Jeszcze raz o "VII Bluesie nad Bobrem"

Jeszcze raz o
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Pod koniec sierpnia i na początku wrześni; mogliśmy w Bolesławcu skorzystać z kilki ofert uczestniczenia w życiu kulturalnym miasta. Ocena z pewnego dystansu ma większą wartość dlatego, że jest bardziej obiektywna. Chyba będę wyrazicielem opinii większości twierdząc, że najważniejsza impreza tego lata był "VII Blues nad Bobrem". Koncert finałowy obejrzała i wysłuchała młodzież w liczbie od 3 do 5 tysięcy. Podanie dokładnej liczby jest niemożliwe, bo jak twierdzi Szefowa Biura organizacyjnego z Agencji Impresaryjno-Turystycznej "Perfect" – pani Krystyna Juszkiewicz – ponad połowa uczestników – słuchaczy, dostała się do amfiteatru w sposób nieuczciwy. Mechanizm przekazywania sobie znaczka będącego biletem wstępu – jest znany organizatorom i problem ten będzie rozwiązany w przyszłym roku, a jak? To już sprawa organizatora.
Koncert inauguracyjny miał miejsce w amfiteatrze przy ul. Parkowej, był bezpłatny i zgromadził komplet widzów – miłośników bluesa w dniu 24.08.96. Rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem od występu gitar klasycznych Roman Puchowski Nick Katzman – grających charakterystyczne bluesy delty Missisipi i Chicago. Szczególnei podobały mi się bluesy grane solo przez Nicka na metalowej gitarze dobro.
Wykładowcy IV Warsztatów Bluesowych zagrali dwa standardy z krótką wokalizą Krystyny Prońko, podrywając słuchaczy do tańca na proscenium. Noc i kolorowe światła dodały uroku następnej grupie bluesowej Wanted Friends. Muzyki tej można było słuchać przy plastikowej szklaneczce piwa żywieckiego niemal do północy.
Ważnym elementem spotkań bluesowych w Bolesławcu były VI Warsztaty Muzyczne, które zgromadziły 141 młodych muzyków, grających nie tylko bluesa, ale także heavy metal.
Wykładowcami byli najlepsi muzycy, których wcześniej wybrali sobie "warsztatowicze". Zjechała się sama "śmietanka". Tym razem nie było "klasy harmonijki ustnej", ale na to miejsce pojawiła się klasa "saksofonu".
Szef warsztatów – Andrzej Pluszcz (znakomity basista!!!) i kierownik muzyczny – Leszek Cichońskii (wspaniały giatrzysta!!!) podkreślali jednomyślnie specyficzny klimat imprezy, wyższy niż w roku ubiegłym poziom edukacyjny, bardzo dobre warunki pracy w Szkole Muzycznej, dobre miejsce na Jam Session w Pubie "Brytania", dobry sprzęt muzyczny, oświetlenie, pogodę i kulturalną bolesławiecką młodzież. Co ciekawe – podobne zdanie o nas miał goszczący tutaj (nie po raz pierwszy) Damian Szczepanowski z głogowskiego zespołu Who Knows, który swoją wysoką ocenę przyznał z pozycji "warsztatowicza" i uczestnika IV Przeglądu Zespołów Bluesowych w Bolesławcu, a miał on miejsce 30.08.96 w amfiteatrze nad Bobrem, a do którego dostojne jury zakwalifikowało 9 zespołów.
Najlepszy okazał się Blues Beer Drinkers z Lublina, a indywidualnie Jacek Siciarek przed Damianem Szczepanowskim. Oni też zdobyli główne nagrody – prywatną im. M. Kobusiaka otrzymał Oskar Kunicki jako najlepszy kolega "warszlatowicz". Trudno nie wspomnieć o wspaniałym występie Martyny Jakubowicz i Jurka Styczyńskiego oraz zespołu "Gang Olsena", który rozruszał widownię i zakończył nocnym koncertem IV Przegląd Zespołów Bluesowych – Bolesławiec 96.
Następnego dnia (31.08.96) w amfiteatrze nad Bobrem było już tłoczno, rozpoczynał się Koncert Finałowy VII Bluesa nad Bobrem. Występy i zabawa trwała do białego rana. Konferansjerkę prowadził sam mistrz harmonijki ustnej - Sławomir Wierzcholski z "Nocnej Zmiany Bluesa", a oprócz jego zespołu usłyszeliśmy: Combo 1-2-3, Orkiestrę Festiwalową, Monkey Businness, Zdrową Wodę, Blues Rock Guitar Workshop, Największą Kosę w Mieście, Outsidera, Recydywę Blues Band, Wielką Łódź i Easy Rider. Jedyne minusy tej ciekawej imprezy w Bolesławcu to:
-słabe oświetlenie korony amfiteatru,
-zbyt mała liczba toalet (nieproporcjonalna do ilości sprzedawanego piwa),
-zbyt duża ilość uczniów szkół podstawowych szukająca uciechy w piwie, papierosach i wulgarnym słownictwie.
Nie widziałem, by ktoś z rodziców przyszedł lub przyjechał nad ranem po swe "dorosłe dzieci".