Wiesław Surówka to rycerz z zamiłowania, ale też świetny hodowca koni. Konie rasy śląskiej, które pan Wiesław hoduje, są na sprzedaż. Piękne, przyjazne, zadbane i wyjątkowe. Chowane z miłością i szacunkiem.
– Na sprzedaż mam klacze już źrebne – wyjaśnia Wiesław Surówka. – Za dużo się ich zrobiło i chciałbym się podzielić tym swoim dorobkiem. Jeżeliby ktoś był zainteresowany, oczywiście z odpowiednim szacunkiem dla tych koni, to proszę o kontakt. Mam tylko konie rasy śląskiej, z pełnym pochodzeniem. Tylko jeden zdaje się nie ma pełnego pochodzenia, ponieważ moja hodowla zaczęła się od klaczy, która nie miała papierów, choć była „pełnej krwi Ślązakiem”. Wiem, że decyzja o zakupie źrebnej klaczy jest trudniejsza. To oferta dla kogoś, kto już zna się trochę na koniach. Bo jak w marcu lub kwietniu przyszłego roku źrebaki przyjdą na świat, to trzeba już życie sobie przestawić na inny tryb – dodaje hodowca koni.
Doskonały hodowca. Zaklinacz koni
Wiesław Surówka ma doskonałą opinię jako hodowca.
– Wiesław z Grodźca to człowiek z wielkim doświadczeniem w pracy z bardzo trudnymi końmi – mówi jego znajomy Remigiusz Jędrej. – Swoją wiedzę na temat zwierząt Wiesław czerpie z wieloletniej pracy z trudnymi końmi, a hodowla koni u niego trwa od pokoleń. Nie ma konia, z którym by sobie nie poradził. Takich ludzi z tak dużym doświadczeniem jest coraz mniej. Kochających to, co robią, i nieprzeliczających wszystkiego na zyski. Polecam przepiękne tereny wokół zamku Grodziec, czy na końskim grzbiecie, czy bryczką, bo każdy u Wiesława znajdzie coś dla siebie – dodaje przyjaciel.
Konie, potwierdza Wiesław Surówka, zawsze były w jego gospodarstwie. W czasach młodości ciężko pracowały wraz z ludźmi.
– Moim zadaniem było w niedzielę tylko konia wyprowadzić na pastwisko, więc zanim to zrobiłem, jeszcze rundka na oklep na koniu po okolicy była – wspomina swoje dziecięce lata Wiesław. – Sąsiedzi wtedy skarżyli na mnie ojcu, że koń, zamiast w niedzielę odpoczywać, też jeszcze na pewno jeździł – dodaje.
Pierwszą klacz Wiesław kupił za pożyczone od brata pieniądze i tak się bał przyznać, że został właścicielem konia, że pół roku trzymał go u sąsiada, by w domu nie dostać bury.
– Później, jak zacząłem jeździć tą swoją klaczą, to poznałem znanego hodowcę koni, pan Jana Barskiego ze Zbylutowa – opowiada Wiesław. – Zacząłem do niego jeździć z klaczą, bo on miał tam ogiera z Książa. I po kilku wizytach on mi powiedział, żebym przygotował ogiera do zawodów treningowych w Książu. Nie znałem się na tym i obawiałem, że nie podołam, ale pan Jan powiedział: „Ja widzę, że ty masz rękę do koni”. I tak zacząłem z nim współpracować i przez kilka lat przygotowywałem ogiery na wystawy, które później dostawały licencje do krycia. No i tak się to zaczęło – mówi hodowca.
Czarny Wiesław z Grodźca
Czarny Wiesław z Grodźca, bo taki imię przybrał w założonym przez siebie Bractwie Rycerskim, ma pełną zbroję, 13-kilową kolczugę i dwa miecze, którymi zwinnie walczy na pokazach i piknikach historycznych. To również historyk amator i wielki admirator pałacu i zamku w Grodźcu. Zna oba założenia jak własną kieszeń. Dorastał w cieniu zamku w Grodźcu, dominującym na wysokim wzgórzu nad okolica. Pracował w nim, a w pałacowych stajniach urządzał dyskoteki na sto osób w latach 80. XX wieku.
Skontaktuj się
Wiesław Surówka – telefon 506 341 566