Osobisty trener sukcesu

Dyskusja dla wiadomości: Osobisty trener sukcesu.


  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Dzięki za diagnozę. Nie cenię jednak porad od postronnych osób. Może i ślepcem, ale za to o ileż zdrowszym od tych wszystkich wszechwidzących dokoła zło i jad, zawiść i niedomagania oświaty, czy innych systemów. Stań sam i pokaż jak wychowywać... Powodzenia.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Stanąć mogę zawsze tylko gdzie i dla kogo! Swoje obowiązki wychowawcze wykonałem a wiedzę posiadam z głębokiej refleksji nad tym wykonaniem, które bez błędów się nie obeszło. Tych błędów ani przed sobą ani przed kimś innym nie ukrywam, bo korzeniem wszelkich kryzysów jest brak prawdy. Pozdro.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Wiedza z refleksji nad własnymi błędami? To kiepska wiedza. W każdym razie nie wystarcza, aby mówić o wiedzy w ogóle. To tylko refleksje. Ja swoich obowiązków wychowawczych, jak to ładnie zostało nazwane, nie uważam za zakończone. Do błędów też się przyzaję, bo nikt nie jest nieomylny. Poza tym nie ma cudownej recepty na wychowywanie. I każdy o tym wie. Tym bardziej uważam za nie na miejscu uwagi niechętnych do swej roli wychowawczej rodziców odnośnie nieudolności lub bezradnej postawy leniwych, w ich mniemaniu, nauczycieli. Jeśli uważamy, że nauczyciele wychowawcy działają źle (albo wcale), weźmy się sami za wychowywanie i spełniajmy obowiązki rodzicielskie tak, jak powinny być wypełniane. A dopóki kiepski wychowawca nie szkodzi dziecku, nie działa na nie destrukcyjnie lub, co gorsza, nie przeszkadza RODZICOM w wychowaniu dziecka, nie należy chyba "bić piany". Jedni pracują dla ideii i w imię zasad, inni natomiast na tyle rzetelnie, na ile dobrze są za to wynagradzani. Taka jest oto właśnie prawda, której brak ma być ZNOWU KORZENIEM (jesteś ogrodnikiem? ) kryzysów. I faktycznie jest. Pozdrawiam.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Dla ~W. M. W wątpliwościach i powierzchowności, co prawdą ma być można wszystko utopić lub zakryć. To typowy sposób zamiatania problemu pod dywan i go udeptywanie z zapewnieniem, że jest rozwiązany. Na pewno nie tędy droga, bo wiara ma swe korzenie w doświadczeniu i to osobistym, które bez refleksji jest funta kłaków warte. Kto tego nie rozumie to kiep i czytającym tą dyskusję wciska kit oślizgły. Pozdro.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Na szczęście nie tacy jak Ty decydują o tym, którędy droga. Jestem przekonany, że jednak właśnie tędy i trwać przy tym będę. Cóź by to było, gdybym się przy tym miał zastanawiać nad wiarą (skąd tu ta wiara i po co? ), dywanem, czy funtem kłaków nic nie wartym wg Ciebie? Miast problemu sedna dociekać, trwoniłbym czas cenny na filozofię tak gównianą, jak jej celowość i zastosowanie same w sobie wobec metod wychowawczych. Myślę, że dalsza dyskusja sens traci, gdyż wakacje przysłaniają mi dlasze jej ewentualne wątki na tyle skutecznie, że nie mam zamiaru jej kontynuować. To tyle.

  • Cytuj Zgłoś nadużycie

    Dokładnie traci sens. Pozdro i miłych wakacji.

  • 1
  • 2