Doktor Chazan dokonał setek aborcji, czego nie wypiera się. Moim zdaniem zna zatem temat od podszewki i to, że teraz jest przeciwnikiem aborcji powinno dać wszystkim do myślenia.
Kościół to ludzie, księża - również. Nie pojawili się na świecie spadając z drzew, tylko wychowali w rodzinach: mieli/mają matki, ojców, siostry, braci, przyjaciół, znajomych. Znają życie. Nie muszą doświadczać "tacierzyństwa", by wiedzieć czym jest rodzina, miłość, odpowiedzialność.
Jeżeli ktoś pisze o "bezstresowym dokonaniu aborcji", to chyba nie ma serca: w przypadku choroby dziecka zawsze jest stres. Bez względu na to, czy ono jest jeszcze w łonie matki, czy już poza nim. Aborcja powinna być ostatecznością, a nie - antidotum na "stresy".
Gwałt to potworność. Jednak nie wiem, czy zgwałcona kobieta lepiej czułaby się rodząc i na przykład oddając dziecko, czy żyć ze świadomością, że własnemu dziecku życie odebrała. Nie wiem i wolałabym nie wiedzieć, ale proponuję zastanowić się nad tą kwestią. Nie każde "rozwiązanie problemu" w chwili gwałtownych emocji jest dobre z perspektywy mijającego czasu.
Prawo jest "po stronie kobiety", gdy jej życie jest zagrożone z powodu ciąży. Nawet zaostrzona ustawa antyaborcyjna tego nie zmienia.
Uważam, że aktualnego stanu prawnego nie powinno się zmieniać. Jednocześnie jestem zadeklarowaną przeciwniczką aborcji. Rozumiem jednak dylematy osób dotkniętych życiowymi tragediami i w związku z tym pozostawiłabym dotychczasowy kompromis odnośnie aborcji. Jednocześnie zatrważają mnie głosy w stylu: "moje ciało - moja decyzja". Najprościej: płód ma inne DNA niż DNA matki - to już nie jest "jej ciało", tylko jej odpowiedzialność za nowe życie.