"Ampułki" – wizytówka nowego wieku

fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

W czterojęzycznym folderze informacyjnym Bolesławiecka Fabryka Fiołek i Ampułek w Bolesławcu bardzo oszczędnie przedstawia swoją wizytówkę: produkuje opakowania do leków ze szkła, tworzyw sztucznych i aluminium, sprzęt medyczny jednorazowego użytku tak jak strzykawki i igły do injekcji. I jeszcze kolorowe fotografie gotowych wyrobów oraz wnętrza czterech podstawowych wydziałów produkcyjnych: opakowań szklanych, metalowych, z tworzyw sztucznych oraz strzykawek i igieł.
Znam tę fabrykę od paru dziesiątków lat, opisywałem jej dzieje na łamach wrocławskiej "Gazety Robotniczej", śledziłem krok po kroku jej rozwój i zmierzanie ku nowoczesności. Dziś przeżywa kolejny etap swoich dziejów, "drugą młodość" – jakże bogatszą i pełniejszą, niż w latach minionej epoki. Zmieniło się tu prawie wszystko, nawet nazwa: Bolesławiecka Fabryka Materiałów Medycznych "Polfa" S.A. A przecież to te same dawne związane z dziejami miasta "Ampułki". Przypomnę relację nieżyjącego już dyrektora Michała Pawłowskiego, który tworzył nowoczesny zakład od samego początku.
"Zasialiśmy hałdy gruzów, stosy żelastwa, sterty rozbrojonych przez saperów pocisków i mnóstwo niebezpiecznych niewypałów. Przed czymś co stanowić miało bramę – rozbity czołg. Drak wody oświetlenia i urządzeń sanitarnych. Namiastką portierni był zwyczajny załom muru a przy nim siedzący dwaj staruszkowie, grzejący się przy tzw. "kozie" wyciągniętej ze złomu i opasanej drutem. To taki staroświecki żelazny piecyk godny wieku XIX i mało wydajny, ale nie było lepszego w pobliżu w ciągle jeszcze łatającym wojenne klęski mieście".
To był wciąż jeszcze pionierski rok 1951. Fabryka mszyła w roku następnym.
Rozmawiamy z dyrektorem Stanisławem Kozłowskim, zarazem prezesem S.A. Już samo otoczenie -obszerny gabinet, nowoczesny sprzęt komputerowy, funkcjonalne meble, dywany, kwiaty – zaświadczają o dobrej kondycji finansowej firmy i jej "europeizacji". To są fakty bezsporne: firma rozwinęła asortyment podstawowej produkcji, modernizuje bez przerwy warsztat wytwórczy, sięga po najbardziej nowoczesne w skali światowej technologie. Maszyny -automaty z lat 80-tych przechodzą generalną modernizację lub wymianę. Technologia i surowce odpowiadają dziś światowemu standardowi, inaczej nie ma po prostu szans na rywalizację w zbycie wyrobów z renomowanej klasy potentatami i ostrą konkurencją. Ampułki wytwarza się więc z importowanych rur zachodnich, bo krajowe mają gorszą jakość. Nabywane w Krośnie odznaczają się coraz wyższą jakością, straty są zatem u odbiorców coraz mniejsze. Strzykawki mają już europejski poziom, eksportowane są głównie na rynek RFN. Ten eksport bardzo się opłaca.
Stąd dobra ekonomiczna kondycja firmy: w I półroczu sprzedano o 100 % więcej wyrobów, niż w tym samym okresie roku minionego. Są zatory płatnicze, to prawda, ale to bolączka całej polskiej gospodarki. Dotyczy to, niestety, nawet handlu z Niemcami. Zakład wykorzystuje bliskość zachodniej granicy: uruchomiono np. montaż sprzętu medycznego – przyrządów do transfuzji i infuzji na zlecenie sąsiadów zza miedzy. Sprzedaje się praktycznie usługi, zatrudniając dodatkowo 40 osób. Taniość rodzimej robocizny decyduje o konkurencyjności, a jakość pracy jest wyjątkowo wysoka. Nasi pracownicy są nie mniej zdolni, niż ich koledzy niemieccy, kompleksy są tu zbędne. Jak dotąd skutecznie wygrywamy w bezpośredniej rywalizacji.
Liczy się w tej firmie nowoczesność technologiczna. Oznacza to np. wdrożenie klimatyzacji, jałowych filtrów do powietrza, sterylną czystość w zetknięciu z wyrobami służącymi medycynie. W ślad za tym trzeba bez przerwy inwestować w najnowocześniejsze rozwiązania. Załoga to rozumie, chociaż finansuje to niejako własnym kosztem. Zapewnia to znaczne profity w przyszłości, ale o tym ludzie muszą po prostu wiedzieć, świadomie współuczestniczyć w decyzjach, spełniać rolę aktywną, podmiotową, lak właśnie jest w bolesławieckiej fabryce.
Czy zatem można mówić o sielance? Nic bardziej błędnego.
Dyrektor Stanisław Kozłowski niepokoi się brakiem zrównoważenia portfela zamówień. Zakład pracuje w ruchu ciągłym, nawet w niedziele, ale przeciwdziałanie wahaniom koniunktury rynkowej wymaga ogromnej operatywności, zabiegów, starań. To swoista "szarpanina"" przyprawiająca o ból głowy. Z jednej strony trzeba zwiększać sprzedaż kredytową, z drugiej – w porę wykupić nowe maszyny zamówione w ramach inwestycji modernizacyjnych, najważniejszy pozostaje problem pieniędzy, kapitału. Dziś najważniejszą cenę osiąga myślenie – ono decyduje o ostatecznym sukcesie ekonomicznym. Pływanie po szerokich wodach biznesu grozi ryzykiem. Ale innego wyjścia po prostu nie ma.
Pracuje tu dobra kadra, ludzie uczuciowo związani z firmą od wielu lat. Nadal potrzebni są do zatrudnienia fachowcy nowej generacji, legitymujący się wyższym wykształceniem i znajomością języków obcych , inżynierowie i eksperci do spraw marketingu. Tacy mogą zawsze liczyć na zatrudnienie. Bo ambicje firmy sięgają bardzo wysoko, opierają się przy tych na realiach. BFMM "Polfa" S.A. zabiega o certyfikat związany z systemem sterowania jakością ISO-9000. To legitymacja międzynarodowa prawdziwie elitarnego klubu producentów na najwyższym światowym poziomie systemu kontroli jakości, gwarancja wyeliminowania braków, możliwość odszukania "winowajcy" niedoróbek nawet po miesiącach od chwili wyprodukowanej drobnej ampułki. Po prostu – skok w przyszłość ku automatom, robotom zastępujących ludzi komputerom i fabrykom oglądanych na filmach SF. Dokonał się już niewiarygodny postęp technologiczny, ale największe zmiany są wciąż jeszcze przed dynamiczną firmą rodem z Bolesławca.
Istnieje realna szansa na współpracę i ścisłe związki ekonomiczne z potężnym koncernem USA, który dysponuje 40 fabrykami rozrzuconymi po całym globie. Rysuje się podział wpływów w świecie na rynku produkcyjno-handlowym tej branży między trzy koncerny. Bolesławcem zainteresowani są zarówno Amerykanie, którzy dysponują u siebie niemal bliźniaczo podobną fabryką /szkło, plastik i metal w opakowaniu medykamentów/, natomiast Niemcy chcieliby podzielić firmę na kilka niezależnych od siebie części, bo nie wszystko ich interesuje i dopiero potem dokapitalizować. Ministerstwo optuje za spółką mieszaną, najlepiej polsko-amerykańską, aby nowy właściciel dysponował liczącym się kapitałem pozwalającym na inwestycje wybiegające w przyszły wiek XXI. Nie zostaną rozstrzygnięte te strategiczne kwestie i walka międzynarodowych koncernów o "odkrytą" przez niepolską firmę stanowiącą łakomy kąsek – spokojnie, harmonijnie i wydajnie pracuje tu 940 osób związanych uczuciowo ze swoją fabryką. Spokojnych o płacę, która mieści się w granicach średniej krajowej i bezpiecznych poczuciem stabilności posady i perspektywą rozwoju nowoczesnej firmy, która mocno stanęła na nogi w okresie ustrojowej transformacji, co potwierdza wybór do NF1. Nie ma tu kominów pałacowych rażąco wysokich, stąd niemal rodzinna harmonia i brak konfliktów. Ile w tym osobistej zasługi dyrektora Stanisława Kozłowskiego – pozostanie jego tajemnicą. Ludzie lubią jego opanowanie, życzliwość, spokój, otwartość, kompetencyjność – to wynik minisondażu przeprowadzonego za fabryczną bramą. Tak trzymać!