No coz, zycie nas nie rozpieszcza i faktycznie „Zyczliwa" ma tutaj duzo racji. Ale z upadkiem na dno nie chce sie zgodzic! Jest to drastyczny model, wielokrotnie powtorzony. Nie znaczy to jednak, ze calkowicie prawdziwy i jedyny. Jak wyzej pisalem w momencie uswiadomienia alkoholikowi ogromu krzywd ktore wyrzadza powinna nastapic zmiana w jego podejsciu do sytuacji. Laczy sie to oczywiscie z jego percepcja, postrzeganiem otaczajacej rzeczywistosci. Zgadzam sie, ze bywaja przypadki beznadziejne, ale jednoczesnie zadaje pytanie: Czy ktokolwiek z nas, na podstawie praktycznie krotkich analiz i naszego zmeczenia w walce, jest w stanie ocenic ten beznadziejny przypadek bez podjecia proby rekonwalescencji w glebokim tego slowa znaczeniu? Biblia pokazuje, ze nawet Stworca traci cierpliwosc i niszczy nieposlusznych Jego Slowu, ale nadzieji nie traci bo wysyla na pomoc tym zagubionym - swojego Syna.
Walka z alkoholizmem
-
Dobrze oceniany
-
Dobrze oceniany
Amie-ja również przez prawie osiemnaście lat mieszkałam z ojcem katem i alkocholikiem! Nie miałam osiemnastu lat jak wyprowadziłam się z domu dziś mam trzydzieści i kilkakrotnie próbowałam pomóc komuś kto z mojego życia i moich bliskich urządził piekło. Mój ojciec potrafił podczas upojeń alkocholowych skatować mnie do tego stopnia że raz zabrała mnie karetka ze złamaną ręką krwiakami na plecach i pękniętym wyrostkiem i co i nic uszło mu to na sucho! A zgadnij dlaczego bo ma postawionych znajomych policjantów! Wiesz co kilka razy myślałam jak się go pozbyć uwierz mi miałam ochotę tysiąc razy go zabić! On nadal jest alkocholikem i taki zdechnie bo na takie coś nie ma ratunku jeśli sam sobie z tego nie zda sprawy.
-
Dobrze oceniany
Kopytnik pospolity 1 łyzkę korzenia stołowa rozdrobnionego korzenia gotować 10 min w szlance wody na małym ogniu. Odstawic w ciepłe miejsce na 30 min. Stosowac 1 łyzkę wywaru na szklankę wódki. Uwaga, zachowaj proporcję-roślina silnie działająca. Działa bardzo szybko żyga się po tym dalej niż widzi... U nas pomogło ale na krótko. Bogu dzięki my nie musimy mieszkac z alkoholikiem, ale alkoholik ma tylko nas, co bedzie kiedyś az strach pomysleć, zrobiliśmy juz wszystko. Pozostało ubezwłasnowolnienie...
-
Dobrze oceniany
Alkoholizm jest chorobą i nieuleczalna i zaraxliwa, jak trad, moze namet gorsza, bo nie ma na nia lekarstwa (psychoterapia nie skutkuje, 7% wyzdrowien, wiec trudno mówic o jakiej skuteczności, te 7 % to nie skutek psychoterapi a czysty przypadek, saouleczenie): " na fujarę znaleźli, moze i na nasz deliryzm tez kiedyś znajda", to ctat z „Pod Mocnym Aniołem". J. Pilacha. W przypadku alkoholizmu, nie mozna mowic o pomocy alkoholikowi, skoncentrowac sie nalezy na zabezpieczeniu jego otoczenia od grozy tej choroby, wiec w pierwszej kolejności rozsadek nakazuje precz odrzucic skrupóły i uciekac od alkoholika albo go inaczej od siebie odizolować. Alkoholik zatruwa swoje otoczenie a potrzebuje czystego i zdrowego, wiec tolerowanie alkoholika jest szkodą dla alkoholika... to nie jałowy paradoks. Alkoholik ni czego nie ma, nie ma zony ani dzieci, ani rodziny, ani przyjaciół, alkoholik ma tylko alkohol, kto toleruje alkoholika, ten toleruje alkohol, ktory go zabija, ten zabija alkoholika- jasne, zatem: kto wyrzuca alkoholika precz w rynsztok, na mróz i słotę, ten wyrzuca precz i alkohol, ale i ten de facto pomaga alkoholikowi.
-
Dobrze oceniany
Z uwaga przeczytałem Twoja wypowiedz i powiem ze jestem zdumiony. Tak wierutnych bzdur i takiego nie doinformowania jak żyje nie widziałem. Myślałem ze w XXI wieku zniknął czas „przesądów i zabobonów". Nie wiem skąd wynikają Twoje przemyślenia ale napewno nie są nabyte wiedza i znajomością choroby alkoholowej. Nie wiem skąd czerpiesz takie dane i takie masz przemyślenia ale jesteś w wielkim błędzie. Temat narzucony tutaj uważam ze jest bardzo trafiony i powinno sie o tym mówić i pisać jak najwiecej szkoda tylko ze zabierają głos w dyskusji osoby które nie maja w tej sprawie ani nic do powiedzenia ani nie posiadają żadnej wiedzy na ten temat. Twoja wypowiedz (a możesz być tego pewna) dotyka i to dość mocno zarówno wszystkie te osoby które tkwią w uzależnieniu jak i tych wszystkich którzy podjedli próbę leczenia lub tez żyją wiele lat w trzeźwości.
-
Dobrze oceniany
A ja się zgadzam z Życzliwą. Tolo, nie uświadomisz alkoholikowi ogromu krzywd, gdyby tak było, już dawno wszyscy byliby wyleczeni. Zwyczajnie, on nie widzi krzywd, które robi. Nie można zakładać, że taki człowiek myśli rozsądnie tak jak my. Według alkoholika nic złego się nie dzieje, jeżeli komuś przyłożył, to widocznie na to zasłużył, wszyscy się go czepiają, a przecież on nic złego nie robi - tak myśli alkoholik. To jest chory człowiek, i tłumaczenie nic po prostu nie da, albo da coś tylko na chwilę, do następnego kieliszka, a potem wszystko wraca na swoje tory. Niestety, chyba drastyczne środki są tutaj najlepsze - jeżeli one nie pomogą, to już nic nie pomoże. Jaki inny wstrząs może spowodować, aby taki człowiek otrząsnął się i przejrzał na oczy? I zapragnął być normalnym? Bo to jest jedyny warunek - taki człowiek MUSI SAM zapragnąć być normalnym. W mojej rodzinie to właśnie zadziałało - dno. Uświadomienie sobie „straciłem już wszystko" było dopiero bodźcem do zrobienia ze sobą czegoś. Potem już poszło: szpital, rozmowy z psychologiem, i od kilku lat jest spokój. Zmiana niesamowita. Ale ten człowiek SAM tego chciał, współpracował z lekarzami, cieszył sie efektami, i do dziś stosuje sie do zaleceń. Gdybyśmy to my go zmusili do tego, dziś byłby z powrotem w nałogu, a nasze życie nadal byłoby piekłem. Wiem, Tolo, że to bardzo niehumanitarne, ale niestety, jedynie skuteczne.
-
Dobrze oceniany
Sporo jest prawy w tym co piszesz. Tylko konfrontacja z destrukcja jaka dokonał alkoholik pijacy może przybliżyć go do podjecie leczenia i przynieść oczekiwane rezultaty. Wprawdzie powiedzenie „nie przez Ciebie piłem i nie dla Ciebie przestałem" jest najlepsza motywacja do zaprzestania picia ale nieraz nawet dla kogoś (najbliższych, rodziny, szefa w pracy) można zacząć próby niepicia. Kazdy alkoholik jest w stanie zaprzestać pic i nie potrzeba do tego zdanych większych sposobów, problem w tym co zrobi by nie zaczai pic ponownie. Trzeźwienie to proces złożony jak „domek z kart". Wyciągnij jedna a runie wszystko.
-
Dobrze oceniany
Na podstawie koleinych wypowiedzi dochodze do wniosku ze, okreslenie „alkoholik" ma nie jednoznaczna podstawe. Wielka role w zachowaniu alkoholika odgrywa jego kultura osobista nabyta jeszcze przed stanem chorobowym, oraz cechy charakteru. Przypadki wielce uciazliwe (opisywane czesto powyzej) nie moga stanowic podstawy do oceny zjawiska. Alkoholikami bywaja rowiez ludzie nie agresywni, czynni zawodowo, zdajacy sobie sprawe ze swojej ulomnosci, probujacy walczyc z ta ulomnoscia, niejednokrotnie bez wiekszych sukcesow, poniewaz ta choroba przerasta ich sily. Odrzucenie takiego czlowieka i zostawienie go bez pomocy, az stoczy sie calkowicie na dno nie jest chyba najrozsadniejszym wyjsciem z sytuacji. Kazdy przypadek nalezy traktowac indywidualnie. Nie mozna stosowac uogolnien. W stu (100) procentach popieram wypowiedz mojego (jej) poprzednika (czki) „~Obserwatorfm".
-
Dobrze oceniany
Myślę, że masz rację Tolo, ale chyba założycielce wątku chodziło o te najdrastyczniejsze efekty alkoholizmu, a na nie są skuteczne chyba tylko najdrastyczniejsze metody wychodzenia z nałogu. Poza tym, na pewno, na pewno każdy przypadek jest indywidualny, i trzeba na niego patrzeć poprzez pryzmat specyficznych cech charakteru danej osoby. Jednakże, można wiele rzeczy uogólnić, tak jak i w przypadku wielu innych chorób, bo wtedy nigdy byśmy sie nie połapali, jak w ogóle zacząć leczenie. Nikt nie zacznie od razu leczenia od rozkazu „NA DNO! - a potem powstań! " wszyscy próbują różnych sposobów, zazwyczaj najpierw się tłumaczy, rozmawia, próbuje pomóc, itp. Ja mówiłam juz o takim przypadku, gdzie wszystkie inne próby zawiodły, i chyba autorce tego topiku też o to chodziło. W mojej rodzinie otrząśnięcie przyszło dopiero po osiągnięciu dna, to była ostatnia rzecz, po której wreszcie jest spokój. Ale znam osoby, którym nawet to nie pomogło - po prostu po osiągnięciu dna, popłynęły już dalej z prądem. I naprawde nie wiem, co wtedy można począć, skoro próbowało się wszystkiego, i nic. To bardzo trudne, ale chyba czasem trzeba postawić swoje życie jako ważniejsze, szczególnie jeśli ma sie dzieci, które na to wszystko patrzą.
-
Dobrze oceniany
Czesto uswiadamiam sobie, ze bardzo niewiele zalezy od nas. Jest tyle roznych przypadkow, bardzo zblizonych do siebie, a mimo to rozwiazania, ktore sa nieunikniona sekwencja losu, sa bardzo rozne od siebie. Wielu uzaleznionych po prostu umiera po zdewastowaniu fizycznym swojego organizmu, ale jednoczesnie inni ktorzy postepuja dokladnie tak samo i maja takie same warunki anatomiczne, zyja sobie „spokojnie „chlejac dalej i nie zdajac sobie sprawy jakie zniszczenia sa ich udzialem. Pocieszajace jest, ze jakis odsetek z tych chlejacych przebudza sie z tego zwariowanego letargu. Tutaj jest wlasnie wielka rola do spelnienia ze strony ludzi bliskich dotknietej destrukcja osobie. Nie wolno dopuscic do powrotu do alkoholowego amoku.
-
Dobrze oceniany
Dolnośląska policja poszukuje sprawców napadu na bank w Węglińcu koło Zgorzelca. W południe zamaskowani bandyci sterroryzowali kasjerkę i zrabowali pieniądze. Trwają poszukiwania. Bandytów było trzech. Podjechali pod bank, weszli do środka i młotkiem rozbili szybę dzielącą kasjerkę od petentów, po czym zrabowali łup i uciekli. Mimo zablokowania okolicznych dróg policji na razie nie udało się ich schwytać.
-
Dobrze oceniany
Bardzo proszę o podanie namiarów na dobrego terapeutę w leczeniu uzależnień (alkohol), który mógłby pomóc zarówno osobie uzależnionej, jak i jego rodzinie. Chodzi o Bolesławiec.
-
Dobrze oceniany
Bardzo dobrym terapeutą, który pomaga rodzinie alkoholika szczególnie małżonce jest Pani Barbara Wojciechowska. Terapie dla osób współuzależnionych odbywają się w czwartki o godz. 17, 00 (nie jestem dokładnie pewna godziny) w Wojewódzkim Szpitalu na ul. 1000-lecia w B-cu. Mi osobiście terapia bardzo pomogła. Polecam również spotkania w środy o godz. 17. 00 grupa wsparcia al. Anon. Spotkania odbywają się tam gdzie terapia. Zacznij od siebie, alkoholik musi zacząć sam chcieć się leczyć. Ty mu nie pomożesz. Może to jest przykre ale prawdziwe. Życzę powodzenia.