Kamyczkiem do ogródka czerwonych i opelotki

Kamyczkiem do ogródka czerwonych i opelotki
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

W listopadowym numerze "Głosu Bolesławca" przeczytałem o znaczącej uroczystości w życiu bolesławieckich "czerwonych beretów"; na Placu Piłsudskiego, w koszarach, a także o uroczystej akademii w sali "Forum".
Było to też święto naszego miasta, boć to przecież wojsko z ludem, a lud z wojskiem... tak bywało zawsze. Zamieszkuję blisko koszar i chodzę do kościoła przy ul. Łasickiej. W kościele, na mszy też było w tym dniu bardzo uroczyście i odświętnie. Pełna gala, wiele wzruszających słów z okazji święta tej jednostki – bolesławieckich komandosów, których wyszkolenie i chwacka mina, są naszą dumą.. (Choć pamiętam i takie wydarzenie, kiedy starszy sierżant tychże komandosów rozpędził kiedyś całą knajpę zwaną ongiś MEKSYKIEM, i ani MO, ani patrol wojskowy tęgiego sierżanta nie mógł obezwładnić...)
Ale wróćmy do tematu. Otóż było mi przykro, że w kościele na mszy św. w intencji "czerwonych beretów", ani na Placu Marszałka Piłsudskiego, ani też na uroczystości w sali "Forum" nie widziałem delegacji kombatantów bolesławieckich, a także ich pocztów sztandarowych. A przecież jest wśród nich garstka żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, na czele z kol. Leszkiem Mykietyńskim, autentycznym żołnierzem z lat wojny sławetnej brygady spadochronowej gen. Sosabowskiego, która skakała pod Arnhem. Wymieniony kolega jest prezesem klubu środowiskowego tej grupy kombatantów.
Interweniowałem w zarządach kół bolesławieckich organizacji kombatanckich (Związek Kombatantów, Stowarzyszenie b, Żołnierzy Armii Krajowej, Związek Inwalidów Wojennych) wyrażając zdziwienie dlaczego to prezesi tych organizacji i poczty sztandarowe nie brały udziału w tych uroczystościach. Jak mogli nie zastosować się do zaproszeń, które chyba otrzymali? Prezesi zrobili wielkie oczy... okazało się, że o tych uroczystościach dowiedzieli się nazajutrz... ode mnie, a zaproszeń żadna z tych organizacji nie otrzymała. "Czerwone berety" nigdy zresztą nie zapraszały na swoje uroczystości kombatantów bolesławieckich. Owszem, w latach ubiegłych gdy dowódcą "czerwonych beretów" był P. kapitan Dziadek to dwukrotnie zostali zaproszeni, ale to niejako zostało przez prezesów wymuszone.
Smutna to jest prawda. Wśród tylu gości z poza wojska na tych uroczystościach zabrakło delegacji kombatantów... Prezesi dodali, że podobnie są traktowani przez pułk opelotka stacjonujący w Bolesławcu, który miał podobne uroczystości rok temu. Opelotka to już nigdy kombatantów bolesławieckich nie zapraszała. Wstydźcie się panowie dowódcy tych jednostek. Bierzecie przykład z brygady płk. dpl. Chwojnickiego. A tak na wszelki wypadek podaję adres siedziby bolesławieckich kombatantów: ulica Sądowa 9.
P.S. Jeśli nakłamałem, to proszę o sprostowanie, a "odszczekam".
Były żołnierz Armii Krajowej PKW (nazwisko i adres do wiadomości redakcji)