Niebezpieczny mężczyzna cztery dni był na wolności. Jest odpowiedź straży miejskiej

Niebezpieczny mężczyzna cztery dni był na wolności. Jest odpowiedź straży miejskiej
fot. monitoring Redakcja istotne.pl dotarła do szokujących informacji związanych z mężczyzną, który pod koniec lipca chodził z nożem po Bolesławcu, uszkadzał pojazdy i awanturował się. Tamtejsze Pogotowie Ratunkowe do tej pory nie ustosunkowało się do doniesień naszego informatora.
istotne.pl policja, nóż, wandal

28 lipca poinformowaliśmy, że dwa dni wcześniej policja zatrzymała mężczyznę, który chodził po Bolesławcu z nożem i uszkadzał pojazdy. Bolesławiecka KPP potwierdziła, że doszło do takiej sytuacji, nie informowała jednak o szczegółach. Otrzymaliśmy jedynie powiadomienie, że zatrzymany mężczyzna pochodzi z Jeleniej Góry i że trafił do szpitala psychiatrycznego. Oraz że faktycznie miał przy sobie nóż, który mundurowi zabezpieczyli.

Chwilę po publikacji rzeczonego materiału zgłosił się do nas Czytelnik, który przekazał nam zaiste szokujące informacje. Według naszego rozmówcy wspomniany mężczyzna powinien był trafić do szpitala psychiatrycznego CZTERY DNI WCZEŚNIEJ, bo w piątek, 23 lipca. Nasz informator:

On w piątek został przywieziony do Szpitala na 1000-lecia... Ale uwaga! Nie został przyjęty! Bo zanim trafił z karetki na Izbę Przyjęć, to uciekł. On uciekł z transportu do szpitala.

Na tym historia, oczywiście, się nie kończy. Bynajmniej! Po niedługim czasie mężczyzna trafił do jednej z restauracji na bolesławieckim rynku, gdzie miał się awanturować. Interweniowała policja. W sobotę – taka sama sytuacja: ten sam mężczyzna i awantura w innej restauracji w rynku.

Jeleniogórzanin nie próżnował też w niedzielę. Dwie kobiety informowały o interwencji policji na jednej ze stacji paliw. Tak opisały zdarzenie:

Patrycja: – Przylazł na stację paliw, próbował coś ukraść, wyzywał, groził, rzucał towarem, prawie wlazł nam za ladę. Musieliśmy dzwonić po ochronę i policję. Dobrze, że nic nam nie zrobił. A policja go wypuściła, brawo.

Nicola: – Byłam przy tym, potwierdzam. A następnego dnia wpadł na ogródek do restauracji i robił podobnie.

Kolejną sytuację opisała właścicielka jednego ze sklepów w centrum miasta.

Chciał nam się załadować na zaplecze, ale ja stałam w wejściu. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym siedziała w biurze.

Dlaczego mężczyzna przez cztery dni urządzał awantury w Bolesławcu?

Według naszego informatora ratownicy medyczni, którzy przywieźli potencjalnie niebezpiecznego mężczyznę do Bolesławca, mieli... nie zgłosić policji faktu, że ten im uciekł. Efekt? Gdy mundurowi podejmowali wobec jeleniogórzanina liczne interwencje, mężczyzna nie trafiał tam, gdzie powinien był trafić już w piątkowe popołudnie, czyli do szpitala przy al. Tysiąclecia.

Czy tak rzeczywiście było? O sprawę zapytaliśmy Pogotowie Ratunkowe w Legnicy. Rzecznik odpisał:

Uprzejmie informuję, że Pogotowie Ratunkowe w Legnicy nie jest dysponentem Zespołów Ratownictwa Medycznego z Jeleniej Góry. W celu uzyskania ewentualnej odpowiedzi należy zwrócić się do właściwego dysponenta, jakim jest Pogotowie Ratunkowe w Jeleniej Górze [...]. Z mojej strony mogę jedynie potwierdzić, iż takie zgłoszenie miało miejsce (z poziomu przyjęcia zgłoszenia przez dyspozytornię medyczną DM 01 02).

O sprawę zapytaliśmy jeleniogórską policję. Udało nam się ustalić jedynie, że w piątek, 23 lipca jeleniogórscy mundurowi otrzymali zgłoszenie, że ktoś w Cieplicach miał uszkadzać mienie, wyrywać lusterka samochodów. Na miejscu zastano właśnie antybohatera tego tekstu, ale policjanci nie stwierdzili żadnych zniszczeń i nie podjęli wobec niego żadnych czynności. (Zgłoszenie uznano za niepotwierdzone).

Co się stało, że zdecydowano, że mężczyzna powinien trafić na badania do szpitala w Bolesławcu? Tego już nie udało nam się ustalić. Pod koniec lipca oficjalnie zapytaliśmy o to zarówno Straż Miejską w Jeleniej Górze (co zasugerowała nam rzeczniczka tamtejszej Komendy Miejskiej Policji), jak i Pogotowie Ratunkowe w Jeleniej Górze. Obie instytucje nabrały wody w usta. Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Aktualizacja 2021-08-18

Artur Chmielewski, rzecznik jeleniogórskiej Straży Miejskiej:

Odpowiadając na zadane pytania, informuję, że niestety pytania mają formę pytań wrażliwych i zgodnie z RODO nie możemy na nie odpowiedzieć.

I dodał:

Jednocześnie informuję, że straż miejska nie kieruje nikogo na badania psychiatryczne, ponieważ nie posiada uprawnień do tego typu czynności. Są to uprawnienia Policji i służby zdrowia.