Najpierw mi mocno serce bije...

Najpierw mi mocno serce bije...
fot. Głos Bolesławca Wpis archiwalny – Głos Bolesławca.
istotne.pl bolesławiec

Maria Raschke i Klaus Rosenthal mieszkają w Bonn, ale chętnie odwiedzają swoje rodzinne miasto Bunzlau, kiedy tylko nadarza się sposobność. W końcowych dniach marca br. przyjechali do Bolesławca z grupą siegburgczyków na własny koszt. Była to ich trzecia wizyta w tym mieście, które musieli opuścić zaraz po zakończeniu II wojny światowe). Maria miała wówczas 17 lat, Klaus niewiele więcej.
Zarówno Maria, jak i Klaus są członkami Grupy Ojczyźnianej Bunzlau w Siegburgu, żywo zaintersowanymi kontaktami z Bolesławcem i współpracą z naszym Towarzystwem Miłośników Bolesławca. A w ogóle są mili, serdeczni, towarzyscy. Korzystając z ich obecości w Bolesławcu prosiłem o krótki wywiad dla "Głosu Bolesławca".
Jak poczuliście się w mieście swojego dzieciństwa, kiedy przyjechaliście tu po kilkudziesięciu latach po raz pierwszy?
Mówi Maria Raschke: -Niespodzianką, miłym zaskoczeniem był fakt odbudowy rynku. Kiedy opuszczałam to miasto utrwalił mi się przykry obraz wypalonych kamieniczek. Nie stało się za przyczyną działań wojennych. Rynek spalili żołnierze wojsk radzieckich. Niemiecka armia, w trosce o miasto przy zdecydowanej przewadze nacierających wojsk armii radzieckiej opuściła miasto bez walki, a ludność cywilna uciekała w kierunku Czechosłowacji. Rynek został spalony już po ustaniu działań. Ucieszył mnie więc widok odbudowanych kamieniczek.
- Jak wyglądało miasto do 1945r?
- Granice miasta sięgały starych zabudowań. W miejscu dzisiejszych nowych osiedli, a nawet już od dzisiejszego wieżowca "Urzędu Miasta w kierunku Wrocławia rozciągały się pojedyncze domostwa gospodarstw rolnych, magazyny i łąki Z wyjątkiem szpitala, po prawej stronie.
- Czy spacerując po mieście doznajecie po latach również przykrych rozczarowań?
Mówi Klaus Rosenthal:
-Przede wszystkim, zawsze, kiedy przyjeżdżam do Bolesławca, już przy samym wjeździe do miasta, najpierw mi mocno serce bije.... jeśli idzie o spacery, to – przykro o tym mówić ale spacerować w tym mieście jest bardzo trudno z powodu... chodników. Są fatalne, a na niektórych odcinkach po prostu ich nie ma. Chodząc po mieście człowiek nie może podziwiać budowli i otoczenia, bo musi uważnie patrzeć pod nogi, aby się nie przewrócić. ja mieszkałem na dzisiejszej ulicy Wybickiego która dawniej nazywała się Martina Opitza. Przeraża mnie stan techniczny starych i pięknych niegdyś domów. W ogóle wygląd dawnych stylowych kamieniczek w całym mieście jest bardzo niekorzystny. Poza tym był kiedyś pomnik Opitza, był staw z łódkami i łabędziami, zadbane parki i skwery. Nowe osiedla z szablonowymi pudełkami bloków i bez właściwej infrastruktury nie są w stanie zrównoważyć ogólnego wrażenia. Cóż, może jestem zbyt sentymalny...