Autentyczne! Idę sobie idę deptakiem na Asnyka w słoneczny, kwietniowy dzień i spotykam ponurego znajomego. Co Tobie jest? - pytam. Używając znacznej ilości słów uważanych powszechnie za obelżywe znajomy wyjaśnił, że właśnie jest w trakcie rejsu po bolesławieckich sklepach AGD z zamiarem zakupu odkurzacza. Urządzenie takowe zasugerowała wychowawczyni syna jako prezent osładzający Jej rozstanie z tak zdolną klasą maturalną jednej z naszych szkół ponadgimnazjalnych. Co sądzicie o ciągle żyjącym wśród nauczycieli zwyczaju przyjmowania "praktycznych" prezentów od uczniów kończących szkoły? Dla jasności - nie chodzi tutaj o wręczanie kwiatów i listów z podziękowaniami - tego wymaga wręcz dobre wychowanie.
Prezenty dla nauczycieli
-
-
Dzisiaj odkurzacz -> jutro samochód ;-).
-
Hm, kiedy przyjąłem się do pracy i kiedy się zwalniałem lub zwalniano mnie nikt mi nie dawał prezentów! To tylko naiwni rodzice rozpętują taki zwyczaj. Zachęcam wszystkim do odzwyczajania nauczycieli od tych przywilejów. Czasy wyższości nauczyciela, urzędnika, księdza to już historia. Dobry temat Pozdrawiam.
-
Moje dziecko kończyło III kl szkoły podstawowej i trójka klasowa zapytała wychowawcę, o to co by sobie pani życzyła dostać. Otóz wielkim moim zdziwieniem było kiedy zażyczyła sobie żelazko, bo jej się popsuło. Grymas śmiechu zawitał na mojej twarzy i tyle...
-
Gdy byłem w I LO, to jedna nauczycielka zażyczyła sobie od swojej klasy dywan. Taki duży, żeby pasował jej do salonu. Niestety ludzie nie zbuntowali się i kupili. Na szczęście ta zachłanna babka już nie pracuje w ogólniaku. Strata po niej jest niewielka, była słabą nauczycielką - w cztery lata przerobiliśmy kilkadziesiąt stron z jednej (!) książki.
-
A ja uważam ze to nic strasznego dawac prezęty nauczycielem dla jasności ja nie jestem. A z tymi prezętami to nie koniecznie odkurzacz czy żelazko ale np. jakiś łańcuszek, przywieszką... Pozdrawiam.
-
Czyli zaoszczędzone przez trzy lata pieniądze na zakup nowych książek przez 32 uczniów można było przeznaczyć na dywan - w sumie to nie była taka zachłanna :-).
-
Kto by pomyślał ,że takie patologie toczyły I LO :-)
-
Toczyły i toczą wychowując takich Krzysi ;) niby porządnych a "przypadkiem" nakręcających licznik ;).
-
wielka to afera - odkurzacz czy żelazko....to zwykłe drobiazgi, po co wariować i się tym podniecać. Ktoś chce dać prezent - to go da, a czy to jest ładny wazon, dobra książka czy żelazko - to tylko kwestioa gustu.
-
Panie Krzysztofie, teraz mam pełna informacje skąd u Pana takie braki etyczne. Ja w cztery lata przerobiłem kilkadziesiąt książek z moja nauczycielką. A ty Malina chyba za prezenty skończyłaś szkołę, być może tylko podstawową. Prezęty poprawnie prezenty.
-
Jeśli nauczyciel sam robi zamówienia na prezenty, to jest to zdecydowanie żenujące. Natomiast jeśli rodzice sami się pytają nauczycieli o prezent, to nie wiem, czego oczekują. Brak odpowiedzi byłby lepszy? Ale w Polsce nie lubimy, gdy o czymś mówi się otwarcie. U mnie w szkole wychowawczyni (liceum) powiedziała przed maturami: "Proszę nie szykować żadnych obiadów dla nauczycieli w trakcie matur ustnych. Ja tu pracuję, za pracę dostaję pieniądze, ktoś szykuje obiad, a inny ktoś narzeka, że nauczyciele stołują się za jego pieniądze". Kilka dni później było zebranie rodziców i młodzieży na temat przygotowania jedzenia na matury. Główny temat: "Kto, kiedy, za ile przygotuje dla dzieci (czyli nas, uczniów) kanapki, kupi soki? ". Pytanie pomocnicze: "Kto będzie gotował obiady dla nauczycieli? ". Zaprotestowałam, rodzice byli źli, ale w końcu się zgodzili na niegotowanie. Dlatego podpisuję się pod opinią: sami w dużej mierze odpowiadamy za to, że nauczycielom robi się drogie prezenty (i że niektórzy potem mają takie oczekiwania. To trochę jak z lekarzami). A wychowawczynię mieliśmy bardzo dobrą. Demokratycznie, jako klasa, sami zdecydowaliśmy, że chcemy kupić jej coś naprawdę fajnego. W tajemnicy porozmawialiśmy z jej mężem, dowiedzieliśmy się, na jaki poważny zakup się szykuje. Kupiliśmy to i było nam bardzo miło. Bez kaca moralnego, że ktoś na nas to wymusił. Wychowawczyni zresztą też dała nam drobne upominki. Trzydzieści drobnych upominków, co też było dla niej zapewne niemałym wydatkiem. Ps. Edku, skąd wiesz, że Krzysztof pisał o języku polskim? Są i inne przedmioty w szkole, na których korzysta się z kilku książek w ciągu całej edukacji.
-
Widzisz Edku, zupełnie spudłowałeś, bo braków nie mam. Cała moja klasa i ja umieliśmy samodzielnie zdobyć informacje i się nauczyć. Ty z kolei potrzebowałeś kogoś, kto poprowadził Cię za rączkę. Tylko niestety Cię nie nauczył, że mało etyczne jest anonimowe wpisywanie złośliwości na forum :)
-
Pracuję w szkole średniej już ładnych pare lat i nigdy nie otrzymałem/przyjąłem/sugerowałem zadnego praktycznego prezentu. Jedyną materialną formą podziękowań były ewentualnie kwiatki. Największym prezentem dla mnie jest fakt, że moi maturzyści dobrze zdaja egzamin i doceniaja mój wkład w ich edukacje, nawet po latach, kiedy spotykamy się przypadkowo gdzies w mieście. Ich wyniki niejednokrotnie świadczą o wykonywanej przeze mnie pracy. Oczywiście w każdym środowisku zdarzają się mniejsze lub większe patologie, lecz generalizowanie jest tu wielką przesadą. Wszyscy wiemy jak jest, finansowo w oświacie szału nie ma, każdy kolejny minister edukacji okazuje się być większym idiotą od poprzednika, jednakże zwykłe, lecz szczere dziękuje jest lepsze niż żelazka i inne shity.
-
Krzysztofie wybacz, ale nie wierzę w pęd całej klasy za wiedzą, chyba że był to przedmiot maturalny dla całej klasy. Dawanie nauczycielom prezentów to przejaw naszego polskiego zacofania, kiedy wykształceni byli tylko lekarze, księża i nauczyciele i to oni stanowili elitę społeczeństwa i trzeba było to uszanować (XIX i początki XX wieku). Nauczyciel dostaje zapłatę za wykonaną pracę, i musi mieć świadomość, że te pieniądze nie biorą się z drukarni tylko z podatków między innymi rodziców dzieci, które uczą. Wręczanie prezentów w takich sytuacjach to brak poszanowania dla własnych ciężko zapracowanych pieniędzy i odprowadzonych od nich podatków! Jak dla mnie kwiatek to już przesada. Swoją drogą ciekawe czy nauczyciele też są tacy wylewni i kupują odkurzacze mechanikom, u których naprawiają auta czy szewcom? No który nauczyciel się zgłosi i ładnie nam odpowie jaki to on hojny? Stawiam plusa na czerwono do dziennika i może pochwałę nawet wpiszę!
- 1
- 2