Małżeństwo z Raciborowic wybrało się nad morze. Na… rowerach

Małżeństwo z Raciborowic wybrało się nad morze. Na… rowerach
fot. Beata Dudyńska To była wyprawa życia – mówi nam Dariusz Dudyński.

Państwo BeataDariusz Dudyńscy z Raciborowic wybrali się nad morze 10 czerwca. Jechali 6 dni. Część trasy pokonali słynną rowerową Oder-Neisse-Radweg. – Zależało nam jednak głównie na zwiedzaniu polskiej strony – mówi serwisowi istotne.pl pan Dariusz. – U Niemców wszystko jest zbyt poukładane i trochę monotonne. U nas trasy są bardziej dzikie, a przez to bardziej swojskie.

Małżeństwo miało okazję zawitać do Łęknicy, Kostrzyna, Cedyni. Pasjonaci jazdy na rowerze wzięli udział w polsko-niemieckim festynie w Gubinie, zobaczyli Krzywy Las w Gryfinie, odwiedzili Nowe Warpno („najpiękniejsze miasteczko na całej trasie”).

Po pokonaniu prawie 560 km para dotarła do Świnoujścia. – To była wyprawa życia – zaznacza pan Dariusz.

To, oczywiście, nie była pierwsza rowerowa eskapada państwa Dudyńskich. Pan Dariusz intensywnie jeździ na rowerze od 12 lat, pani Beata – od czterech. Po raz pierwszy jednak pokonali tak długi dystans.

Pytamy pana Dariusza, co jest potrzebne, żeby ruszyć w taką wyprawę. – Przede wszystkim motywacja – odpowiada biker. Ważna jest też – ma się rozumieć – kondycja. Małżeństwo z Raciborowic przygotowywało się do „wyprawy życia”, jeżdżąc na krótsze wycieczki. Zdaniem pana Dariusza, żeby porwać się na taką eskapadę, trzeba wcześniej przejeździć co najmniej 1000 km.

Fan dwóch kółek dodaje: – Polecam rowerowanie, to najlepsza forma spędzania wolnego czasu. Nie mówię, że bieganie czy spacery są złe, ale na rowerze można więcej zwiedzić. Mam nadzieję, że coraz więcej osób zachoruje, tak jak my, na cyklozę.

W przyszłym roku para zamierza na jednośladach zwiedzić Wybrzeże.


Więcej informacji i zdjęć na blogach rowerowych pani Beatypana Dariusza.