Henryku Brodaty, wiele co bardziej znanych feministek to zrealizowane i zadowolone z życia kobiety. Czasem są nawet ładne i nie mają -nomen omen - brody tudzież wąsów:)Czarny Lotosie, mężczyźni, którzy Cię wyręczają z przykrych obowiązków, mają w zasadzie taką pracę. Owszem, podejrzewam, że wielu z nich robi to bezpłatnie z czystej uprzejmości oraz ze względu na Twoje wdzięki. Gratuluję. Ale - szczerze powiedziawszy - Ty też w końcu pracujesz i, tak jak oni, jesteś trybikiem w społeczeństwie, dzięki któremu maszyneria pracuje (mam nadzieję) nieco sprawniej. I jak coś zrobisz w swoim hotelu z myślą o swoich gościach, to to nie ma wiele wspólnego z feminizmem czy antyfeminizmem.Wyobraź też sobie, że np. ja się nie denerwuję, jak mi mężczyzna nie ustąpi miejsca w autobusie. Zawsze jednak doceniam takie zachowania i np, uroczo uśmiecham się spod wąsa oraz dygam nieogoloną nóżką obutą w ciężki bucior:) :) :)Post ne ne zrozumiałam, Dodam jednak, że chyba nie zauważyłaś, iż wymienione w tym poście kobiety osiągnęły dużo dzięki edukacji. Co nie znaczy, że było im tak samo łatwo, jak mężczyznom. I a propos Skłodowskiej - osiągnięcia feminizmu pozwoliłyby jej w naszej rzeczywistości funkcjonować nieco normalniej (zważywszy na jej burzliwe życie emocjonalne i ostracyzm środowiska). A podział świata na męski i żeński powoduje tylko, iż kobieta musi walczyć, by się do tego męskiego świata dostać, bo jej własny uznawany jest za nieco gorszy. A można byłoby po prostu spróbować wyobrazić sobie, że świat nie jest dualny, tylko bardziej zróżnicowany. PS Czyli że jednak nie byłaś na studiach, Czarny Lotosie, skoro nie korzystasz z żadnych zdobyczy feminizmu? I siedzisz w kuchni, bawiąc dzieci i klepiąc zdrowaśki? Bo w końcu to jest kobiecy świat.