Bolec.Info obraża ludzi i manipuluje czytelnikami

Bolec.Info obraża ludzi i manipuluje czytelnikami
fot. Krzysztof Gwizdała Administrator Bolec.Info opublikował obelżywy komentarz dotyczący młodej kobiety pracującej w straży. Autorzy strony chcą uniknąć teraz odpowiedzialności.
istotne.pl bolec.info, portal, przestępstwo

Jest szansa, że osoby tworzące stronę Bolec.Info odpowiedzą w końcu za publikowanie obelżywych opinii. Komendant Straży Miejskiej w Bolesławcu złożył doniesienie do prokuratury po tym, jak administrator strony opublikował obelżywy komentarz dotyczący młodej kobiety pracującej w straży. Autorzy strony chcą uniknąć teraz odpowiedzialności i manipulują swoimi czytelnikami.

Pomówienia i kłamstwa na stronie Bolec.Info pojawiały się od dawna. Komendant Straży Miejskiej jako pierwszy postanowił zawiadomić o tym prokuraturę. Sprawa właściwie nie powinna budzić wątpliwości, jednak administratorzy strony oskarżają komendanta o działanie polityczne i zrzucają z siebie odpowiedzialność.

Serwis Boleslawiec.org jest w niezręcznej sytuacji, bo z reguły nie miesza się w konflikty z prawem innych redakcji. Jednak w przypadku manipulacji oraz łamania zasad rzetelnego dziennikarstwa i ludzkiej przyzwoitości chcemy zareagować. Dlatego publikujemy poniżej skrót artykułu szczegółowo opisującego sytuację oraz komentarze osób, które były lub są obecnie zawodowo związane z dziennikarstwem.

Skrót artykułu

[...] Na portalu bolec.info rozgorzała dyskusja na temat pracy miejskich strażników. Obok konkretnych zarzutów, dotyczących na przykład skuteczności stróżów porządku, znalazło się kilka anonimowych wpisów z wulgarnymi epitetami. Strażników nazwano "bandą imbecyli pedałujących na rowerach", a w stronę jednej z pań strażniczek posypały się obelżywe propozycje seksualnych zachowań.

– Te wpisy widniały na stronie bardzo długo – mówi Emil Zając, szef straży miejskiej. – Dopiero po miesiącu zdecydowałem się skierować sprawę do prokuratury. Wydawca portalu nie usunął obraźliwych komentarzy, chociaż na stronie jest informacja, że podobne treści będą wycinane. Na stronie jest też prośba o zgłaszanie do administratorów wpisów wymagających moderowania. Komendant z tej opcji nie skorzystał. Zając sam przyznaje, że nie próbował kontaktować się z właścicielem portalu, aby ten wpisy usunął. – Osoba, która dopuszcza się przestępstwa, a moim zdaniem to właśnie jest przestępstwo, nie zasługuje, aby z nią pertraktować – tłumaczy Emil Zając. Prokuratura przyjęła jego doniesienie i poleciła policji zebrać dowody.

[...] Emil Zając nie ukrywa, że zależy mu na pociągnięciu do odpowiedzialności zarówno wulgarnych internautów, jak i wydawcy portalu, który – jego zdaniem – nie dopełnił obowiązków. – Jesteśmy funkcjonariuszami publicznymi, nosimy orły na czapkach. Można nas krytykować za pracę, ale nie obrażać – podkreśla komendant. [...]

Artykuł został napisany przez Ilonę Parejko i pochodzi z dziennika Słowo Polskie Gazeta Wrocławska.

Opinie

Czytelnikom należy się przede wszystkim wyjaśnienie, że opublikowany przez Bolec.Info komentarz był tak zwaną "anonimową opinią". System w Bolec.Info jest tak skonstruowany, że anonimowe wypowiedzi nie są automatycznie publikowane. Musi to zrobić administrator. To on publikuje i to na nim ciąży odpowiedzialność. To prosta zasada od dawna obecna w polskim prawie. Administratorzy Bolec.Info piszą, że tak nie jest. Wszyscy wiemy jednak doskonale, że jeśli ktoś sprayem napisze na murze to, co mu do ucha szepce kolega, to przecież on, a nie kolega, odpowie za pomalowanie muru i za treść napisu. Ciekaw jestem, czy ten, kto wkleił wypowiedź, przyzna się? W przeciwnym razie odpowiedzialność może spaść na wszystkich członków redakcji.

Serwis Bolec.Info często stanowi źródło konfliktów. Jest miejscem, gdzie obraża się ludzi, między innymi nauczycieli, radnych, lekarzy, urzędników, pracowników miejskich instytucji itd. Autorzy strony często powołują się przy tym na "wolność słowa", nie zdając sobie jednak zupełnie sprawy ze znaczenia tego terminu. Wolność słowa to przecież prawo obywatela do swobodnego wypowiadania swoich myśli w słowie i piśmie. Nie jest to jednak prawo do anonimowego obrażania i chamskiego zachowania. Twórcy strony chcieliby chyba, żeby każdy mógł pomówić kogoś bez ponoszenia odpowiedzialności. Tak jednak w państwie prawa nie jest. Wolność słowa z anonimowymi obelgami czy kłamstwami nie ma nic wspólnego. Hasło jest jednak nośne i administratorzy używają go, by kamuflować niegodne zachowania.

Bolec.Info często manipuluje swoimi czytelnikami. Redakcja Bolca w swoich wypowiedziach zapewnia, że jest niezależna i że nie cenzuruje wypowiedzi. Tymczasem wiele komentarzy, które nie potwierdzają tego, co sądzą autorzy strony, nie jest pokazywanych. Administratorzy ich nie publikują, mimo że opinie nie obrażają nikogo i nie ma w nich wulgaryzmów. W serwisie, który prowadzę, również nie wszystkie komentarze są publikowane – jest o tym mowa w regulaminie. Mówię o tym otwarcie i nie udaję przed ludźmi, że wszystko emituję.

Bolec.Info manipuluje czytelnikami też na inne sposoby, między innymi organizując pseudoankiety. Są one zaprzeczeniem standardów badania opinii publicznej, a co za tym idzie, nie przedstawiają żadnej wartości. Twórcy strony nie informują jednak o tym swoich czytelników. Zdarza się nawet, że niedoświadczeni dziennikarze z innych mediów powołują się na te pseudosondaże. Takie niby-badania są najczęściej pretekstem do obrażania innych ludzi i do publikowania kłamstw na różne tematy.

Przykre jest, że manipulacjom tym poddawani są czytelnicy Bolec.Info, głównie ludzie młodzi. Bronią oni strony, bo sprzedano im informację, że komendant Straży Miejskiej zaatakował wolność słowa. Tymczasem chodzi przecież o obelżywe opinie i zwykłe chamstwo wobec kobiety.

Wszystkie osoby tworzące strony internetowe powinny robić to rzetelnie, nie manipulować swoimi czytelnikami i dbać o poszanowanie ludzkiej godności.

Krzysztof Gwizdała
absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wydawca dziennika Boleslawiec.org


Opowiedź niby prosta: nie można puszczać komentarzy obrażających konkretnych osób, czy instytucji, bo są one prawem chronione. Druga sprawa to kwestia interpretacji, co jest obraźliwe, a co nie jest? Jeśli napiszę, że straż miejska jest do dupy, to czy jest to wulgarne, czy nie jest? Według mnie nie do końca – ale jeśli napiszę, że straż miejska to banda sk...synów, to już jest obraźliwe w 100 procentach.

Osobiście, jeśli chodzi o epitety typu "głupek, baran, debil" skierowane nie do konkretnych osób, ale do tych, które się posługują nickami, to dopuszczam (oczywiście z wyjątkami). Generalnie jest regulamin – nie dopuszczam komentarzy godzących bezczelnie w imię redakcji, moderatora, czy innych portali. Ale to wszystko jest kwestią interpretacji.

Konrad Przezdzięk
redaktor naczelny portalu Jelonka.com


W ubiegłym tygodniu komendant Straży Miejskiej w Bolesławcu złożył wreszcie doniesienie do Prokuratury Rejonowej. Wreszcie, bo czekał dostatecznie długo, aż twórcy Bolec.Info obudzą się z letargu i samozadowolenia. Szkoda tylko, że twórcy nie bardzo rozumieją, iż fakt, że Bolec.Info jest rzekomo w pełni niezależny, nie zwalnia ich od odpowiedzialności za słowa, również te niestandardowe (nawet, jeśli są one wypowiadane przez kilka osób dziennie), oraz z odpowiedzialności za przestrzegania prawa.

Myślę, że gdyby komendant lub jego podwładni zaczęli kontaktować się z Bolec.Info, to dopiero wówczas naraziliby się na zarzut, iż usiłują naciskać na twórców portalu, który jest niekomercyjną i niezależną inicjatywą obywatelską.

Niewątpliwie może już tylko śmieszyć zarzut, że Straż Miejska czekała na spopularyzowanie obraźliwych treści – takie rozumowanie może być tylko przez samych wygłaszających oświadczenie zrozumiałe.

Niewątpliwie optymizmem napawa fakt, że twórcy portalu deklarują niezależność portalu w związku ze zbliżającymi się wyborami i zapewniają, że są przygotowani na próby wpłynięcia na treści publikowane na łamach Bolec.Info. Szkoda tylko, że dopiero teraz tak walecznie bronią wolności wygłaszanych autorskich treści, tzn. gdy sięgnęły one dosłownie (!) poniżej pasa. Tak więc można się spodziewać, że w każdej chwili na każdego może zostać bezkarnie wylany autorski kubeł pomyj – oczywiście wszystko w ramach tzw. obywatelskiej inicjatywy – i będzie taki człowiek chodził opluty, aż się to wystarczająco spopularyzuje, bo przecież twórcy Bolec.Info są ciągle przed jakimiś wyborami. Są niezależni i niekomercyjni. W związku z tym można tylko prosić moderatora, aby wreszcie raczył te rzygowiny z kogoś zmoderować.

Komentarz Bernarda Łętowskiego jest jego prywatną opinią – mimo że mu za to płacą i publikują – i wiem, że nie wszyscy uważają, że najlepiej opisuje działania Straży Miejskiej. Nie wiem, skąd on ma te informacje, że strażnicy zamiast budzić śpiących na ławkach pijaków, przestawiać źle zaparkowane samochody itd., śledzą Internet. Może pan Łętowski nie ma świadomości, że wiele osób ma dostęp do mediów elektronicznych również po godzinach pracy – to się naprawdę zdarza, proszę mi wierzyć. Oczywiście, każdy obrzygany, czy jak kto woli obrażony, może składać skargi do prokuratora na wypisywane w Internecie głupoty (tylko jakie są granice tej głupoty, tego Bernard Łętowski nie wyjaśnia, jakby mimochodem bagatelizując problem), może założyć sprawę cywilną i za nią zapłacić. Pan Bernard raczył jednak zapomnieć, że gdyby nie chodziło o strażniczkę Straży Miejskiej, ale o na przykład strażniczkę z prywatnej firmy ochroniarskiej, to żaden amator portalowych "niezależnych" dyskusji nie byłby nią zainteresowany, a ona nie musiałaby tego zmywać. Sądzę, że dlatego m.in. jest paragraf o obrazie funkcjonariusza publicznego i są jednak granice "głupoty". A może przed wyborami nie wypada iść do Temidy i na to liczą niektórzy niezależni dyskutanci?!

I jeszcze jedno, nie rozumiem dlaczego Bernard Łętowski pisze o "nieprzychylnym" władzom miasta portalu. Czy to jest synonim do "niezależny" – bo tak sobie to określają twórcy Bolec.Info.

Agnieszka Gergont


Zgadzam się w zupełności z tonem oświadczenia twórców strony internetowej Bolec.Info, że w sprawie opublikowanych na tej witrynie pomówień wobec pracownicy Straży Miejskiej i reakcji na to komendanta tej Straży z igły robi się widły. Błaha sprawa, w której każdy wydawca "prasy" starałby się jak najszybciej zatrzeć swoją wpadkę, po publikacji niedopuszczalnych treści, urasta tu do rangi walki o jakieś wyimaginowane wartości. Pokorne przyznanie się do błędu zastąpiono odwróceniem kota ogonem. Sprawa nie wygląda więc tak, że to strażniczkę obrzucono błotem obrzydliwych kalumni, chodzi już o to, że to wydawca tych rewelacji stał się celem ataku za publikowanie "niezależnych" opinii.

Ale to jedyna kwestia, w której zgadzam się z autorami oświadczenia. Ci bowiem, niczym frywolny Dyzio, udają, że cała sprawa właściwie ich nie dotyczy. Przecież umieścili na swojej witrynie notę prawną, z której wyraźnie wynika, że każdy może żądać przeredagowania zamieszczanych na niej opinii, jeśli są obraźliwe lub kogoś oczerniają. Jakie to proste. Wystarczy, żeby każdy mieszkaniec miasta, kraju, Europy, Świata, Kosmosu (o ile istnieją jakieś cywilizacje pozaziemskie) czytał tylko regularnie wszystkie zamieszczane tam opinie i już będzie wiedział, czy ktoś czasem go nie obraża. A wtedy może poprosić o ich usunięcie. A nuż redakcja przychyli się do tej prośby.

Twórcy Bolec.Info stwierdzają w oświadczeniu, że cytowane na ich witrynie wypowiedzi w sprawie Straży Miejskiej "odbiegały od przyjętych norm netykiety". Zastosowanie takiego kuriozalnego eufemizmu do obrzydliwego pomówienia, pokazuje, że elektroniczne zabawki pomieszały niektórym w głowach. Odpowiedzialność za słowo, szanowanie prawa i norm obyczajowych, a więc podstawy demokratycznego społeczeństwa zdają się być niczym wobec wątpliwej potęgi śmietniska, jakim niektórzy starają się uczynić Internet.

Już tylko rozbawienie budzi upolitycznienie całej sprawy przez twórców witryny Bolec.Info. Retoryka tych enuncjacji jako żywo przypomina przy tym język PRL-u. "Ręce precz od Kraju Rad", "nie będzie nam reakcja pluła w twarz", "socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości". Twórcy witryny zastosowali tu zabieg, który z powodzeniem będzie mógł zastosować każdy żul, który będzie na bakier z prawem. Jeśli przydarzy mu się coś przeskrobać w czasie przed jakimiś wyborami, to może zrobić wrzawę, że działania dyscyplinujące go to polityczny zamach na jego wolność.

W całej sprawie niezrozumiała jest dla mnie natomiast kwestia komentarza Bernarda Łętowskiego, na który z lubością powołują się autorzy oświadczenia. Sprowadza się on do tego, że dopóki w mieście nie będzie idealnego porządku, a mieszkańcy nie będą aniołami, to strażnicy nie powinni korzystać z Internetu. Drugi morał z tego komentarza wypływa zaś taki, że Straż Miejska powinna w swoich interwencjach zrezygnować ze swoich uprawnień, gdy sprawa dotyczy osób nieprzychylnych władzom miasta.

I jeszcze ogólna refleksja. Jednym z elementów dojrzałych demokracji są niezawisłe sądy. Są one instancją, która ma godzić bądź rozsądzać winę czy rację stron. Przecież każda zawierana przez nas umowa, choćby o podłączenie telefonu, ma klauzulę o sądzie, który ma rozstrzygać sporne sprawy. Skąd więc w naszym społeczeństwie taki ostracyzm wobec tych, którzy korzystają z tego elementu demokracji? Myślę, że to po prostu cecha niedojrzałości naszej polskiej demokracji. Ciągle jeszcze traktujemy sąd jak za czasów PRL-u, gdy kojarzył się wyłącznie z restrykcją. A przecież nawet w sprawie witryny Bolec.Info możliwe jest ugodowe załatwienie sprawy w sądzie. Nie wiem tylko, czy jej twórcy nie wolą krzyczeć wniebogłosy, że dzieje się im krzywda zamiast korzystać z możliwości, które daje im prawo. Wówczas jednak trzeba by przyznać się do błędu, a na to niektórym bardzo trudno się zdobyć.

Komentarze, w których ich autorzy starają się pokazać, że zawiadomienie przez komendanta Straży prokuratury o popełnieniu przestępstwa to wytaczanie dział wobec wróbli, uważam za nietrafione. Zapytajmy tych, którzy wcześniej, a i pewnie potem chętnie będą używać oszczerstw wobec różnych ludzi, czy faktycznie uważają się za wróbelki? A po drugie, znane amerykańskie przykłady udanego ograniczania przestępczości pokazują, że wiązały się one z brakiem tolerancji dla najmniejszych ich przejawów.

Gdyby doszło do rozstrzygnięcia sprawy obraźliwych tekstów na Bolec.Info w sądzie, mielibyśmy jasną wykładnię stosowania prawa wobec takich przypadków. Uważam to za znaczący pozytyw całej sprawy. Dyskusje, opinie, prześmiewanie się z zachowań jednej bądź drugiej strony sporu ustąpiłyby prawnej ocenie sprawy, która wskazałaby normę postępowania administratorów witryn internetowych i publikujących na nich teksty internautów. Każdy by wiedział, jakie ma prawa, ale też jakie obowiązki. Po to m.in. są sądy – mają interpretować rzeczywistość w świetle obowiązującego prawa.

Bogdan Mazurkiewicz

Krzysztof Gwizdała