Napoleon. Wielki mały człowiek

Napoleon. Wielki mały człowiek
fot. Jacques-Louis David (National Gallery of Art)/Wikimedia Commons Myślę, że Bonaparte miał jak najbardziej czyste intencje w stosunku do Polaków. Jako pragmatyk liczył na korzyści, które miały mu przynieść polskie oddziały. Nie ma tu żadnych wątpliwości, że trwanie przy Napoleonie kosztowało nas wiele krwi – pisze Paweł Skiersinis
istotne.pl historia, napoleon, bolesławiec, paweł skiersinis

Klimat na wyspie jest ciężki, nie do zniesienia. Wszechogarniająca wilgoć podrażnia nozdrza. Jest wszędzie, w każdym kącie i zakątku. W pokoju tłum gapiów skupiony wokół dużego łoża, a w nim mężczyzna. Jego twarz nie jest biała, ani nawet blada. Jest woskowa. Ów człowiek ciężko dysząc, obserwuje mętnymi oczami otaczających go ludzi. Jak trudno umierać na obcej ziemi. Wśród przyjaciół i wrogów. Cóż, śmierć nadchodzi powoli, subtelnie odbiera oddech, a krew płynie wolniej. Wciąż czuć unoszącą się woń. Czy to na pewno jedynie wilgoć? A może śmierć jest już całkiem blisko…

W taki oto sposób można sobie wyobrazić śmieć Napoleona – cesarza Francuzów, żołnierza, a przede wszystkim wielkiego człowieka. Mimo że epoka napoleońska już dawno przeszła do lamusa, to historia wciąż boryka się z tą, jakże kontrowersyjną postacią. Napoleon przemierzając Europę wzdłuż i wszerz, pozostawił swój ślad na Dolnym Śląsku.

Napoleon Bonaparte zadziwia przede wszystkim heroiczną pracą i miarą sukcesu, jaki osiągnął. Z żołnierza, oficera stał się imperatorem. Podniósł Francję z kolan. Przede wszystkim za to Francuzi są mu wdzięczni. Współczesna Francja już dawno przestała pełnić rolę imperium. Jej słaba pozycja była już widoczna podczas II wojny światowej.

Nie odbiegając od tematu, warto przytoczyć ciekawostki o Napoleonie. Do dziś jest on uznawany za osobę niskiego wzrostu. Ta przywara to raczej wymysł angielskiej propagandy. Bonaparte mierzył według różnych źródeł od 168 do 170 cm. Nie jest to zaskakująco niski wzrost, szczególnie jeśli przyjrzymy się współczesnym politykom. Dla porównania Dmitrij Miedwiediew mierzy 163 cm, a Nicolas Sarkozy 165 cm. Napoleon w tym zestawieniu wypada całkiem dobrze.

Prawdą natomiast jest, że bał się kotów. Nie lubił tych zwierząt. Uważał je za zdradzieckie i fałszywe. Na podobną przypadłość cierpieli także Juliusz Cezar, Mussolini i Hitler. Ponadto Bonaparte niezbyt dbał o zdrowie. Spał niezwykle mało. Zazwyczaj kładł się na spoczynek o godzinie 2, a wstawał już o 5. Tak krótki sen rekompensował sobie krótkimi drzemkami w ciągu dnia. Zasypiał na kwadrans, nawet w ciągu… bitwy.

Cesarz lubił także przechadzać się po mieście pod przybraniem, incognito. Często spacerował tak po Paryżu, ale w tajemnicy odwiedzał również Görlitz i Bolesławiec. W każdym budynku, w którym nocował, liczył okna.

Trująca tapeta

Prawdziwą zagadką jest jego śmierć. Wywołuje ona wielkie kontrowersje i tak naprawdę ten wątek nigdy nie został definitywnie wyjaśniony.

Oficjalną przyczyną zgonu cesarza był nowotwór żołądka i pęknięty wrzód. W swoich zapiskach służba niejednokrotnie opisywała straszne męczarnie, jakie przez kilka miesięcy przeżywał Bonaparte. Jego problemy gastryczne, owszem, mogą świadczyć o istniejącym wrzodzie. Mogą, ale nie muszą. Zastanawiające jest to, że w ciele Napoleona odnaleziono obecność dużych ilości arszeniku. Z jednej strony to nic nadzwyczajnego. W tamtych czasach arszenik był obecny w wielu produktach codziennego użytku, np. w pomadzie do włosów. To właśnie we włosach wykazano obecność tej trucizny. Z drugiej – Napoleon pierwotnie spoczął na Wyspie św. Heleny. Dopiero 19 lat później jego ciało zostało ekshumowane i przewiezione do Francji. Po otwarciu trumny okazało się, że zwłoki są w nienaruszonym stanie. Po prawie 20 latach to przecież niemożliwe. Prawdopodobną przyczyną takiego stanu rzeczy jest arszenik, który jako trucizna także eliminuje mikroorganizmy. Ilość arszeniku w organizmie Napoleona przekraczała dzisiejsze normy stukrotnie.

Najciekawszą teorią dotyczącą śmierci cesarza jest teza o trującej tapecie… Tak, to brzmi nieprawdopodobnie. Otóż możliwe jest, że tapeta na ścianie w pokoju Bonapartego miała charakterystyczny zielony kolor. Aby taką barwę uzyskać, stosowano żółtozielony barwnik, tzw. zieleń Scheelego. Zawierał on jedną z postaci wodoroarseninu. Gdy w pomieszczeniu było dość wilgotno, toksyny uwalniały się. Arszenik nie ma ani smaku, ani zapachu. Tapeta mogła być cichym zabójcą.

Gdy stan zdrowia Napoleona pogarszał się, lekarze nie dawali temu wiary. Główny lekarz François Antommarchi podczas sekcji zwłok jako główną przyczynę śmierci wskazał rak żołądka i pęknięty wrzód. Lekarze obecni przy autopsji nie byli jednomyślni co do jej rezultatów. Zaprotokołowano wszystkie odrębne stanowiska i na koniec uznano diagnozę Antommarchiego za jedyne słuszne wytłumaczenie.

Anegdoty

Powracając jednak do życia Napoleona, można łatwo zauważyć, że miał on duże i specyficzne poczucie humoru. Do dziś krążą liczne anegdoty na jego temat. Jedną z nich jest śmieszna sytuacja zaistniała podczas odprawy wojskowej. Napoleon próbował dosięgnąć mapy znajdującej się na dość wysokiej półce. Niestety, był za niski. Z pomocą przyszedł mu młody oficer.

– Ekscelencjo – rzekł – pozwól, że ci pomogę. Jestem większy.

– Nie większy, ale wyższy – poprawił go cesarz, biorąc mapę z rąk oficera.

Inne zdarzenie miało miejsce podczas odwrotu po sromotnej klęsce w Rosji. Cesarz podróżował rozklekotanymi saniami. Zmierzał na zachód (sanie pękły za Chojnowem i były powodem postoju w Bolesławcu). Zatrzymał się wraz ze swoją świtą nad rzeką Niemen. Musiał się przez nią przeprawić. Podczas przeprawy zapytał ubogiego chłopa, który ich przeprawiał:

– Czy już dużo dezerterów przedostało się na drugą stronę?

– Nie, panie. Pan jest pierwszy.

Bonaparte słynął z tego, że potrafił rozmawiać z każdym. Często słuchał swoich poddanych. Dopytywał się o rodzinę i trudności życia codziennego. Jednak był także osobą lubiącą karmić swoje ego. Podczas wjazdu do jednego z francuskich miasteczek zapytał burmistrza: „Dlaczego nie strzelacie z armat, gdy wjeżdżam do miasta?” Burmistrz odrzekł: „Powodów jest dwadzieścia. Pierwszy – nie mamy armat, drugi…”. „Dziękuję, ten pierwszy mi wystarczy” – powiedział niezadowolony cesarz.

Bonaparte lubił pochlebstwa, miał jednak też dystans do siebie; cenił i szanował za odwagę także swoich wrogów. Gdy przybył po raz pierwszy do Bolesławca, spytał swoich współtowarzyszy: „Czy to ten Bolesławiec, w którym skonał marszałek Kutuzow?” Oficerowie potwierdzili.

– A czy upamiętniono w jakiś godny sposób Marszałka? – dopytywał cesarz.

– Nie, do tej pory nie – usłyszał.

Napoleon zamierzał to zmienić i jak najszybciej uczcić pamięć wielkiego Rosjanina. Niestety, wojna i wycofanie się armii francuskiej z Dolnego Śląska zniweczyły jego plany.

Bolesławiecki epizod

Według różnych źródeł, m.in. Mariusza Olczaka i jego „Kampanii 1813”, Napoleon odwiedził Bolesławiec (pruskie Bunzlau) pięciokrotnie. Podczas jednej z wizyt, która miała miejsce 12 grudnia 1812 r., o godzinie 3 w nocy zatrzymał się w zajeździe Pod Złotym Aniołem. Na miejscu zjadł pieczone owoce z kluskami. Nie był w stanie zapłacić za posiłek, dlatego ofiarował właścicielowi jedną z waz ze swojej kolekcji porcelany. Sanie zaś wymieniono na nowe konie. Sanie powędrowały do Stanów Zjednoczonych. Zostały tam sprzedane na aukcji na początku XX w. za 35 dolarów [www.podzlotymaniolem.pl].

Inna relacja dotycząca Bolesławca mówi, że cesarz zatrzymał się w gospodzie Pod Czarnym Orłem. Gospoda ta zlokalizowana była na dzisiejszej ulicy Prusa pod numerem 2. Sam budynek pochodzący z XVIII w. nie przetrwał ostatniej wojny. Dziś stoi tam jego powojenna rekonstrukcja.

Kolejny pobyt miał miejsce 7 czerwca 1813 r. Tym razem cesarz zamieszkał w kamienicy kupca Ernesta Jankego. Budynek zlokalizowany w Rynku nie przetrwał do naszych czasów. Został w 1897 r. zburzony, a na jego miejscu postawiono kamienicę, w której obecnie znajduje się księgarnia Agora.

Napoleon nocował w pokoju na pierwszym piętrze. Pokój ten stał się na tyle sławny, że był wynajmowany kolejnym gościom po wyższej cenie.

Pobyt w Görlitz

Cesarz, oprócz Bolesławca, zatrzymywał się również w Lubaniu, Lwówku Śląskim, Wykrotach i wielu innych miejscowościach Dolnego Śląska i Górnych Łużyc. Jednym z nich jest Görlitz. Miasto odwiedził ośmiokrotnie. 23 maja 1813 r. pierwszy raz tam nocował. (Wcześniejsze jego pobyty były tylko krótką przerwą w podróży).

O godzinie 12 cesarz wjechał do miasta w szarym surducie i trójkątnym kapeluszu. Zakwaterował się w kamienicy Nositza na Dolnym Rynku. Obecnie jest to budynek numer 29. W Görlitz zatrzymał się cały napoleoński sztab (110 generałów i 451 oficerów sztabowych). Podczas kwaterunku kamienica była pilnie strzeżona. Charakterystycznym jej punktem jest pięknie zdobiony balkon. To właśnie na nim cesarz dokonał przeglądu swoich wojsk. Jego pobyt w tym saskim mieście trwał 2 dni.

 

Kamienica w Görlitz, w której nocował NapoleonKamienica w Görlitz, w której nocował Napoleonfot. Paweł Skiersinis
Kamienica w Görlitz, w której nocował NapoleonKamienica w Görlitz, w której nocował Napoleonfot. Paweł Skiersinis

Śląskie potyczki

W czasie kampanii napoleońskiej w roku 1813 doszło do wielu bitew i potyczek między wojskami francuskimi a koalicją prusko-rosyjską. Jedną z takich potyczek było starcie Francuzów i Rosjan w Kruszynie pod Bolesławcem, które miało miejsce 21 sierpnia. W wyniku działań zbrojnych zginęło 40 Rosjan, a jeden z rosyjskich huzarów osłonił swoją piersią swojego dowódcę. Huzarem tym była kobieta, frontowa towarzyszka pułkownika Christopha von Reuterna, o imieniu Natalia. Dzielnej żołnierce postawiono kamienny obelisk.

Inne mniej znane starcia zbrojne miały miejsce także pod Mściszowem (25 maja 1813 r.), Chojnowem (27 maja), Jaworem (30 maja), Pielgrzymką (22 sierpnia). Jedną z największych śląskich bitew była bitwa pod Kaczawą (26 sierpnia), nazywana także bitwą pod Legnicą. Miała ona miejsce w okolicach wsi Dunino, w odległości 10 kilometrów od Legnicy. Często podaje się tylko jedną rzekę, która znajdowała się w obrębie bitwy. Zapomina się jednak, że bitwa ta rozegrała się nad dwiema rzekami. Wspomnianą już Kaczawą (niem. nazwa Katzbach) oraz jej dopływem – Nysą Szaloną (niem. Wütende Neiße). Nysa Szalona odegrała dość ważną rolę. Jak sama nazwa wskazuje, to rzeka o rwącym nurcie. W czasach napoleońskich dość głęboka. Ulewne deszcze, które poprzedziły bitwę, spowodowały rozmoknięcie terenu. Proch zamókł, walki prowadzono głównie bronią białą. Nurt Nysy Szalonej utrudnił przeprawę francuskiej armii. Wiele żołnierzy utonęło. Utracono wozy z zaopatrzeniem. Choć bitwa nie była bitwą strategiczną, to stała się początkiem końca śląskiej kampanii Napoleona.

Dolny Śląsk ucierpiał znacząco podczas najazdu Francuzów. Musimy pamiętać, że Śląsk był już terytorium pruskim. Francuscy żołnierze grabili miasta i wsie. Jednak zniszczeń dokonywały także wojska pruskie. We wsi Zebrzydowa 4 kwietnia 1812 r. pruski korpus generała von Beckera spalił tartak i most na Kwisie, aby utrudnić wojskom napoleońskim przeprawę przez rzekę.

Napoleon. Mały wielki człowiek

Dlaczego właśnie dziś o Napoleonie? Cóż, postać ta niewątpliwie wpisała się w historię Dolnego Śląska i Łużyc. Ten niewielki epizod pozostawił widoczny ślad na śląskiej ziemi.

Wielu z nas zapewne podchodzi do cesarza Francuzów z dystansem, a może nawet i pogardą. Po dziś dzień w polskich szkołach uczy się, że to właśnie Napoleon wykorzystał Polaków. Omamił ich wizją suwerennego, własnego państwa. Mimo wszystko zalążek polskiej państwowości został stworzony w postaci Księstwa Warszawskiego. Myślę, że Bonaparte miał jak najbardziej czyste intencje w stosunku do Polaków. Jako pragmatyk liczył na korzyści, które miały mu przynieść polskie oddziały. Nie ma tu żadnych wątpliwości, że trwanie przy Napoleonie kosztowało nas wiele krwi.

Nie jest to typowe przedstawienie całej kampanii napoleońskiej. Odsyłam w tym miejscu do wspomnianej publikacji Mariusza Olczaka – „Kampania 1813”. Proponuję również zajrzeć na stronę www.szukajacnapoleona.com oraz na istotne.pl (Bolesławiec miastem Napoleona Bonaparte), gdzie już dokładniej omawiano pobyt cesarza w Bolesławcu.

Napoleon przeżył na Wyspie św. Heleny 6 lat. To miejsce o bardzo wilgotnym klimacie na pewno także wpłynęło na stan jego zdrowia. Cesarz zmarł 5 maja 1821 r., o godzinie 17:49, w wieku 51 lat. Pobyt imperatora na Dolnym Śląsku i Łużycach jest jedynie maleńką kroplą w morzu wojny, którą prowadził przez całe swoje życie – z sobą samym, z otoczeniem, z obcymi imperiami. Wojnę tę przegrał, ale ocalił honor, postawę tak bardzo zapomnianą we współczesnym świecie.

Paweł Skiersinis


Paweł SkiersinisPaweł Skiersinisfot. archiwum autora

Autor jest blogerem, pasjonatem historii, a szczególnie dziejów Dolnego Śląska i Polski. Dlaczego Dolny Śląsk? Jak sam mówi: – A czemu nie? Najciekawsza jest historia wokół nas, dotycząca nas samych i naszych przodków.

I dodaje: – Staram się przedstawiać historię z innej strony, w sposób ciekawy, nie typowo książkowy, pełen suchych dat i faktów. Prezentowane przeze mnie artykuły dotyczą faktów, których nie znajdziemy w podręcznikach i znanych publikacjach. Losy Dolnego Śląska są niewątpliwe ciekawe i pasjonujące, warto zatem czasem poświęcić im choć krótką chwilę.

Więcej na blogu Pawła Skiersinisa.