Gratulacje dla Grzesia i młodych z Via Sudetica. Zrobili to wszystko sami, projekt powstał z ich własnego pomysłu, poświęcili mu mnóstwo serca i czasu. Obejrzałam wernisaż i spektakl, jestem pod wrażeniem i na pewno będę w Concordii w trzy kolejne piątki. Nie mogę wyjść z podziwu również nad dojrzałością tej młodzieży - organizatorów i członków Via Sudetica, którzy niesłychanie dyplomatycznie wypowiedzieli się przed kamerą na tematy zakulisowe. Widać nie chcą mówić o niemiłych sytuacjach, które ich spotkały na początku realizacji projektu - nie dziwię się, występowali oficjalnie, w imieniu Via Sudetica, odnieśli sukces i pewnie nie chcieli tego sukcesu zaprawiać goryczą. Ale ja myślę, że ludzie powinni się dowiedzieć, jak została potraktowana młodzież, kiedy przyszła do BOK ze 100-procentowo gotowym projektem i prośbą o niewielką naprawdę pomoc. Potrzebowali tylko sali na realizację pomysłu, chcieli nawet, aby pomysł ten sygnował BOK jako organizator. Usłyszeli od pani dyrektor NIE. Wyrażone za pośrednictwem pracownicy BOK, bez wyjaśniania, dlaczego BOK się nie zgadza. Nie, bo nie. I jak oglądam teraz panią dyrektor mówiącą „porozumieliśmy się na tyle, że zdecydował, że będzie robił to sam", to obrzydzenie mnie bierze. Dlaczego nie powie prawdy, która brzmiałaby „nie chcieliśmy, nie zgodziliśmy się, nie widzieliśmy sensu tego projektu, nie podobał nam się pomysł"? Bo przecież tylko jedna fraza z wypowiedzi tej pani jest prawdziwa, tj. „był u nas główny organizator tego przedsięwzięcia. " Zastanówmy się, po co zjawiałby się organizator u pani dyrektor, skoro porozumienie polegało na tym, że zrobi spektakl sam? Dlaczego nie jest pani szczera, pani dyrektor? Jest to dalszy ciąg smutnej historii pt. „wszystko o Pani Dyrektor", zarządzającej instytucją, która ma przecież służyć zaspokajaniu kulturalnych potrzeb obywateli miasta. Z innej beczki, ale ad rem. Ostatnio koleżanka ze znajomymi poszła na 21 do kina. 15. 10 - żeby nie być gołosłowną. Forum było zamknięte na głucho. Żaluzje na kasie i żadnej informacji. Wreszcie po kwadransie pojawił się ktoś wewnątrz, kto przez zamknięte drzwi powiedział „nie, nie, dzisiaj nie ma seansu, na górze przygotowuje się spektakl na jutro". Żenada, prawda? Zrozumiałe, że spektakl „FRIDA" musiał mieć czas na przygotowanie sceny. Ale wypadałoby powiadomić jakoś o odwołaniu seansu, czyż nie? To po prostu brak szacunku dla widzów. I dochodzimy do następnej kwestii związanej ze spektaklem, na którym z kolei ja byłam. Był przepiękny i godny zobaczenia. A widziało go jakieś 100 osób na sali. Ogromna część sali świeciła pustkami. Nie dziwię się - bo w ogóle nie było promocji tego spektaklu. Widziałam tylko plakaty w holu Forum. Dlaczego nie było ich widać w mieście? Ja sama dowiedziałam się o spektaklu od znajomych, pracujących w BOK. Ktoś pewnie powie, było pusto, bo bilety były drogie. Rozumiem, że 40- 50 zł to może jest dużo, ale mnóstwo osób po prostu nie miało pojęcia, że taki spektakl będzie. A potem pan prezydent powie tak, jak podobno mówił czas jakiś temu o bluesie - że blues pada, bo nie ma już na niego zapotrzebowania, że się przeżył. Czyli - że nie ma zainteresowania kulturą i sztuką w Bolesławcu. I mieszkańcy miasta wychodzą w najlepszym razie na super zapracowane roboty, które nie mają na nic czasu; jeśli nie na tłuków, cieszących się bezmyślnie tylko z Dody za darmo. Szczerze się cieszę, że projekt „Ona i On" odniósł sukces - chciałabym mieć nadzieję, że to będzie lekcja dla BOK, żeby nie lekceważyć wartościowych inicjatyw, ale też żeby zacząć nas, mieszkańców wreszcie szanować. Ale jakoś nie mam tej nadziei. Chyba że kiedyś zmieni się dyrektor.