Jak informuje Fundacja Pomocy Zwierzętom Bezpieczna Przystań:
To historia walki o życie. Historia bólu, rozpaczy, ale i nadziei.
To historia jednego kociaka, który miał już niemal wszystko stracone… i dwóch kobiet, które nie przeszły obojętnie.
Marzena i Kornelia – to dzięki nim ten kotek jeszcze żyje.
Gdy go zobaczyły, był już cieniem kota. Młody, przeraźliwie wychudzony, niemal sama skóra i kości. Wychodził spod Biedronki, gdzie zapach kebaba wabił go do ludzi – do jedzenia, do ratunku. Ale nikt nie reagował. Nikt, aż do tego dnia…
I dodaje:
Marzena miała przy sobie karmę – to uratowało życie. Kotek nie uciekał, jakby już nie miał siły. Kornelia szybko zadzwoniła do nas. Zgodziliśmy się – bez wahania. One pobiegły po transporter, po samochód... i tak trafił do nas. Mały wojownik.
I dodaje:
Ale to, co zobaczyliśmy po otwarciu transportera...
Nie da się opisać słowami.
Uderzył nas smród rozkładającego się ciała. Z ust ciekła ślina. Oko – jedno wielkie ropiejące
ognisko bólu. W policzku... dziura na wylot. A w środku – larwy much.
Ten kot konał.
W bólu, strachu i samotności.
A mimo to – chciał żyć.
Oraz uzupełnia:
Nie mogliśmy czekać. Natychmiast podaliśmy leki przeciwbólowe. I modliliśmy się, żeby dotrwał do rana.
Zawiozłam go do lecznicy. Tam natychmiast zajęli się nim lekarze.
Po kilku godzinach zadzwonił telefon.
Usunięto zgniliznę, oczyszczono ranę. Oko stracone. Tkanki zniszczone.
Ale... on żyje. I walczy.
A także podsumowuje:
Przed nami – długa droga.
Nie wiemy, czy przetrwa. Nie wiemy, jak bardzo organizm został zatruty.
Ale jedno wiemy na pewno: nie wolno nam się poddać.
Nie wiemy, co mu się stało. Czy został pogryziony? Potrącony? Zostawiony na śmierć?
Wiemy tylko, że ludzka obojętność niemal go zabiła.
A teraz potrzebujemy pomocy ludzi o dobrym sercu, by go uratować do końca.
Możesz pomóc:
- Dane do wpłat: 54 1090 1939 0000 0001 5245 5099 – mówię nie obojętności,
- link do zbiórki,
- kontakt do fundacji 666963614 / 513489042.