Przygoda Anety Cieśli z misami zaczęła się dość niewinnie – od wyjazdów jogowych, podczas których nieodłącznym elementem były koncerty na instrumentach o naturalnych dźwiękach.
– Już wtedy czułam, jak muzyka oddziałuje na ciało, ale prawdziwym przełomem stało się spotkanie z misą kryształową – opowiada swoją historię lekarka. - Koleżanka przyniosła ją na jedno z naszych kobiecych spotkań. Kiedy uderzyłam w misę i usłyszałam pierwszy dźwięk, natychmiast się zakochałam. To było jak tęsknota, która nagle zwiastuje nowe możliwości. Wiedziałam już, że chcę słyszeć ten dźwięk cały czas – opowiada Aneta Cieśla.
Nie czekając długo, następnego dnia zadzwoniłam do sklepu z instrumentami i chciałam kupić swoją misę. Zaskoczył mnie jednak wybór – aż siedem rodzajów! Oczywiście nie mogłam się zdecydować, więc kupiłam je wszystkie. Najpierw grałam tylko dla siebie, rodziny i najbliższych znajomych, ale szybko zapragnęłam poszerzać swoją kolekcję o kolejne instrumenty.
Od fascynacji do nauki i planetarnych dźwięków
Pierwszy gong zamówiłam u pana Mugela z Portugalii. Wykuwał go specjalnie dla mnie jako gong planetarny Saturn – o częstotliwości 147,85 Hz, odpowiadającej wibracji tej właśnie planety. Ten dźwięk nie tylko niesamowicie harmonizuje, ale działa uzdrawiająco na kości, zęby, mięśnie, ścięgna, a nawet na przysadkę mózgową, a więc – pośrednio – na cały układ hormonalny.
Chciałam jednak wiedzieć więcej, więc ruszyłam na szkolenia z gry na misach i gongach. Trafiłam do pani Małgorzaty Kronenberger, doktora muzyki ze słuchem absolutnym, gdzie uczę się do dziś. To niesamowite uczucie odkrywać kolejne stopnie wtajemniczenia i uczyć się, jak używać tych dźwięków do poprawy zdrowia, relaksu i tworzenia muzyki, która naprawdę koi duszę.
Jak wyglądają koncerty?
Grając na instrumentach dla innych, widzę, jak bardzo muzyka potrafi ich dotknąć. Jedni zasypiają w trakcie, inni unoszą się w świat wyobraźni, a jeszcze inni po prostu chłoną dźwięki, relaksując się. Taka radość i wzruszenie napędzają mnie, by dzielić się tym coraz szerzej. Kiedy gram, sama odpływam do wewnętrznego świata i pozwalam, żeby to muzyka prowadziła mnie przez koncert.
Nie planuję kolejności instrumentów – wyznacza ją chwila i energia ludzi. Jedynym ograniczeniem jest czas, bo godzina takiego koncertu mija błyskawicznie!
Moja druga strona – medycyna i naturalne metody
Zawodowo jestem lekarzem i przez długi czas obawiałam się, jak otoczenie odbierze moją nową pasję. Przez pierwsze lata grałam tylko dla rodziny, ale z biegiem czasu zdecydowałam się pokazać publicznie swoje drugie ja. Moi znajomi wiedzą, że mam wiele zainteresowań.
W październiku zeszłego roku zdałam egzamin państwowy na naturopatę i dziś w pracy łączę wiedzę akademicką z naturalnymi metodami – stosuję m.in. akupunkturę, a czasem, gdy pacjent leży na fotelu dentystycznym, aplikuję też igły do akupunktury.
Dla mnie samej misy są sposobem na codzienną regenerację. Bywa, że wracam z pracy wykończona i w kilka minut grania wraca mi energia zarówno fizyczna, jak i psychiczna. To naprawdę fenomenalnie działa
Dźwięk, ciało, relaks – dlaczego chcę się tym dzielić?
Stare porzekadło mówi, że muzyka łagodzi obyczaje, a ja wierzę, że uspokaja też mózg i ciało. Jesteśmy zbudowani z atomów i nasz organizm komunikuje się ze światem nie tylko słowem, ale i wibracją. To właśnie gra na naturalnych instrumentach, w określonych częstotliwościach (znanych jako częstotliwości Solfeggio), jest dla mnie sposobem na dotarcie do prawdziwej, pierwotnej harmonii:
- 174 Hz – redukcja bólu
- 285 Hz – regeneracja
- 417 Hz – oczyszczanie
- 528 Hz – wibracja miłości i aktywacja DNA
- 432 Hz – częstotliwość NATURY, przynosząca ukojenie i spokój
Robię to, bo zależy mi, by w świecie pełnym pośpiechu, rywalizacji i napięć przypominać ludziom, że życie jest piękne. Po koncertach widzę to na własne oczy: ludzie wychodzą odmienieni, ich wzrok staje się radosny, miękki, szczęśliwy…
Wiem, że dziś żyjemy w ciągłym biegu, ale choćby godzina koncertu potrafi przynieść niebywały odpoczynek. Nasz układ nerwowy wreszcie może się zrelaksować, aktywuje się nerw błędny odpowiedzialny za trawienie i relaks. Chcę uczyć, że są tak proste sposoby na polepszenie samopoczucia: wystarczy zabrać matę, kocyk, położyć się, dać się ponieść dźwiękom, a resztą zajmie się już muzyka i mądrość ciała.