W szeregach partii zazwyczaj przeważają mężczyźni, kobiety liczebnie zazwyczaj stanowią około kilkunastu procent w każdej partii. Hipotetycznie odwróćmy tę sytuację: co byłoby, gdyby liczebnie większość w partiach stanowiłyby kobiety zaś mężczyźni stanowiliby kilkunastoprocentową mniejszość? Ciekaw jestem, czy wówczas kobiety żądałyby również parytetu? Dla potrzeb naszej dyskusji załóżmy, że kobiety chciałyby w dalszym ciągu parytetu. Dlatego też opierając się na powyższym założeniu należałoby również żądać parytetu: w przyjmowaniu do wszystkich szkół średnich i na wszystkie kierunki studiów, w dostępie do wszystkich zawodów, do zajmowania wszystkich stanowisk w przedsiębiorstwach, etc. Jakoś nie bardzo potrafię sobie wyobrazić kobietę na tzw. śmieciarce lub wozie asenizacyjnym (taki wóz służy do opróżniania szamb z nieczystości płynnych), kobiety jako grabarze, kobiety - murarze, kobiety - górnicy, kobiety - księża, etc. Jeśli tak będzie, podpiszę się obiema rękami pod projektem parytetu. I taka refleksja na koniec: Panie Krzysztofie, ilość to nie jakość.