Prezydent Piotr Roman, przedkładając w czasie środowego posiedzenia Rady Miasta Bolesławiec sprawozdanie z ważniejszych działań podjętych w okresie międzysesyjnym, wspomniał o problemie z bohomazami na wiadukcie:

Wielokrotnie występowałem pisemnie do PKP PLK. Ta firma jest zarządcą wiaduktu kolejowego w Bolesławcu.

Powód wystąpień? Pseudograffiti. Włodarz apelował o usuwanie wątpliwej jakości dzieł.

W końcu magistrat zaproponował, że to właśnie urząd się tym zajmie – ale we współpracy ze wspomnianą spółką.

W kwietniu ub.r. prezydent zaprosił do Bolesławca przedstawicieli firmy. Jak się okazało, zarządca stwierdził, że obiekt został oczyszczony w 2023 r. I że „ponawianie tych czynności bez jednoczesnego wdrożenia skutecznych działań prewencyjnych ze strony Miasta jest ekonomicznie nieuzasadnione”. W podobnym tonie utrzymane były pisma od wrocławskiego szefostwa spółki.

Nie bardzo rozumiem, co mam zrobić? Mamy postawić strażnika miejskiego? – komentował na sesji szef magistratu. – Planujemy monitoring, ale na dzisiaj obowiązkiem każdego właściciela jest usuwanie takich rzeczy.

Spółka napisała też, że „z dużym prawdopodobieństwem” tych aktów wandalizmu dokonali… mieszkańcy Bolesławca. – To jest korporacyjna nowomowa. Nam chodzi tylko o to, żeby przynajmniej raz do roku nastąpiło usunięcie tych napisów – skwitował włodarz.

I zaraz dodał: – To po co to PLK? To przejmijmy ten wiadukt.

Oraz zapowiedział, że skieruje pismo – tym razem do prezesa spółki w Warszawie. W dokumencie mowa m.in. o tym, że zarządca „z godną podziwu konsekwencją ignoruje swoje ustawowej obowiązki w zakresie ochrony zabytków”.

Nie mogę pozwolić na traktowanie miasta w ten sposób – zaznaczył P. Roman. – Mamy swoją dumę i honor. Nie złapano nikogo za rękę, nie ma dowodów na to, że byli to mieszkańcy Bolesławca. To tak, jakby ktoś nam napluł w twarz.