Pomijając osoby, które jadąc szerszą (lub częściej uczęszczaną) drogą, myślą, że są na głównej i tych jeżdżących na pamięć, to jest dobry pomysł. Trzeba jeszcze wykluczyć osoby, które nie wiedzą w ogóle, o czym ten znak informuje.
Trzeba by było zacząć od góry, od metod nauczania i egzaminowania. Mam na myśli również edukację rowerzystów, czy kierowców jednośladów poniżej 50 ccm. Później pójść trochę w bok i zadbać o odpowiednią (bezpieczną) infrastrukturę. Na koniec pójść w dół - czyli popracować nad mentalnością naszych kierowców, wzbudzić w nich wyobraźnię i zabić wrażenie nieśmiertelności... i tutaj wracamy do początku, czyli metod nauczania.