Z dziejów miasta. O Górze Polaków, czyli o początkach Bolesławca na podstawie miejscowych kronik (3)

Z dziejów miasta. O Górze Polaków, czyli o początkach Bolesławca na podstawie miejscowych kronik (3)
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Brak jest więc, w każdym razie w świetle kronik, podstaw do utrzymywania, podawania, pisania, powtarzania, jakoby Bolesławiec otrzymał prawa miejskie według wzorów niemieckich ("takie, jakie ma") w roku 1251. Przekazana nam przez Wernickiego wiadomość o interwencji pisarzy miejskich z XV wieku oczywiście zobowiązuje, jakże bowiem wymowna jest zachowana przez wieki i pokolenia pamięć źródeł posiadanych praw, zastępująca pisemne dowody, dokumenty, ale i nie można jej wiązać wyłącznie z osobą Bolesława Rogatki. Co prawda, nie byłaby wykluczona inna data z czasu jego tutaj panowania. Ale gdy brak jest wśród kronikarzy świadomości takiej daty, tak wydawałoby się ważnej w dziejach miasta, a encyklopedie podają tylko tę jedną niepotwierdzoną datę 1251 r., to nie można nie brać pod uwagę także związku tego zdarzenia z powstaniem miasta właśnie za sprawą Bolesława Wysokiego, tak jak podaje Holstein, ok. roku 1190.
Idąc zaś za wyrażoną wyżej opinią Wernickiego nie można powiedzieć, iż nierealna mogłaby się wydawać teza, że rozbudowane pod grodem osiedle, obwałowane, otoczone murami, nabrało w tym czasie już charakteru miasta (oppidum) i z biegiem lat przejmowało "nowe" miejskie, samorządowe formy zarządzania i zwyczaje od innych wyposażonych w zachodnie prawo miast oraz że takie utrwaliło się w pamięci następnych pokoleń. Takie usamodzielnienie się miasta, jak już powiedzieliśmy, nie byłoby w Polsce wypadkiem odosobnionym. W wieku XII zaś rozwijał się m.in. na Śląsku bardzo ożywiony ruch osadniczy, sprzyjający powstawaniu osad o charakterze miejskim, co mogło spowodować wykształcenie się pewnej organizacji samorządowej. Co prawda w warunkach feudalnych nie mogło się to w zasadzie odbywać bez przyzwolenia władcy. Do niego należało wszystko, i ziemia, i ludzie. Toczyła się więc pomiędzy nim i społeczeństwem nieustanna walka o zwiększenie i o zachowanie stanu posiadania. Jedyną pewną legitymacją uzyskanych od księcia ustępstw, wobec zachłanności władcy, były dokumenty nadań i przywilejów. Stąd to tak częste domaganie się miast i wsi od kolejnych władców potwierdzenia uzyskanych praw i wolności. Żaden książę nie zrezygnowałby z okazji ściągnięcia z miasta haraczu za przywilej praw miejskich. Nigdy bowiem ustępstwo ze strony władcy nie było bezinteresowne. Każde udzielenie przywileju uszczuplało zakres władcy feudała, nadanie zaś praw miejskich stawiało pomiędzy nim a poddanymi zorganizowaną społeczność, co mógł tolerować w zasadzie tylko za określoną cenę.
Na bardziej wszkaże w naszym wypadku liberalne spojrzenie na to zagadnienie pozwala specyficzny społeczno-polityczny charakter sytuacji swego rodzaju bezkrólewia na Śląsku po śmierci Bolesława Krzywoustego, sprzyjający samodzielnej, niezależnej emancypacji Bolesławca, jak by nie było stolicy plemienia Bobrzan. Temu spontanicznie na zachodnich rubieżach kraju rozwiniętemu podgrodziu, otoczonemu licznymi wioskami i leżącemu na rozstaju traktów do Lubania i Zgorzelca, a dalej do Lipska, mógł nadać Bolesław I Wysoki ok. 1190r. określone prawa, legalizujące powstały tu wcześniej samorząd.
Mógł zatem Bolesławiec rzeczywiście posiadać swego rodzaju prawa miejskie, to znaczy ten mniej lub bardziej niezależny samorząd, jeszcze od czasów Bolesława Wysokiego i mógł je wylegitymować, skoro Henryk I nie kwapił się ze "sprzedaniem" mu tych praw. Ale mogło i miasto być w tym momencie na to zbyt biedne, a trzeba tu powiedzieć, że pod względem zasobności już wtedy wyprzedzał je Lwówek. Mógł książę także liczyć na to, że miasto wystąpi o potwierdzenie mu tych praw i chcąc je do tego przymusić świadomie nie nawiązał do jego praw w dokumencie nowogrodzieckim z 1233 r. Wydaje się jednak nie ulegać wątpliwości, że najważniejszą przyczyną zignorowania wówczas Bolesławca, bez wątpienia przewyższającego znaczeniem Nowogrodziec, był respektowany przez księcia fakt jego funkcjonowania na podstawie prawa polskiego, podczas gdy Nowogrodziec uzyskiwał prawo niemieckie. Inne niż miał znaczniejszy Bolesławiec, w odniesieniu do którego określano położenie tego nowego miasta. Prawda, że 30 lat później (1265), co jednak nie zmienia postaci rzeczy.
Jeśli zaś o prawie polskim tego czasu mowa, to stanowiła je wpierw wola władcy, a potem, dopóki nie przyjęto tzw. Zwierciadła saskiego, przywileje, dokumenty lokacyjne, a nade wszystko zwyczaj sankcjonowany wolą władcy i zabezpieczony przymusem państwowym. W tych ramach każde miasto czy miasteczko, jeśli już w takim sensie wyzwoliło się spod bezpośredniej władzy kasztelana, miało swoje własne prawo, choć w rzeczy samej prawa te wychodziły ze wspólnej podstawy.
Jan G. Bergemann, który poza kroniką Bolesławca z 1829 r. napisał także kronikę Lwówka, historię Grodźca i inne prace, jest zjadliwie krytykowany przez Wernickego, który imputuje mu pisanie "niestworzonych rzeczy". Analiza jego kroniki na podstawie historiografii polskiej, np. w części obejmującej historię władców Bolesławca prowadzoną od Mieszka I, pozwala jednak stwierdzić jego rzeczowość, obiektywizm i zgodność z faktami historycznymi. Jego aparat naukowy jest wszakże gorszego gatunku od aparatu naukowego dr Wernickego, również obiektywnego, ale dla którego (Wernickego) pamięć pokoleń nie jest argumentem, w przeciwieństwie do dających się odnaleźć dokumentów. Obiektywizm obydwu autorów podporządkowany jest różnym punktom widzenia. O ile bowiem Bergemann pisze z pozycji Ślązaka, o tyle Wernicke reprezentuje punkt widzenia Niemca, wyrażający się np. w poglądzie, że nadanie miastu prawa niemieckiego, a w istocie rzeczy prawa wg wzoru niemieckiego, konstytuuje, czyni dane miasto miastem niemieckim. Stąd dla tego drugiego historia Bolesławca rozpoczyna się od pierwszych dokumentów pisanych, choć i on nie zaprzecza polskości Śląska przed niemiecką kolonizacją. Źródłem pracy Bergemanna są także "wszystkie wydane drukiem prace, bardzo wiele manuskryptów, dokumenty oraz inne niedrukowane źródła". Praca ta ma ponad wszelką wątpliwość charakter naukowy.
Według tego autora należy "na podstawie wiarygodnych historycznych przekazów" (B. 1, 23-24) przyjąć, że dawny książęcy gród albo zamek w Bolesławcu został zbudowany przez Bolesława I Chrobrego pomiędzy 1018 i 1025 rokiem. Obok grodu rozwinęło się osiedle, w którym w roku 1205 księżna Jadwiga, żona Henryka I Brodatego, postawiła kościół przed Górną Bramą. Nie był to zrazu gród kasztelański, gdyż jeszcze w dokumencie papieża Hadriana IV z 1155r., potwierdzającym zasięg biskupstwa wrocławskiego, nie wymienia się kasztelanii w Bolesławcu (por. H. 13)'"' choć właśnie Bolesławca można tam upatrywać pod tajemniczą nazwą "Szobolezke" wśród grodów nadbobrzańskich, czego Bergemann, jak i pozostali, nie bierze pod uwagę.
- por. Franciszek Lenczewski, Ze studiów nad problemami miast śląskich do końca XVI wieku, Opole 1965, s 12
- "Zwierciadło saskie", prywatny spis prawa saskiego, dokonany mniej więcej między 1215 a 1235, któremu Kazimierz Wielki nadał w roku 1356 moc obowiązującą w Polsce, gdy składał jego rękopis w założonym przez siebie sądzie wyższym prawa niemieckiego na zamku krakowskim; por. Stanisław Kutrzeba, Historia źródeł dawnego prawa polskiego, Lwów-Warszawa-Kraków, Wyd. Zakł. Naród. im. Ossolińskich, tom 1, s. 204
- Stanisław Kutrzeba, op. cit., s. 200
- Według prof. Kutrzeby prawo stosowane w polskich miastach określano jako prawo niemieckie, bądź dokładniej jako prawo magdeburskie (średzkie), chełmińskie lub lubeckie (por. op. cit., s. 199). Mylące jest wszakże samo to określenie nawet, gdy chodzi o dosłowny tekst takiego prawa, a ulegało ono znacznym modyfikacjom. Taki bowiem tekst łącznic z idącymi za nim pouczeniami, stawał się prawem polskim, gdy uzyskiwał zgodę, sankcję władcy na jego stosowanie i bezpośredni lub dorozumiany przymus państwowy. Tak się np. stało, gdy w roku 1261 książęta wrocławscy Henryk II Pobożny i Władysław uznali z pewnymi zastrzeżeniami pouczenia z Magdeburga jako obowiązujące prawo dla Wrocławia (tamże str. 207).
- Skrót (H...) tytuł i str. książki: Haude, Gocke, Heimatbuch des Kreises Bunzlau, Bolesławiec 1925 (zwanej przez tłumacza Bolesławieckim Almanachem).
- por. G. Labuda, Studia nad początkami państwa polskiego, 1.1, Poznań 1989, s. 226