Niechciane szkoły – "Węzeł gordyjski"

Niechciane szkoły –
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Postępowanie bolesławieckiego samorządu wobec miejscowych szkół podstawowych dowodzi, że są one dlań dzieckiem niechcianym. Niestety gminy przejmą te szkoły i 1-go stycznia 1996 r. stanie się faktem.
Już w tegorocznym budżecie kwota przeznaczona na szkoły podstawowe (0,45% całości budżetu i 3% wydatków na oświatę w mieście) była co najmniej skromna w porównaniu do ich potrzeb. Demagogiczna była obrona takiego stanowiska, w której odwoływano się do obowiązku finansowania szkół przez kuratorium oświaty, bo przecież to my posyłamy nasze dzieci do tych szkół, a nie kuratorium i to naszych dzieci dotykają przeróżne ograniczenia i braki, które nie pozostają bez wpływu na poziom nauczania.
Niestety uchwała budżetowa jest realizowana w tej niekorzystnej dla szkół postaci. Gdy jednak okazało się, że powstaje pokaźna nadwyżka budżetowa (8% pierwotnego budżetu) pojawiła się szansa na to, by zaspokoić choć te najpilniejsze, bytowe potrzeby podstawówek. Z informacji w październikowym "Głosie Bolesławca" wynika, że chodziłoby o kwotę ok, 15 tys. n. zł., co przy nadwyżce w wysokości 1087 tys. n. zł. stanowi nikłą sumę. Jednak planuje się przyznać z tego szkołom tylko 5 tys. n. zł. na pracę kół zainteresowań. Za to ważniejsze jest przyznanie 110 tys. na budowę garaży i 20 tys na parking oraz 100 tys. na administrację (w tym materiały biurowe).
Niezrozumiała jest ta konsekwentna wstrzemięźliwość w dofinansowaniu bolesławieckich szkół. Wyraźnie widać, że miejscowe władze chcą je przejąć niejako w stanie zerowym, tzn. bez wcześniejszych nakładów własnych. Niebezpieczna to jednak polityka. Szkoły te bowiem od dawna borykają się z brakami finansowymi i, pomijając inne sprawy, dewastacji ulega ich majątek materialny. Jego zaniedbywanie doprowadzi do większych wydatków w przyszłości. Trudno też być pewnym swoich możliwości finansowych w przyszłych latach i nie wykorzystywać na te cele pieniędzy, które pojawiają się ponad budżetem.
Wygląda na to, że Zarząd Miasta ma w sprawach szkół podstawowych swoją własną politykę, z którą nie bardzo się zdradza. Na tyle jest ona tajna, że w sprawy reorganizacji szkolnictwa podstawowego, które omawia z kuratorium oświaty, nie wtajemnicza nawet Komisji Rady Miasta, zajmującej się oświatą, kulturą i sportem. Demagogią zaś wionie usprawiedliwianie się z pomijania tej komisji brakiem czasu i jakimiś jej kłopotami.
Może jednak doczekamy się wyraźnego objaśnienia celów takiego, a nie innego traktowania szkół przez samorząd? Oby były to wyjaśnienia na miarę czekających go od nowego roku obowiązków wobec podstawówek.