenie systemu. Jedno z bardziej wyrazistych zdań dotyczyło tego, że nie można robić z Polaków „śmieciarzy”.

I właśnie ten kierunek przekazu najwyraźniej nie przekonał odbiorców.

Pod filmem szybko pojawiła się lawina komentarzy, a ton wielu z nich był dla autorów nagrania wyjątkowo nieprzyjemny. Internauci w dużej mierze nie tylko nie zgodzili się z krytyką systemu kaucyjnego, ale wręcz otwarcie wyśmiewali cały pomysł robienia politycznej akcji wokół oddawania butelek i puszek.

W komentarzach powtarzał się argument, że podobne rozwiązania od lat działają w innych krajach i nikt nie traktuje ich jak cywilizacyjnej katastrofy. Część osób pisała wprost, że skoro można wynieść plastik do kosza, to można też podejść do butelkomatu i odebrać zwrot kaucji. Nie brakowało też złośliwych uwag, że jeśli ugrupowanie ma problem akurat z tym, to trudno traktować je poważnie jako siłę gotową do rozwiązywania większych spraw.

Kilku komentujących zwracało uwagę, że system kaucyjny już teraz pomaga ograniczać liczbę puszek i butelek porzucanych w rowach, parkach czy przy śmietnikach. Inni przypominali, że kiedyś zwrot opakowań był czymś zupełnie normalnym i nie budził emocji.

Oczywiście pojawiły się też pojedyncze głosy poparcia – niektórzy wskazywali na praktyczne mankamenty systemu, takie jak sposób rozliczania kaucji, forma zwrotu środków czy organizacyjne problemy po stronie sklepów. Tyle że wśród setki ostrych krytycznych komentarzy te uwagi zginęły.

Trudno się zresztą dziwić, że internet zareagował właśnie tak. W oczach wielu mieszkańców nagranie miało raczej charakter politycznego happeningu niż poważnej debaty o gospodarce odpadami. Zamiast szerokiego poparcia wyszedł więc dość osobliwy spektakl, w którym głównym bohaterem okazała się nie polityka, lecz butelka po napoju.

Cała sytuacja pokazuje też coś jeszcze: w lokalnej polityce naprawdę trzeba uważać, z czym wychodzi się do ludzi. Bo można chcieć rozpętać wielką dyskusję o wolności, kosztach i państwowych regulacjach, a skończyć z wizerunkiem ekipy, która wypowiedziała wojnę butelkomatowi. A to, jak wiadomo, nie zawsze brzmi tak dumnie, jak zapewne miało brzmieć.