Zdziś, żyłka ci pękła. Przykry widok, ale cieszy :) Widzisz, nawet w necie można ci dopiec.
Lepiej, aby bohaterowie ginęli w bitwie
Dyskusja dla wiadomości: Lepiej, aby bohaterowie ginęli w bitwie.
-
-
Pepe trepie, przecież wyraźnie napisałem, że nie czuję się bohaterem, nawet internetowym jak ty. No ale ty może obsikałeś budynek komitetu od zaplecza i dlatego pewnie obnosisz się ze swoją martyrologią, a jeśli nie masz własnej nawet takiej, to gloryfikujesz te czyny innych, które po latach urosły do rozmiarów bitwy pod Grunwaldem.
-
Ważne i potrzebne spotkanie, niestety mogłem być tylko przez godzinkę. Książka ukazuje warunki walki na gruncie miasta i regionu. Korzystając z okazji chciałbym Państwa zaprosić na spotkanie z żywym bohaterem tamtych lat - Wrocławianinem - Pisarzem, mieszkającym poza krajem i przez to zachował w formie czystej etos solidarności. Spotkanie odbędzie się w Piwnicy Paryskiej 11 listopada tego roku - zapewne w godzinach popołudniowych. Mariusz Wilk - o Nim mowa - był nominowany do Nike w 2006r za książkę "Wołoka". Był rzecznikiem Wałęsy. Gościłem Go prywatnie w 2002r. Wspaniały Człowiek, Pisarz z zadziornym stylem i Przyjaciel. Etos, który nosi w sobie jest nie z tej ziemi, On właśnie pomoże wyjaśnić co znaczy słowo Solidarność. Jest współautorem książki "Konspira" (nie było jej na stoliku w ratuszu, a szkoda). Działał w Gdańsku i stwierdził w jednym z wywiadów, że po strajku negocjatorzy wyszli inną bramą, niż robotnicy. Zapraszam.
-
Interesująca "wymiana uprzejmości".P.S.Bohaterowie niekoniecznie muszą być martwi.
-
Za martwych bohaterów laury zbierają żywi tchórze lub pyskacze.
-
Największym pyskaczem w tej dyskusji Ty sie okazałeś Zdzisławie "... Nie jaraj się bo się spocisz. Trąbolu jeden... " wyjątkowo prymitywna "literatura".
-
Prawdziwi bohaterowie są anonimowi a nie pchają się na tabloidy! Zdzisław ma rację. Książkę napisała dla kasy a nie dla młodzieży! Działaczka się znalazła!
-
Ale złośliwości tutaj... i tacy właśnie są często ci, którzy nigdy nie wykazali się najmniejszą odwagą osobistą. Teraz wszystko wolno... Teraz nie trzeba odwagi... Autorka książki wcale nie robi z siebie bohatera. Opisuje swoje przeżycia, to wolno każdemu. Nie sili się na analizę zdarzeń. To wycinek, istotny fragment czyjegoś życia. Mówi o tamtych czasach. W książce nawet bardziej wychwala innych, tych znanych, mniej znanych i bezimiennych, dzięki którym między innymi jest dziś wolność. Niestety wolność słowa oznacza też prawo do mówienia i pisania bzdur! I kompletną bzdurą jest pisanie, że wtedy wszyscy tak robili... (np. Roznosili ulotki! ). Spora część się bała. A tzw. większość miała gdzieś... W każdym kraju do zmian na lepsze doprowadzały elity. Spokojnie, bez przemocy. Z wiara, że warto. A jak tłuszcza, to zemsta: szafot, gilotyna, rozstrzelania. I nigdy w historii nie było sprawiedliwości dziejowej. I nie będzie. Bo nie ma idealnego ustroju i organizacji społecznej.
-
Brawo Jacek! Popieram.
-
Tak na marginesie podam dwa krótkie przykłady ludzi: 1. Gdy stawałem na komisji wojskowej patrząc na moje nagie ciało stwierdził: "... jaja ma zdolny do służby! ". Dzisiaj zbiera na tacę w kościele i mówi mi Bóg zapłać. 2. Drugi, z którym mam relacje jedynie: "dzień dobry", był komunistą i do tej pory pozostał. Trudna jest ocena i zapewne mądry człowiek jej się nie podejmie, lecz czasami się zastanawiam czy warto było, a jeżeli tak to co pozostało?
-
Tris - żyłka ci pęknie. T u na forum są ludzie którzy pamiętają jak było.
-
Dobra duszko. Tak mi przepowiadasz jakbyś nie czytała Hemingwaya. Nie pytaj komu bije dzwon. On bije... Masz rację, ze ludzie pamietają. Widzą kto płacił cenę za swoje poglądy a kto tylko w gębie był mocny. Największa paranoją - również wśród tych wypowiedzi - jest porównywanie aresztu i jego upokorzeń do sanatorium. Papier wprawdzie wszystko wytrzyma ale żal i pióra i papieru dla takich bredni.
-
W latach 60-tych, 70-tych po powrocie ze szkoły i odrobieniu zadanych lekcji, słuchałam całymi godzinami Rozgłośni Polskiej Radia Wolnej Europy - Panorama Dnia, Panorama Tygodnia, Randezvous o 6, 10... itd.. Zapamiętałam nazwiska - Barbara Nawratowicz, Janusz Hewell, Zygmunt Jabłoński, Jaś Tyszkiewicz, Jan Nowak... i wiele innych. Słuchałam mszy transmitowanej w języku polskim z Londynu. Zastanawiałam się, po wysłuchaniu każdego programu, czego oni chcą, dlaczego tak zaciekle walczą o zmiany ustroju? Potem zrozumiałam. Zmienił się ustrój, mamy demokrację. Czy dla wszystkich? Wtedy każdy miał pracę, był wynagradzany nie zawsze "godziwie", ale stać go było na przeżycie miesiąca. Dziś nie każdy ma pracę, a wynagradzany czasami jest "na raty " przez dłuższy okres czasu. Wystawy sklepów i półki pełne są towarów, wędliny czasami są tak przeterminowane, że aż "oślizgłe" - nie są kupowane przez konsumentów ze względu na ceny. Nie stać olbrzymiej grupy Polaków na wiele podstawowych spraw. Jakaż ogromna liczba młodych ludzi opuściła kraj w poszukiwaniu pracy. W tej grupie są też ludzie dobrze wykształceni. Czy o to chodziło? Czy po to walczyliście Wy, działacze Solidarności i RPRWE? Gdzie jesteście teraz? Dlaczego nie walczycie dalej? A Wam żyje się dobrze? Wasze emerytury są godne? Smutno mi Boże...
-
Solidaruchy dały się zwyczajnie kupić. Dopuszczono buraków do władzy. Mają swoje silne lobby w sejmie i jak małpa z brzytwą rozsiewają "neo komusze" ustawy. Nie walczą o dobro Polaków tylko o swoje małe interesiki.
-
Masz rację przemysławie1954... Nie walczą o interes Polaków i Polski. I nie kupił ich nikt, ich pamięć jest krótka a naród uważają za bandę prostaków. Troszczą się, i to zawzięcie, wszelkimi sposobami, o wygodny fotel a co za tym idzie, o pełny portfel. To ich dzieci i kolejne pokolenie, zajmuje "dobre stołki" w biznesie a nie zwycięzcy konkursów, które są ogłaszane... Więc pytam - co się zmieniło? Dla kogo, jeśli ono jest, służy dobro, o które walczyła Solidarność? Norwid napisał "... ideał sięgnął bruku... " Słowa wiecznie żywe...