religia to przedmiot wprowadzony do polskich szkół nielegalnie. Ani program zajęć ani podręczniki nie są nadzorowane przez Ministerstwo Edukacji. Katecheci nie odpowiadają przed dyrektorem danej placówki (powołuje ich i odwołuje biskup), ale mają dostęp do Librusa oraz uczestniczą w zebraniach rady pedagogicznej. Często organizują też ogólnoszkolne wydarzenia typu konkursy, bale, przedstawienia (szopka), wycieczki, a raz w roku wymuszoną kilkudniową przerwę w lekcjach ze wszystkich przedmiotów na czas rekolekcji. Innymi słowy, kościół wszedł z buciorami do systemu edukacji i nie musi przed nikim odpowiadać za szerzenie bzdur, a do tego ma wpływ na działanie danej placówki i ocenę zachowania uczniów. Bardzo dziwna i niesprawiedliwa sytuacja, która po prostu nie powinna mieć miejsca. Poprzez wypisanie (a jeszcze lepiej w ogóle niezapisywanie) dziecka na religię w szkole, rodzice mogą przyczynić się do naprawy tego chorego systemu w przyszłości.
Wprowadzenie a następnie rozszerzanie wpływów religii w szkołach jest od samego początku sprawą polityczną. Wniosek: To krk zaczął, ale to my skończymy.