Milo przeczytac te kilka zdan mojej wlasnej wypowiedzi, juz kilka lat starej, ale jakze ciagle adekwatnej. Nie musial bym nic zmieniac, choc wydaje sie wyjeta z kontekstu i moze byc w paru miejscach zrozumiana na opak. Nie zmienia to sedna sprawy. Kazde wasze zdanie wypowiedziane w kwestii "Pociagu do gliny" jest tworcze. Ta rozmowa trwa poniewaz dotyczy zjawiska obok ktorego nie da sie przejsc do porzadku dziennego. Jezeli byloby slychac tylko zachwyt, pewnie nie trwala by ona zbyt dlugo, a tymczasem walkuje sie kazdy niemal detal z kazdego punktu widzenia. Mnie z tej odleglosci jest poprostu milo popatrzec, nie bez dumy, ze czasteczke sukcesu Glinoludow zostawiono dla nas tak odleglym Chicago. Dodam tylko, ze za sprawa fantastycznej grupy ludzi, ktorzy, niezaleznie od tego co robia na codzien, potrafili przedstawic taki ladunek emocji i wrazen, ze tu w Chicago bylem dumny, ze jestem Boleslawianinem. Wsrod tych (srednio) szescdziesiecio pietrowych wspanialych architektonicznych osiagniec, wydawali sie jeszcze wieksi od Sears'a, Hancocka czy Trump Tower. Zawsze beda tu mile widziani. Pozazdroscilem PKP.